reklama

Peruwiańczycy są jacyś inni [ZDJĘCIA]

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Zaktualizowano 
Miłosna pieśń w dzielnicy Limy Barranco Kamilla Placko-Wozińska
Ich kraj rozwija się w imponującym tempie, Peru nazywane jest latynoskim tygrysem. A oni? Wracają do korzeni andyjskiej filozofii, zachęcającej do dawania i mówiącej, że nie jesteś bogaty, dopóki biedny jest twój sąsiad. Jacy są dzisiejsi Peruwiańczycy?

Byłam w Limie w 2007 roku i gdy teraz przyjechałam, nie poznałam tego miasta. Taki postęp dokonał się w stolicy - mówi ambasador (od stycznia br.) RP w Peru Izabela Matusz.

I faktycznie - Lima zaskakuje nowoczesnością dzielnicy Miraflores czy nastrojową dzielnicą artystów i zakochanych Barranco, położonymi na klifie nad Oceanem Spokojnym. Barranco to miejsce oświadczyn, które wyglądają tak: zaprasza się wybrankę na kolację i zamawia bycze serca, mówiąc, że serce dla niej mamy jeszcze większe, a potem spacer nad Pacyfikiem, z kolejnym wyznaniem, że nasza miłość jest większa niż ten ocean…

Czytaj także:

Kazachstan - kraj kontrastów. Zobacz, dokąd jedzie Lech Poznań [GALERIA]

Od starówki, z pięknie utrzymanymi placami, życie elit się oddala. Bliżej oceanu lokują swoje firmy zagraniczne przedstawicielstwa. A jest ich tu sporo. O Peru pisze się, że to latynoski tygrys, bo kraj ten od paru lat przeżywa gospodarczy rozkwit. Podpisuje umowy o wolnym handlu, obniża podatki (np. od sprzedaży, co spowodowało obniżkę cen towarów) i znalazło się na pierwszym miejscu na świecie w rankingu energii sprzyjającym gospodarce. W 2013 r. władze zakładają wzrost gospodarczy na poziomie 7 procent, a niektórzy ekonomiści są jeszcze większymi optymistami - jeśli kryzys światowy nieco zelżeje, to szacują go na 9 procent.

- Gospodarka Peru otwiera się na świat, napływają tu inwestorzy z wielu krajów - dodaje pani ambasador, której ambicją jest, aby i Polacy docenili ten nowy rynek. Bo obudzić możemy się za późno.

Ale może sukcesy tego kraju nie tylko wiążą się z racjonalną polityką? Paweł Canchaya, syn Marii Kralewskiej, właścicielki biura podróży w Limie i autorki przewodnika, patrzy głębiej:

Transtrabant: Maluchem w pół roku przez Amerykę Południową [FILMY, ZDJĘCIA, MAPA]

- Wzrasta zainteresowanie filozofią ludów andyjskich. Nigdy tak naprawdę niespisaną, bo zrobili to jedynie Hiszpanie, którzy nie zrozumieli do końca tutejszych mieszkańców. Paradoksalnie dobrze, że w pokoleniu dziadków tak wielu jest analfabetów. Bo swoją wiedzę i mądrość przekazują wnukom ustnie. I są to niezwykle ważne rozmowy.
Nie jesteś bogaty, dopóki…

Tak do końca to nic nie ma pewnego. Wierzenia Inków spisywali głównie konkwistadorzy, zwłaszcza jezuici, którzy bardzo chcieli znaleźć jak najwięcej punktów zbieżnych z wiarą chrześcijańską. Życie pozagrobowe? Tak, wierzyli, ale filozofia andyjska wiele mówiła o tym, co na ziemi. Obecni badacze wytykają hiszpańskie błędy, że np. lektyki nie służyły do noszenia władców czy lepiej urodzonych, a jedynie zmarłych. Niektórzy idą dalej, że być może nie składano ofiar.

Poligrodzianie w Peru: Poznaniak Michał Howorski królem festiwalu [ZDJĘCIA]

- Wszystko, co istnieje, nastawione jest na dawanie - tłumaczy Paweł Canchaya, pół-Polak, pół-Peruwiańczyk. - Mieszkańcy Andów wierzą, że to, co dadzą, wróci do nich, chcą więc dawać jak najwięcej.

Więc w myśl tej filozofii - gdy komuś spłonie dom, to wiadomo, że odbudowujemy go razem. Potrzebna nam droga, a ja mam ciężarówkę? No to ją daję, a ty pracujesz? Nie, pracuję tak samo jak ty, a mam ten przywilej, że do dobra wspólnego dołożyć mogę jeszcze auto…

Pięknie brzmi zasada, którą przekazuje pan Paweł: - Nie jesteś bogaty, dopóki nie jest bogaty twój sąsiad, twoja, nawet daleka, rodzina…

Taka solidarność, choć to przecież było nasze, polskie słowo.

I widać, że obowiązuje, bo gdy w Nazce, mieście słynnych geoglifów, czyli tajemniczych rysunków, ciągnących się na dziesiątkach kilometrów kwadratowych, wsiadam do lokalnego autobusu, jedzie on z dworca może ze 100 metrów i zatrzymuje go kobieta, która sprzedaje lody. Kierowca i pasażerowie cierpliwie czekają, aż do każdego podejdzie i coś sprzeda. Ledwo ruszamy - następna sprzedawczyni, tym razem z napojami. Autobus znów więc stoi. Nikt nie protestuje, że dojedzie spóźniony.

Nazca - wielka tajemnica

Wszystko jest tu tajemnicą. Brak racjonalnych przesłanek dla powstania słynnych linii z Nazci. Na obszarze długości 50 km i szerokości 14 km z samolotu zobaczyć można gigantyczne rysunki, powstawały ponoć od 300 bądź 200 roku p.n.e. Widoczne jedynie z samolotu, a mniejsze z wieży widokowej. Czyli współcześni im nie mieli takiej szansy. Kto i po co rył rysunki na skalistej pustyni? Może rację miał Erich von Däniken, że były to lądowiska dla kosmitów? Ale dlaczego w kształcie małpy czy ptaka?

Kolejna peruwiańska tajemnica to Machu Picchu. Miasto Inków, powstałe w Andach w połowie XV wieku, istniejące około stu lat. Z Nazci trzeba dojechać do Couzco, dawnej stolicy położonej na 3300 m wysokości. To ponad 600 kilometrów w większości przez Andy, a więc 15 godzin autobusem.

Nasz się spóźnia, odjeżdżają inne linie w tym samym kierunku. W niektórych pracownice zostające na dworcu robią zdjęcia wszystkim wsiadającym pasażerom. Po to, aby w razie katastrofy, gdyby autobus runął w przepaść, wiedzieć na pewno, kto nim jechał…

Na długich trasach autokary są w miarę wygodne. Da się przespać noc. A gdy rano otwiera się oczy, to dech zapiera widok Andów i trochę przerażają przepaści. Autobus zatrzymuje się w zatoczce, na której kobieta smaży kurczaki, a mężczyzna obok sprzedaje w budce napoje. W blasku dnia widać, że wśród pasażerów przeważają Peruwiańczycy, ale jest też samotnie podróżujący Francuz i paru Japończyków.
A potem - drugi postój. Niespodziewanie szybko, bo nie minęły nawet dwie godziny. Utknęliśmy w korku. Pasażerowie wysiadają, rozglądają się. Przed nami na ponadkilometrowym odcinku stoją autokary (nawet te, co Nazcę opuściły dwie godziny przed naszym) i ciężarówki. Okazuje się, że piaskowa lawina zasypała drogę, może na długości 15-20 metrów. Ciężki sprzęt przyjedzie następnego dnia… Autobusy nawet nie mogą zawrócić. Część pasażerów cierpliwie czeka, część zabiera bagaże i rusza pieszo, byle przejść przez zatarasowany odcinek i próbować dalej. No to trzeba ruszyć… I znowu widać tę solidarność, bo wśród pasażerów są ludzie z pokaźnymi bagażami. Pomagają im ci, którzy mają mniej i ci, przechodzący z drugiej strony. Nikt się nie śpieszy, choć wiadomo, że kto pierwszy, tym większe szanse ma na złapanie okazji, bo tylko taką dotrzeć można do celu. Najpierw busem do najbliższej wsi, z której odjeżdżają autobusy do Cousco. A tam już setki pasażerów. To, co podjeżdża, to też bardziej bus niż autokar, a ludzie w nim upchnięci bardziej niż sardynki w puszce, ale do końca, do ostatnich wolnych centymetrów kwadratowych wszyscy przesuwają się, by zrobić miejsce, choć na jeszcze jedną osobę. Naszą okazją okazuje się prywatny samochód (30 soli, czyli ok. 35 zł za 78-kilometrowy odcinek). Zabiera też Indiankę, która na powitanie podaje wszystkim rękę i mówi, że jest z plemion Keczua, a w bagażniku wiezie nastolatkę. Indianka cieszy się, że spotkała kogoś z Polski, bo nasz papież jest tam wszystkim bliski…

Indianka nie ma owych 30 soli, płaci mniej i dokłada parę gruszek z wielkiej torby, którą wiezie na targ do Cousco.

Machu Picchu - tajemnic ciąg dalszy

Cousco - od razu widać, że piękne, choć trudno się zachwycać, gdy po paru krokach pod górę człowiek traci oddech, bo na tej wysokości powietrze jest bardzo rozrzedzone. W hostelu recepcjonistka natychmiast proponuje herbatę z koki, bo koka w postaci liści to nie narkotyk, a środek energetyzujący, łagodzący objawy choroby wysokościowej.

No i jak dojechać do Machu Picchu? Indywidualnie, bo z wycieczką to drogo. W informacji turystycznej sympatyczna dziewczyna zaznacza miejsca w mieście, gdzie można kupić bilety - na busa wiozącego do stacji…. na pociąg do Aguas Caliente, na busa na szczyt i na samo zwiedzanie miasta. Przejść trzeba Cousco - przez kilka wzniesień, w jedną i drugą stronę. Nie, to za dużo! Pozostaje jedna z licznych agencji turystycznych. Tylko - sam dojazd i powrót, bez przewodnika. Na początku wszystko gra - o 3.50 następnego ranka przed hostel podjeżdża bus, dowozi do pociągu, a w Aguas Caliente czeka na dworcu pani z biletami na busa na Machu Picchu. I dziwi się, że nie mamy biletu na zwiedzanie miasta. Dzwoni do agencji, ale jest za wcześnie i nikt nie odbiera telefonu. Ma wrócić za 15 minut. Mija pół godziny i nic. Pojawia się po godzinie radosna, że wszystko załatwione. Wręcza fioletowy parasol i poucza, że jak dojedziemy, mamy krzyczeć: Jonathan! Przewodnik w zamian za parasol da bilety wstępu. I tak rzeczywiście jest.
Dech zapiera to Machu Picchu, schowane wśród gór, samo na wysokości 2300 m n.p.m. Pozostały domy, świątynie, pałace. Tak do końca to jednak nic pewnego, co było za świetnie zachowanymi murami. Według przewodnika góruje nad miastem dom strażnika. Tylko… przed czym miałby strzec to niedostępne z żadnej strony miasto? No i największe tajemnica - dlaczego miasto przetrwało zaledwie sto lat? Nigdy nie podbili go Hiszpanie, nie wiedzieli nawet o jego istnieniu. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham dopiero w 1911 roku. A teorie co do upadku Machu Picchu? Jedna mówi, że tutejszą ludność wytrzebiła zaraza. Druga - że była to jakaś wywrotowa republika i zniszczyli je sami Inkowie… Kolejna - że było to wyłącznie miejsce kultu religijnego. Są pewnie i inne, każda intrygująca, żadna niepotwierdzona.

Pozostaje usiąść na wzgórzu i chłonąć widok miasta. I chodzić po nim, nawet gdy leje (na szczęście dziewczynki w Aguas Caliente sprzedają peleryny). Po prostu być.

Menu ostatniej wieczerzy

Cousco to piękne miasto, oprócz tego, że chodzenie po nim jest trudne (góra-dół, dół- góra), panoramę stanowią czerwone dachy i kościoły. I tak, patrząc z góry, każdy musi się zachwycić. Szczególnie gdy podejdzie dziewczynka z alpaką (zwierzę z wielbłądowatych, podobne do lamy), przedstawi się, że ma na imię Ninia i nie chce niczego za wspólne zdjęcie. Ale gdy dostanie parę soli, cieszy się, że będzie na szkołę.

Nie wszyscy Peruwiańczycy, niestety, chłoną andyjską filozofię. Przewodniki ostrzegają, że nocą lepiej nie podróżować, bo zdarzają się napady, zwłaszcza w górach. O dawaniu z pewnością nie myślą też kierowcy, zwłaszcza w Limie. Niektórzy nawet karetki na sygnale nie wpuszczą, a już z całą pewnością nie ustąpią pieszemu, nawet gdy ten ma zielone światło…

Może tylko "coś" w nich wstępuje, gdy siadają za kierownicę, bo kiedy opuszczają auta, powraca do nich życzliwość i spokój. Inaczej patrzą na świat, ludzi czy sztukę.

W katedrze w Cousco jest obraz Morcosa Zapaty "Ostatnia wieczerza". Na stole, tuż przed Chrystusem stoi główne danie - przysmak Peruwiańczyków… pieczona świnka morska.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3