Kilkadziesiąt osób zabrało głos w sprawie reklam w Pile. Większość chce ich usunięcia, głównie tych znajdujących się w centrum miasta. Czy uda się to zrobić? Usunięcie wielkopowierzchniowych reklam, nakaz wykonywania szyldów w podobnych kolorach na danym obszarze czy zakaz grodzenia niektórych obecnie zamkniętych osiedli - takich zmian oczekują pilanie po ustawie krajobrazowej, która za kilkanaście miesięcy może zacząć obowiązywać.

- Piła postanowiła skorzystać z tej ustawy i uporządkować przestrzeń w mieście - mówi Iwona Wojtecka z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej, która postanowiła spytać pilan, jakich zmian oczekują.


- Nasze ankiety wypełniło kilkadziesiąt osób, które odpowiadały na dziesięć podstawowych pytań. 

 

Zdecydowana większość odpowiedzi daje władzom miasta wolną rękę we wprowadzaniu zmian. Pilanie są negatywnie nastawieni do obecnego stanu rzeczy, dlatego niemal na każde pytanie odpowiadali twierdząco, jeśli oznaczało ono korekty. 

- Zapytaliśmy mieszkańców między innymi o to, czy są w Pile dzielnice, w których należałoby ograniczyć liczbę reklam. Najwięcej osób wskazało na Śródmieście i Zamość, a w dalszej kolejności Górne i Staszyce, czyli najpierw centrum, a potem najbardziej zaludnione osiedla - wyjaśnia Wojtecka. 

Co ciekawe, w badaniu nie wziął udziału ani jeden mieszkaniec osiedli Motylewo i Gładyszewo. Odbiło się to zresztą na wynikach, bowiem właśnie te osiedla uzyskał najmniejszy procent we wspomnianym pytaniu. Może to jednak oznaczać również, że mieszkańcy tych części nie dostrzegają problemu. 

Zobacz też: Czy billboardy szpecą miasto?

Najczęściej widzimy go jednak właśnie w centrum. Zdaniem pilan reklamy są widoczne na każdym kroku, ale ich mnogość sprawia, że nie dostrzegamy przekazu zawartego w większości z nich. Z tego też powodu władze chcą wprowadzić zmiany na terenie całego miasta, w tym również na posesjach prywatnych, które od 2018 roku będą musiały dostosować się do nowego prawa.