Piosenka autorska jest mi ciągle najbliższa, bo bierze się z bardowania - mówi Andrzej Poniedzielski

Marek Zaradniak
Przeczytałem tych parę swoich rzeczy. I pod większością bym się ciągle podpisał
Przeczytałem tych parę swoich rzeczy. I pod większością bym się ciągle podpisał Andrzej Zgiet
z Andrzejem Poniedzielskim, wokalistą, autorem i kompozytorem rozmawiamy nie tylko o jego recitalu „Melo-Nie-Dramat”

Przyjeżdża Pan w sobotę do Poznania by w Teatrze Muzycznym dać recital „Melo-Nie-Dramat”. Może Pan wyjaśnić ten tytuł?
Mogę spróbować, choć liczę na to, że sama publiczność go rozszyfruje. Ja swoją posturą i sposobem bycia wnoszę na scenę pewien rodzaj nieszczęścia, dramat. Chciałbym jakoś to ożywić i dlatego w tytule wstawiłem słowo nie. Ale też cały koncert jest wzbogacony o obecność Sylwii Różyckiej.

Kto to jest ?
To aktorka Teatru Polskiego w Szczecinie , z którym współpracuję od wielu lat. Ona wnosi radosny, kobiecy pierwiastek w moje pełne dystansu zachowanie.

Tymczasem 22 maja zobaczymy Pana w Teatrze Wielkim w Poznaniu w spektaklu Teatru 6 Piętra „Miłość w Saybrook”. Gra Pan tam Maxa. Co to za spektakl i kim jest grany przez Pana bohater?
To jest sztuka Woody’ego Allena. On pisał krótkie sztuki obliczone na nieco ponad godzinę. Jest to komedia o miłości dziwnie traktowanej. To opowiadanie o miłości poprzez historie różnych, skomplikowanych zdrad. Gram tam postać myślę, że mało interesującą, bo autora i próbuję się z tego wyspowiadać przed widzem.
To radosna zabawa oparta na obserwacji ludzkich zachowań wokół miłości bądź jej braku.

Jest Pan reprezentantem piosenki autorskiej . Jak piosenka autorska w Polsce zmieniłą się na przestrzeni ostatnich lat ? Czy jest inna niż ta w momencie gdy Pan zaczynał?
Na pewno jest inna. Myślę, że dla mnie to cały czas najbliższy rodzaj piosenkowania, ponieważ bierze się z pochodzącego z dawnych czasów bardowania, czyli bycia kimś kto przychodzi i zwierza się z tego co mu się przydarzyło szczęśliwego, nieszczęśliwego, śmiesznego lub smutnego. To najbardziej naturalny sposób scenicznego zachowania choć piosence autorskiej zarzuca się brak medialności i różnych innych atrybutów nowoczesności. Jest mi jednak ciągle najbliższa i ciągle bliscy mi są poznański bard Grzegorz Tomczak, Andrzej Garczarek czy Mirek Czyżykiewicz.

Sam wywodzi się Pan, podobnie jak inni wymienieni przez Pana, z nurtu piosenki studenckiej. Czy łatwo było przez lata pozbyć się gorstu studenckości?
Sama historia nam pomogła. Nie wiem jak jest teraz w Poznaniu, ale kultura studencka w tak zwanej Polsce centralnej czy w innych regionach zanika. Moim zdaniem była to, pomijając ograniczenia wynikające z ustroju, dobra forma , która musiała mieć jakiś wymiar pierwotności. Były kluby studenckie, z których do dziś pamiętam choćby poznańskiego Eskulapa.
Już niestety go nie ma.
Wszystko zanikło samo przez likwidacje tych miejsc. Ten fragment kultury nam się wykruszył, ale myślę, ze kulturze tak naprawdę nic nie zagraża. Żadne dobre ani złe zmiany. Nie znam dokładnie aktualnych przejawów pieśni bardowskiej, ale myślę, że ona ciągle jest. Kiedyś gdy pytano mnie o piosenkę autorską powiedziałem, że wyższość piosenki autorskiej nad każdą inna jest taka, że z jednego zdania tekstu piosenki autorskiej można zrobić kilkanaście piosenek pop i kilkadziesiąt piosenek techno.

Pisze Pan dla siebie i dla innych. Czy dla innych pisze się trudniej czy łatwiej?
To zależy, ale generalnie mam szczęście, bo piszę dla znajomych. Dla ludzi , których znam, a czasem nawet lubię. Pisze się tak jak dla siebie tylko z takim małym ukłonem w kierunku osobistych skłonności tego pieśniarza czy pieśniarki. Co prawda potrzebuję do tego nagrania demo, aby złapać sposób oddychania i frazowania. Poza tym pisanie dla kogoś jest bardzo miłe.
Polska Akademia Nauk nadała Panu tytuł „ambasadora polszczyzny w mowie” . Z czym on się wiąże?
Bardzo jestem dumny z tego tytułu, bo to Polska Akademia Nauk, a skład kapituły to ho ho ho. A wiąże się to z ogromnym zaszczytem i była to dla mnie wielka radość, gdy otrzymałem ten tytuł. Język w mowie traktuję w sposób poważny i myślę, że on zanika. Przerodził się w język komunikacji i lekko się trywializuje.

Nie jest Pan jedynym, który mówi, że język polski zanika...
W tej chwili zrobił się językiem komunikatu, a w komunikacie wystarczającym przekazem jest seria zaprzeczeń bądź potakiwań. Z drugiej strony, dla mnie język polski ciągle jest nieodkryty i codziennie mam możliwość jego poznawania.
Jest Pan poetą, bardem, autorem. Można by znaleźć jeszcze parę określeń. Kim Pan się czuje najbardziej?

Myślę, że nikim najbardziej. Nie znaczy to, że z żadnym z nich się nie utożsamiam. To wszystko nie ja wymyśliłem. Tak ludzie na mnie mówią, ale mam szereg zastrzeżeń jeśli mi ktoś na przykład mówi, że jestem poetą. Ja wtedy mówię, że jeśli poetą to tak zwanym użytkowym. Ja poznałem prawdziwych poetów. Miałem szczęście poznać Jonasza Koftę i wiem kto to jest poeta. Tak samo mógłbym odnieść się do wszystkich wymienionych tu określeń. Próbuję bywać tym wszystkim.Jestem skonstruowany wyzwaniowo. Jeśli mam wyzwanie w danym momencie próbuję mu podołać.Niedawno wydawnictwo Pruszyński i Spółka wydało zbiór moich wierszy. Przeczytałem tych parę swoich rzeczy. I o dziwo pod większością bym się ciągle podpisał. Myślę, że było to uczciwie pisanie.
Rozmawiał
MAREK ZARADNIAK

Andrzej Poniedzielski "Melo Nie Dramat", Teatr Muzyczny(ul. Niezłomnych1e ), 29 kwietnia, godzina. 19 bilety 65-75 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie