13 złotych, nie 12 zł zapisanych w uchwalanej właśnie ustawie, wyniesie minimalna stawka godzinowa. Minimalne wynagrodzenie za pracę w 2017 roku wyniesie 2 tys. złotych brutto, zdecydował rząd na wtorkowym posiedzeniu. Skorzystać ma na tym 1,3 mln Polaków.

Na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów premier Beata Szydło podkreśliła, że decyzja o podwyższeniu minimalnego wynagrodzenia do 2 tys. zł brutto to zgodna decyzja całego rządu. Stwierdziła, że rząd decydując się na propozycję 2 tys. zł minimalnego wynagrodzenia, kierował się odpowiedzialnością za budżet państwa i sytuację finansów publicznych. Szefowa rządu dodała, że podjęta przez cały rząd decyzja jest wyrazem poczucia odpowiedzialności za polskich obywateli i sprawiedliwość społeczną.

Uzasadniając uchwałę Rady Ministrów, premier powiedziała, że w Polsce postępuje rozwarstwienie społeczne - są grupy bardzo dobrze zarabiające, ale jest także duża liczba tych pracowników, którzy mają niskie wynagrodzenia i za otrzymywane wynagrodzenia nie są w stanie utrzymać rodziny. Dlatego rząd podjął decyzję o propozycji podniesieniu kwoty minimalnej wynagrodzenia, z obecnie obowiązującej kwoty 1 850 zł do 2 000 zł.

- Pierwszym wnioskiem, jaki się narzuca po informacji o podwyższeniu płacy minimalnej, jest przekonanie, że przełoży się ono na wzrost wydatków gospodarstw domowych, a tym samym korzystnie wpłynie na wzrost gospodarczy - mówi Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. - Podwyżka 150 zł miesięcznie w skali roku daje wzrost wynagrodzeń o 2,5 mld zł. Do kieszeni konsumentów, a więc i poprzez wydatki, do gospodarki w różnej formie trafi około 1,7 mld zł więcej. Reszta w postaci różnego rodzaju składek i podatków wpłynie do budżetu państwa. Można więc powiedzieć, że skorzysta zarówno pracownik i konsument, jak i państwo, a także przedsiębiorcy, którzy sprzedadzą więcej towarów i usług.

Zaskoczeni pracodawcy
- Rząd ma wiele odwagi - komentuje Wojciech Kruk, prezydent Wielkopolskiej Izby Przemysłowo-Handlowej. - Oczywiście z punktu widzenia ludzi, którzy otrzymują najniższe wynagrodzenie, oczekiwanie podwyżek jest jak najbardziej zasadne, ale rząd nie bierze pod uwagę konsekwencji. Już jesienią spodziewałbym się fali nacisków płacowych ze strony różnych grup zawodowych - od pielęgniarek i nauczycieli po górników - podkreśla.

Pracodawcy z PKPP „Lewiatan” nie kryją zaskoczenia wysokością podwyżki. - Dla 96 proc. mikrofirm wysoka podwyżka płacy minimalnej będzie problemem - ostrzega dr Małgorzata Starczewska--Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji „Lewiatan”.

Zdaniem Wojciecha Kruka sprawa jest zbyt złożona, by można było rozwiązać ją decyzją o podwyżce najniższej płacy. - Płaca minimalna to bardzo małe pieniądze. Ale jej wartość jest inna w Warszawie czy w Poznaniu, inna na wsi pod Suwałkami - mówi przedsiębiorca. - Regionalnie różni się także bezrobocie. Musimy także pamiętać, że mówiąc o otrzymujących płacę minimalną, mówimy na ogół o osobach bez kwalifikacji. Wyobrażam sobie firmę działającą na terenie z wysokim bezrobociem, która zatrudnia kilka takich osób. Czy będzie w stanie wytrzymać tę podwyżkę? Wątpię. Wtedy najprawdopodobniej zasili szarą strefę. Problem niskich płac trzeba rozwiązać, ale inaczej - wzrostem wydajności, zwiększeniem kwoty wolnej od podatku - podkreśla Kruk.

Stosunki pracy na nowo
- Rząd postanowił zaingerować w podział dóbr - uważa ekonomista prof. Wacław Jarmołowicz. - Faktycznie w ostatnich latach wzrost płac nie nadążał za wzrostem wydajności, więc ta podwyżka może być zasadna. Jednak na dłuższą metę taki sposób działania daleko nas nie zaprowadzi - mówi. - Płace powinny rosnąć - ale powinno to następować na skutek porozumień między pracownikami a pracodawcami, w miarę możliwości bez ingerencji rządu.

Ekonomista podkreśla, że obecnie jest konieczne wypracowanie nowego modelu relacji między pracodawcą a pracownikiem.

- Chodzi omodel bardziej partycypacyjny, wktórym wzrost wydajności izysków przekładałby się także napłace -  mówi. - WPolsce tylko 30 proc. stosunków pracy jest objętych układami zbiorowymi. Podtym względem jesteśmy naprzedostatnim miejscu wEuropie. Ito powinno się zmienić.

Więcej na początek
Wtorkowa decyzja rządu zapowiada niespodziewane korzyści także dla osób, które teraz zarobkują na podstawie umów cywilnych przewidujących stawki godzinowe. Mocą znajdującej się wciąż w toku legislacji ustawy takie osoby mają od 1 stycznia mieć zagwarantowaną minimalną stawkę godzinową 12 zł brutto. Ta wciąż niegotowa jeszcze ustawa zawiera jednak przepis, zgodnie z którym kwota ta ma być waloryzowana o wskaźnik wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2017 r. Gdyby przeszła wcześniejsza wersja płacy minimalnej, stawka ta wzrosłaby do 12,30 zł za godzinę; przy płacy minimalnej 2 tys. zł wyniesie natomiast 13 zł.

Najbardziej skorzystają na tym osoby, które dopiero zaczynają pracę. Obecnie otrzymują one 80 proc. stawek minimalnych - od nowego roku minimum 13 zł za godzinę będzie należało się każdemu, zarówno pracującym na umowach-zlecenia, jak i stosowanych w relacjach z jednoosobowymi firmami (samozatrudnienie) umowach o świadczenie usług.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!