Pogotowie rodzinne jak ratunkowe. Miłość i zrozumienie potrzebne od teraz!

Magdalena Droń
Pogotowie rodzinne jest jak ratunkowe. Miłość i zrozumienie potrzebne są tu od zaraz!
Pogotowie rodzinne jest jak ratunkowe. Miłość i zrozumienie potrzebne są tu od zaraz! Waldemar Wylegalski
Kim są i dlaczego wciąż wzbudzają tak wiele emocji? O tym, co skłoniło ich do zostania rodzicami zastępczymi, drobnych codziennych trudnościach i cechach charakteru, które są istotne w opiece nad maluchami, mówią Matusiakowie z Mosiny. Arleta i Krzysztof są zawodową rodziną zastępczą, pełniącą funkcję pogotowia rodzinnego.

Na hasło "rodzina zastępcza" w głowie pojawia się sielankowy polsatowski serial o wielkiej szczęśliwej rodzinie, w której było kolorowo, sympatycznie i wszystko układało się tak, jak powinno. Czy tak właśnie wygląda statystyczna polska rodzina zastępcza?

- Rodzina zastępcza to forma zastępczej pieczy nad dzieckiem, które czasowo nie może być wychowywane przez rodziców biologicznych. Zapewnia ona opiekę i wychowanie dziecku, które z powodu przeszkód natury prawnej nie może być adoptowane - wyjaśnia Kinga Żołnowska, psycholog z poznańskiego Centrum Wspierania Rodzin "Swoboda".

Polskie prawo wyróżnia rodziny zastępcze - spokrewnione, niezawodowe i zawodowe (w tym zawodowe pełniące funkcję pogotowia rodzinnego). Mogą je tworzyć małżonkowie lub osoby samotne, pod warunkiem spełniania określonych kryteriów.

Tak też potoczyła się historia państwa Matusiaków, którzy prawie 10 lat temu postanowili otworzyć swój dom dla małych, potrzebujących ludzi.

- Taki mieliśmy pomysł na życie. Zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Na początku chcieliśmy zostać rodziną zastępczą, by stworzyć dom dla dwóch dziewczynek. Mamy dwóch biologicznych synów i każdy z nich chciał mieć swoją siostrę. Chodziliśmy na warsztaty, zrobiliśmy też kurs, w trakcie którego jedna z instruktorek zachęcała nas, byśmy zostali zawodową rodziną zastępczą - pogotowiem rodzinnym. I tak też się stało - z uśmiechem podkreśla Krzysztof, tata.

- To właśnie te warsztaty upewniły nas, że chcemy być rodzicami zastępczymi - dodaje Arleta, mama.

Państwo Matusiakowie byli pierwszą w powiecie poznańskim rodziną, która założyła pogotowie rodzinne. To miejsce pomiędzy domem dziecka a rodziną zastępczą, do którego trafiają dzieci po nagłych interwencjach sądowych, policyjnych lub na skutek pozostawienia w szpitalu przez matkę.

- Obecnie w powiecie poznańskim istnieje 26 zawodowych rodzin zastępczych, w tym 8 pełni funkcję pogotowia rodzinnego - mówi Lidia Leońska, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.

Pogotowie rodzinne to nieustanna praca: 24 godziny, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Telefon może zadzwonić w każdej chwili. I choć Matusiakowie mają dwóch synów w wieku 14 i 16 lat i adoptowaną pięcioletnią Marzenę, to w ich trzypokojowym mieszkaniu nie zabraknie miejsca dla nikogo. Obecnie przebywa tam czworo dzieci, a w poniedziałek dołączyć ma kolejne - nowo narodzony chłopczyk.
- Uwielbiam maluszki. Wszyscy się boją, bo to maleństwo, a dla mnie przy nich jest najmniej pracy. Więcej problemów sprawiają nam 2-3 latki. To jest taki wiek, że mają masę energii. Nietrudno o kontuzję, trzeba mieć oczy dookoła głowy, a dziecko się wtedy najszybciej rozwija i trzeba mu poświęcić jak najwięcej uwagi - mówi pani Arleta i dodaje, że z każdym dzieckiem tworzy się więź. Rozstania są bardzo trudne. - Choć po tak długim stażu i blisko 50 dzieciach już się tego nauczyliśmy. Mieliśmy Maciusia, maciupkiego dostaliśmy ze szpitala zaraz po porodzie. Mieszkał u nas dwa lata. Został zgłoszony do adopcji i niedawno zamieszkał w Hiszpanii. Kochaliśmy go, ale trafił do wspaniałych ludzi. Utrzymujemy z nimi kontakt, a oni przesyłają nam jego zdjęcia - mówi.

Do rodzin zastępczych trafiają dzieci po przejściach (agresja, molestowanie seksualne), chore, z wieloma problemami.

- Bycie rodziną zastępczą jest dużym wyzwaniem osobistym. Trzeba poświęcić cały swój czas i swoją rodzinę, bo otwieramy się na innych małych ludzi, którzy muszą się dopasować do nowego trybu życia, a my do nich. Nasze dzieci nie mieszkają w normalnym domu. To nie jest normalny dom - to jest właśnie pogotowie - mówią zgodnie rodzice. - Trzeba mieć świadomość, że to są też ich wyrzeczenia. To jest dla nas i dla nich pewien bagaż doświadczeń.

Chociaż robią to, co kochają i sprawia im to wielką przyjemność, nie ukrywają, że czasem jest ciężko. Problemy są jak w każdej rodzinie. Wszystko musi być dobrze zorganizowane. To podstawa.

- Nasze największe marzenie to duży dom. Żebyśmy wszyscy mogli normalnie mieszkać. Robimy to, co kochamy, mimo iż doskwiera nam ciasnota - mówią rodzice.

Ludzie różnie na nich patrzą. Czasami komentują, że mają tak wiele dzieci. Ale to wynika z niewiedzy.

- Często padają zarzuty, że robimy to dla pieniędzy - mówią. - Już się przyzwyczailiśmy i po prostu nie zwracamy uwagi na to. Mamy potrzebę pomagania dzieciom i robimy to z serca - dodaje pani Arleta. - To jest bardzo wdzięczna praca. Kiedy ktoś pracuje z dziećmi, bardzo szybko zauważa, jak to procentuje. Daje niezwykły komfort, ponieważ dziecko nas nie okłamie, nie oszuka, nie skrzywdzi i co najważniejsze: jest zawsze sobą. To są bardzo istotne sprawy, których tak naprawdę szukamy wewnątrz siebie w dorosłym życiu. Praca z dzieckiem jest ogromną przyjemnością i dzięki niej możemy być sobą. Pozwala się otworzyć, bez jakichkolwiek konsekwencji.
Arleta i Krzysztof namawiają wszystkich, którzy myślą o tym, by zostać rodziną zastępczą do odwiedzenia innych rodzin, pogotowi opiekuńczych i rodzinnych domów dziecka oraz do ukończenia kursu.

- To on daje odpowiedź, czy nadajemy się na rodzinę, czy nie. Rozwiewa wątpliwości. Idąc na taki kurs, nie zdajemy sobie sprawy ze wszystkich problemów, które występują w rodzinach zastępczych, a po nim, jesteśmy już świadomi: jakie są obowiązki, potrzeby i prawa tych dzieci. Kurs do niczego nie zobowiązuje - mówią zgodnie.

30 maja obchodzony był Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Ustanowione przez Sejm w 2006 r. święto służyć ma zwróceniu uwagi społeczeństwa na los osamotnionych oraz odrzuconych dzieci.

To warto wiedzieć

  • Każde dziecko potrzebuje domowego ciepła i miłości.
  • Tymczasem co roku w poznańskich domach dziecka umieszczanych jest ok. 140 dzieci!
  • Rodziną zastępczą może zostać małżeństwo, ale nie tylko.
  • Trzeba jednak spełniać kilka warunków, m.in. mieć stałe zameldowanie na terenie Polski, nie być karanym, być zdrowym, mieć warunki mieszkaniowe pozwalające na przyjęcie dziecka lub dzieci. Kandydat na rodzica zastępczego będzie też musiał uzyskać pozytywną opinię z MOPR-u oraz przejść szkolenie.
  • Rodzina zastępcza to nie jest adopcja!
  • Wiele osób myli rodzicielstwo zastępcze z adopcją.
  • Zasadnicza różnica polega na tym, że dzieci znajdujące się w rodzinach zastępczych mają możliwość utrzymywania kontaktu ze swoimi biologicznymi rodzicami. I jeśli nastąpi taka możliwość, to mogą do nich wrócić. Rodzina zastępcza ma się nim opiekować, wychowywać, dbać o jego rozwój, etc.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
e-va

powinny być podawane w kontekście tragicznych,tych o patologicznych rodzinach zastępczych.Choć jest ich ułamek,to jednak psują wizerunek wszystkich

G
Gość

Brawo dla takich ludzi,którzy mają odwagę na taką pracę! Rozstania muszą byc straszne....Nalezy im sie dozgonny szacunek, ze kochaja cudze dzieci i daja im wszystko, czego wlasni rodzice dac nie dali...

Dodaj ogłoszenie