Swego przyszłego męża pani Ania Razwalinow po raz pierwszy spotkała zupełnym przypadkiem. Młody, przystojny chłopak od razu wpadł jej w oko.

- Kuzyn Olega już wcześniej przyjeżdżał z Ukrainy do Polski - wspomina. - Pewnego razu namówił go, aby i on zabrał się razem z nim. Handlowali na rynku różnymi rzeczami. Pamiętam nawet, że Oleg miał stoisko w tym miejscu, gdzie obecnie jest duży parking.

Ponieważ pani Ania miała wówczas praktyki w pobliskim domu handlowym Merkury, często tamtędy przechodziła. Wkrótce okazało się, że koleżanka pani Ani zaczęła spotykać się z kolegą Olega.

W końcu nasi bohaterowie także zostali sobie przedstawieni i... zaiskrzyło! Ale nie od razu było sielankowo. Pani Ania wracając myślami do tamtych dni, pamięta zdecydowany sprzeciw swego ojca wobec tego związku:

- Nazywał go ,,Ruskiem” i nie chciał nawet dopuścić takiej myśli, że mogłoby coś z tego być...

Losy Olega i Anny coraz mocniej układały się jednak w jedną, wspólną drogę. - Kiedyś byliśmy razem z mamą na działce. Podczas pobytu tam, przypadkowo usłyszała ona naszą rozmowę, z której dowiedziała się, że spodziewamy się dziecka - wspomina nasza bohaterka.

W dlaszej części tekstu:

  • Jak na wieść o małżeństwie córki zareagował ojciec Anny?
  • Jak rodzina radzi sobie z chorobą syna?
To tylko fragment artykułu. Zobacz całość w serwisie Plus:

Polsko-ukraińskie małżeństwo, czyli historia o miłości, złamanej wędce i chorobie