Pomysł Poznania to krok wstecz

Joanna Tomczak
Rozmowa z Joanną Tomczak, właścicielką klubu muzycznego pod gołym niebem „Tama” przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu.

Czy wprowadzanie bezwzględnej ciszy nocnej w dużym, aspirującym do krajowej czołówki mieście to dobry pomysł?
Absurdalny. Zły dla miasta ze względu na rozwój turystyki, kultury, rozrywki, a więc i finansów. Ten pomysł zdyskwalifikuje Poznań z rywalizacji pomiędzy dużymi, polskimi miastami. Pod względem promocji, organizacji imprez i wydarzeń kulturalnych, a także liczby fajnych klubów muzycznych jesteśmy już daleko za Wrocławiem czy Gdańskiem, o Krakowie czy Warszawie w ogóle nie wspominając. Z mapy Poznania znikają kolejne ciekawe kluby, festiwale, wynoszą się artyści. A w odpowiedzi miasto chce jeszcze bardziej się zamknąć.

Tyle że miasto jest też dla mieszkańców. A ci często skarżą się na hałas. Jak znaleźć tu kompromis?
Ubolewam, że powstają miejsca, które nie szanują lokalnej społeczności i nawet nie próbują z nią rozmawiać. Przez nie, jak w przypadku powstałego i zamkniętego tego lata głośnego, całonocnego klubu nad Wartą, cierpią wszystkie inne imprezy. To niesprawiedliwe. Miasto - zamiast wprowadzać odgórnie zakazy - powinno wspomagać osoby chcące rozwijać życie kulturalne, np. pomagając w znalezieniu odpowiedniego miejsca na działalność i inicjując rozmowy z okolicznymi mieszkańcami. W Berlinie takie kultowe miejsce jak Berghain z muzyką klubową dostaje od miasta milionowe dotacje, a w tym roku obniżono mu podatek do poziomu tego płaconego przez teatry. Bo duże miasto, ośrodek akademicki, kulturalny i turystyczny musi iść z duchem czasu i zmieniającej się kultury. Pomysł Poznania to krok wstecz. Do tego, kłóci się z założeniami, by przywrócić życie nad Wartą.

Władze twierdzą, że miasto ma tętnić życiem, ale głośne imprezy powinny odbywać się za zgodą, a lokale muszą być wytłumione, żeby dźwięk nie wydobywał się na zewnątrz. To możliwe do osiągnięcia?
A co z ogródkami letnimi, dziedzińcami klubów czy palarniami przed wejściem? Latem życie towarzyskie przenosi się na zewnątrz i trudno się temu dziwić, a co dopiero - powstrzymywać. Zamiast tego, trzeba się dogadywać, ale warunkiem są szczere chęci wszystkich stron. Ja prowadząc zarówno klub przy Garbarach, jak i Drodze Dębińskiej, rozmawiałam z pobliską spółdzielnią, działkowcami, firmami. Porozumieliśmy się, ale potem zawsze znalazła się pojedyncza, niezadowolona osoba. Jeden głos nie powinien być decydujący. A zupełnym absurdem jest wprowadzanie ciszy nocnej od godz. 22 czy 24 w ścisłym centrum miasta. Przecież ono musi tętnić życiem, to jego specyfika. Mieszkańcy powinni zdawać sobie z tego sprawę.

Rozmawiała Paulina Jęczmionka-Majchrzak

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
krzysztof
Cisza nocna jest zagwarantowana ustawowo, a miasto nie jest tylko dla paru tysięcy wiecznie imprezujących, ale dla setek tysięcy zwykłych mieszkańców i milionów zwierząt (jakoś ekolodzy, którym przeszkadza niemal wszystko w tym przypadku nie protestują przeciw hałasowi i totalnemu śmieceniu). A może "imprezy" przenieść trwale na stadion na Bułgarskiej - pojemność duża, a dźwięk nie przenika na odległość paru kilometrów jak nad Wartą.
c
cio
pierwszy w Polsce Red Light District by to miasto zrewilitazował ok
P
Poznaniak
Ciekawe ile za wykończenie Poznania wzięli proponujacy szkodliwe rozwiązania
Dodaj ogłoszenie