Poświęć jajka. Poświęć chleb. I swój łeb

Leszek Waligóra
Pierwsze święcenie wielkanocnych potraw w moim życiu odbyło się nie w kościele, ale przed wiejskim domem, do którego przyjeżdżał ksiądz. Ponoć są miejsca, gdzie jeszcze księża z kropidłem dojeżdżają. Nie bardzo wiem, czy zmieniła się zawartość koszy na takie święcenia przynoszonych. Bo wtedy, choć czasy były ciężkie, a polowanie na białą parzoną, szynkę i jaja rozpoczynano zaraz po Bożym Narodzeniu, na takie wiejskie święcenia przynoszono nie koszyczki, koszyczunie.

To były kosze. Czasem tak wielkie jak te do noszenia bielizny. Przynajmniej tak to zapamiętałem, ale dziecięciem będąc, na dodatek Tadkiem Niejadkiem, który tylko bigos uwielbiał (zostało do dziś, choć na szczęście do jadłospisu dorzuciłem jeszcze małe co nieco) może wszystko wyolbrzymiałem?

Potem święcenia się ucywilizowały. Znaczy: wielkie kosze zastąpiły mniejsze, zamiast jaj kurzych, były czekoladowe, zamiast szynki: czekolada i marcepany, a sztuka zdobienia koszyków przypominać zaczęła nieco rewię mody na Wszystkich Świętych. Wtedy wyciąga się z szaf futra z norek, pucuje auta, a panie koszą okiem, która ma buty ładniejsze, której chłop bardziej elegancki, tudzież znicz bardziej trendy. Z koszyczkami tak samo. Nie wiem do dziś, co z potrawą świąteczną ma wspólnego króliczek z modeliny, kurczaczek z puchu tudzież fantazyjny zestaw baź z plastiku. Może ja się nie znam. Może ktoś to je. Jeśli tak - to smacznego.

Trochę się niektórym zapomniało po co i na co te święta. Zwyczaje się pozajączkowały najzwyczajniej. Przecież w koszu miały być potrawy świąteczne, a od tych wszystkich słodkości jak nic zemdlić może. Z drugiej strony: jeśli uświęcać starodawny zwyczaj, w koszu powinna być czysta. Ta, wiadomo która. W końcu patrząc na statystyki kierowców zalanych w trupa: przy świątecznych stołach za mało jaj, a za dużo lania wódy. Wody zresztą też.

To taki starodawny polski zwyczaj. Jak już się zeżarło to, co ksiądz poświęcił, następnego dnia święciło się panny. To takie końskie zaloty. Pewnie w dawnych dziejach miały też na celu eliminację słabych panien, bo jak taka słabująca na ciele została zimną wodą skąpana - nic, tylko na suchoty zapadła. I następne święcenie było już w świętej ziemi. Ale chłopaki się uganiały, panny piszczały, a że i tak na lanie z wiadra z domu nos wystawiały - znaczy, że polane być chciały.

Potem zwyczaj się ucywilizował. Znaczy: wiadra zostały wzbogacone o sikawki, pistolety, konewki, bomby wodne. Same wiadra dostały plastikową oprawę, bo chłopy dziś, choć wyrośnięte, to w łapkach słabowite, takiego cebrzyka jak niegdyś, to dzisiejszy chłopina nawet bez wody nie uniesie. Chłopaki rozszerzyli też repertuar potencjalnych celów. Już nie tylko panny na wydaniu. W zeszłym roku najwyraźniej jeden z pacanów ganiających z wiadrami chciał się oświadczyć mojemu autu. Polał od góry do dołu, nawet nie zdążyłem podziękować za umycie zakurzonej maski, bo zwiał. Choć może wiał przed wkurzonym dziadkiem, którego chwilę wcześniej chlusnął przez otwarte drzwi autobusu. Wyrozumiałym trzeba być. Młody człowiek być może gustuje w starszych mężczyznach? Zaadoptował po prostu starą tradycję polewania, aby przełamać swoją chorobliwą nieśmiałość. Można też założyć, że podobnie jak inne watahy polewaczy, po prostu skretyniał od burzy wiosennych hormonów. Dobrze, że już tradycja wielkopiątkowego lania po piętach witkami zamarła. Bo jakby taki młodzian ją zaadoptował, lałby pałą bejsbolową.

Tak czy inaczej: życzę Wam, żebyście sami nie zapomnieli, że święta to święta. I żeby Wasze otoczenie pełne było świąteczności, a nie "cywilizacji".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie