Poznań: Coraz więcej pustych lokali w śródmieściu

Beata Marcińczyk
Miasto ma ciekawe lokale, ale skomplikowane procedury
Miasto ma ciekawe lokale, ale skomplikowane procedury Beata Marcińczyk
Tylko dwa lokale użytkowe, spośród 22 wystawionych na aukcji, udało się miastu wynająć osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Wciąż puste stoją m.in. duże, bo ponadstumetrowe pomieszczenia przy ul. 23 Lutego po sklepie obuwniczym, lokal przy ulicy Ratajczaka 39, lokale przy Woźnej i Św. Marcinie.

Nie znaleźli się też chętni lekarze na lokale w budynkach NZOZ, np. na osiedlu Marysieńki czy przy pl. Kolegiackim. Oprócz "normalnego" trybu najmu miasto co rusz publikuje informacje o promocjach na najem. W tej opcji na liście jest 48 pomieszczeń. Najemca ma płacić czynsz 1 zł za metr kwadratowy plus VAT przez trzy lata. Musi jednak, przystępując do najmu, zaoferować stawkę czynszu po okresie promocyjnym. Na razie zgłosił się jeden chętny. Lokale stoją więc puste. Jest ich około setki, z czego wyjątki znajdują się poza śródmieściem - np. w budynkach na Nadolniku.

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka, ale jak zawsze chodzi o pieniądze. Miasto żąda od potencjalnego najemcy trzymiesięcznej kaucji, a prywatni właściciele budynków tylko jednomiesięcznej. W pomieszczeniach miejskich trzeba dokonać remontu - prywatni mają lokale w lepszym stanie.

- Czasy są niepewne, a wymogi miasta bardzo sztywne. Czasami klienci opowiadają mi, jak trudno przejść przez wszystkie procedury, które są po prostu upierdliwe, zwłaszcza gdy budynek jest zabytkowy, a trzeba coś przebudować - mówi jeden z prywatnych właścicieli kamienic w centrum. - Ja za około 30-metrowy lokal przy ulicy Rataj-czaka chcę 1 tys. zł czynszu. Można wejść, ustawić stoły czy biurka i rozpocząć pracę. Kilka dni temu podpisywałem umowę na najem kawiarni - po remoncie, wyposażonej - za trzy tysiące złotych.

- Nikt na kawiarnię nie weźmie lokalu od miasta za 10 tys. złotych, który musi wyremontować i wyposażyć. W dodatku większość z nich nie ma zapewnionych miejsc parkingowych - zaznacza kamienicznik. - Wystarczy pomyśleć, ile kaw trzeba zaparzyć, by móc zapłacić taki czynsz?

- Fakt, nie jest super, ale to nie jest łatwy rynek, choć mogę zapewnić, że wynajętych jest ok. 90 procent naszych lokali. Ostatnio obserwujemy jednak dużą rotację najemców i coraz większą liczbę wniosków o obniżkę czynszu - mówi Jarosław Pucek, dyrektor ZKZL. - Najłatwiej jest powiedzieć, że miasto nic nie robi. A to nie prawda. Robimy i to sporo. Jeśli lokal zostaje po aukcji, negocjujemy z chętnym stawkę czynszu. Jesteśmy w stanie zejść nawet do 50 proc. Nie mamy środków na remonty, ale nakłady najemców na ten cel rozliczamy w czynszu. Trzeba tylko przyjść do nas i rozmawiać.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzysztof

Czyli to prawda, że centrum pustoszeje. Miasto chce zarobić ale już sie nie da po ostatnich podwyżkach. Nie dziwię się że ludzie się wyprowadzają. Każdy chce żyć. Nie tylko miejscy urzednicy.

k
kupa pieska

zrobić w tych lokalach wysypisko psich gówien!! będzie czyściej na chodnikach!!

Dodaj ogłoszenie