Poznań: Dożywocie za pięciokrotne zabójstwo i wybuch kamienicy na Dębcu! "To jedyna słuszna kara". Obrona chciała uniewinnienia Tomasza J.

Norbert Kowalski
Norbert Kowalski
Tomasz J. był oskarżony o zabójstwo pięciu osób, usiłowanie zabójstwa kolejnych 34 osób, znieważenie zwłok swojej żony i spowodowanie wypadku drogowego, w którym ciężko ranny został jego syn. Lukasz Gdak
Tomasz J., który był oskarżony o zabójstwo swojej żony Beaty, znieważenie jej zwłok czy doprowadzenie do wybuchu kamienicy na Dębcu w Poznaniu, w wyniku którego zginęły kolejne 4 osoby, został skazany na dożywocie. Chociaż obrona chciała uniewinnienia mężczyzny, to sąd nie miał wątpliwości, że jest winny wszystkich zarzucanych mu czynów. Sąd wymierzył mu najsurowszą możliwą karę za zabójstwa i wybuch na Dębcu w Poznaniu. Ponadto Tomasz J. został pozbawiony praw publicznych na 10 lat i ma zapłacić łącznie kilkaset tysięcy złotych nawiązki lub zadośćuczynienia dla bliskich zmarłych i samych pokrzywdzonych.

- W ocenie sądu zgromadzony materiał dowodowy był jak najbardziej wystarczający, wbrew twierdzeniom obrońców, do zakończenia postępowania i stanowi podstawę do uznania, że oskarżony dopuścił się wszystkich zarzucanych mu czynów - tak sędzia Katarzyna Obst uzasadniała wyrok wobec Tomasza J.

I dodawała: - Ma pan wielki bagaż moralny i psychiczny, a kara powinna odpowiadać temu bagażowi. To jedyna słuszna i adekwatna kara za to, czego się pan dopuścił i co przeżywały dziesiątki osób.

Środowy wyrok jest wyjątkowy, gdyż jeszcze się w Polsce nie zdarzyło, aby jedna osoba została skazana za pięciokrotne zabójstwo i usiłowanie zabójstwa 34 osób. Sąd jednak podkreślał, że Tomasz J. musiał być świadomy, iż odkręcając kurek gazu w kamienicy, może doprowadzić do jej zawalenia się i śmierci mieszkańców.

Wielkim szczęściem było, że zginęły tylko cztery osoby. Nie umniejszając śmierci tych osób, ale była to liczba mniejsza niż faktycznie mogła mieć miejsce. To sytuacja absolutnie karygodna

- mówiła sędzia Obst.

Chociaż Tomasz J. usłyszał wyrok dożywocia, pozbawienia praw publicznych na 10 lat i obowiązku zapłaty łącznie kilkuset tysięcy złotych nawiązek lub zadośćuczynienia, to będzie mógł się starać o warunkowe zwolnienie po 30 latach.

Poznań: Wybuch gazu na Dębcu. Zawaliła się połowa kamienicy....

- To na tyle długi czas, że skorzysta pan ze wszystkich pomocy psychologicznych. Każdy człowiek, nawet taki, który dokonuje tego rodzaju czynów, ma prawo do zmiany i refleksji. Każdy ma prawo pokazać, że czas spędzony w odosobnieniu został spożytkowany prawidłowo. To jednak nie znaczy, że warunkowe zwolnienie zostanie udzielone - mówiła sędzia do Tomasza J.

Sąd w swoim uzasadnieniu całkowicie nie zgadzał się z twierdzeniami obrońców, że proces trwał zbyt krótko i nie zgromadzono wystarczających dowodów.

Dowody są ze sobą jak najbardziej powiązane i stanowią podstawę do uznania, że oskarżony dopuścił się wszystkich zarzucanych mu czynów. Dowody, które są w sprawie nie przemawiają za żadną inną wersją, jak ta w wyroku

– mówiła sędzia Katarzyna Obst.

Jednocześnie krytycznie odnosiła się do zarzutów obrońców o zbyt szybkim przeprowadzeniu procesu. – Zadziwiającym jest zarzut zbyt szybkiego przeprowadzenia procesu i niezgromadzenia wszystkich koniecznych dowodów. W ocenie sądu sprawa dojrzała do rozstrzygnięcia. To, że obrońcy nie są zadowoleni z faktów płynących z dowodów, nie stanowi do podstawy do czynienia zarzutów zbyt szybkiego przeprowadzenia procesu lub niezgromadzenia dowodów – wyjaśniała sędzia Obst.

I dodawała:– Robienie sądowi zarzutu, że wydaje wyrok pod publiczkę, nijak się ma do materiału dowodowego zgromadzonego w aktach sprawy i jego oceny. Nie będę tego nawet komentować.

Tragedia na Dębcu. Zabójstwo i wybuch kamienicy w Poznaniu

Do tragicznego wybuchu na Dębcu doszło w niedzielę, 4 marca 2018 roku, około godziny 8 rano. Początkowo wszystko wskazywało na to, że mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem. Dopiero dzień później okazało się, że przed wybuchem doszło do morderstwa Beaty J. Odpowiedzialny za to ma być jej mąż Tomasz, który następnie miał doprowadzić do wybuchu gazu w kamienicy, by zatuszować ślady morderstwa.

Sprawdź też:

Mężczyzna przeżył wybuch, ale przez kolejne tygodnie znajdował się w szpitalu. Po jego wypisaniu trafił od razu do aresztu śledczego. Przez długi czas nie było wiadomo czy w ogóle będzie mógł być sądzony. Ostatecznie biegli uznali jednak, że mężczyzna był poczytalny.

Tomasz J. został oskarżony o zabójstwo pięciu osób, usiłowanie zabójstwa kolejnych 34 osób, znieważenie zwłok swojej żony i spowodowanie wypadku drogowego, w którym ciężko ranny został jego syn. Proces mężczyzny ruszył w listopadzie 2019 roku. Przez kilka miesięcy sąd przesłuchał świadków oraz biegłych. W środę proces dobiegł końca, zaś prokuratura i obrońcy wygłosili mowy końcowe, a następnie sąd ogłosił wyrok.

Wybuch na Dębcu: Prokuratura żądała dożywocia

Prokuratura domagała się kary dożywocia dla Tomasza J., pozbawienia go praw publicznych na 10 lat i orzeczenia zadośćuczynienia w wysokości po 100 tys. zł dla bliskich każdej z pięciu zmarłych osób oraz zadośćuczynienia w wysokości po 30 tys. zł dla każdego z pokrzywdzonych. Jednocześnie prokurator domagał się, by Tomasz J. mógł się starać o warunkowe zwolnienie najwcześniej po 40 latach.

Mogę wnieść jedynie o najwyższy wymiar kary. W ocenie prokuratora tylko taka kara będzie społecznie akceptowalna i jedyną słuszną

- mówił prokurator Łukasz Stanke.

I dodawał: – Stan faktyczny prowadzi do jednoznacznego przekonania, że podejrzany zabił Beatę J., a następnie dokonał zbezczeszczenia zwłok. Motywem zabójstwa była prawdopodobnie zazdrość o nowego partnera Beaty J. Jak podają świadkowie, od samego początku związek Beaty J. z Tomaszem J. był oparty na chorobliwej zazdrości. Tomasz J. był zazdrosny o swoją żonę i nie mógł znieść myśli, że mogła ona sobie ułożyć życie z innym mężczyzną. Akt zbezczeszczenia zwłok mógł być wyrazem frustracji oskarżonego, że po raz kolejny jego życie osobiste legło w gruzach.

Czytaj też: 19-latek zabił swojego brata, bo pokłócili się o komputer. Biegli zakończyli drugą obserwację psychiatryczną. Był niepoczytalny?

Ze stanowiskiem prokuratury zgadzała się mecenas Katarzyna Golusińska, pełnomocnik siostry zabitej Beaty J. – Bezsprzecznie w toku postępowania ustalono zamiar pozbawienia życia Beaty J. przez jej męża. Wszystko zaczęło się od faktu, że postanowiła ona rozwieść się z mężem. Tym bardziej zachowanie oskarżonego zasługuje na potępienie. Odgrażając się żonie, że odbierze to, co jest dla niej najcenniejsze, doprowadził świadomie do wypadku drogowego - mówiła mecenas Golusińska.

I dodawała: – Beata J. popełniła niewyobrażalny błąd, a mianowicie wpuściła Tomasza J. do swojego mieszkania w nocy z 3 na 4 marca 2018 roku. Oskarżony zadał 11 ciosów ostrym narzędziem. O skali brutalności, bezwzględności i bestialstwa oskarżonego świadczyło zachowanie, którego dopuścił się bezpośrednio po zdarzeniu, a mianowicie znieważenie zwłok zmarłej.

Sprawdź też:

Mecenas Golusińska zwracała także uwagę, że wybuch kamienicy zmienił życie jej wszystkich lokatorów. – Czyn oskarżonego doprowadził do zabójstwa pięciu osób i do nieodwracalnych zmian w życiu wszystkich osób mieszkających w kamienicy. Dla tych rodzin nic od tego dnia już nie było i nie będzie takie same. Trudno uznać, aby działanie oskarżonego miało jakiekolwiek usprawiedliwienie - mówiła Katarzyna Golusińska.

Jednocześnie wnioskowała, aby Tomasz J. był pozbawiony możliwości ubiegania się w przyszłości o warunkowe zwolnienie.

Oskarżony stanowi bezpośrednie zagrożenie dla innych i tym samym musi być pozbawiony możliwości życia na wolności

- argumentowała mecenas Golusińska. Ponadto domagała się orzeczenia zadośćuczynienia na rzecz siostry zmarłej Beaty J. w wysokości 200 tys. zł.

Zobacz też: Poważne problemy finansowe Mariusza Świtalskiego. Sąd zabezpiecza coraz większą część jego majątku. W tle spór o ponad 340 mln złotych

Tomasz J. nie jest winny zabójstwa? Obrońcy chcieli uniewinnienia

Tymczasem obrońcy Tomasza J. wnosili o jego uniewinnienie od wszystkich zarzutów z wyjątkiem spowodowania wypadku z udziałem jego syna. W swoich mowach przekonywali, że prokuratura od początku założyła, że Tomasz J. jest winny i nie chciała dokładnie wyjaśnić sprawy.

Wina Tomasza J. została przesądzona jeszcze w marcu 2018 roku. Przez prokuraturę został przyjęty pewien obraz i to spowodowało, że nie poszukiwano dowodów na zweryfikowanie innych wersji. To przekonanie o oskarżeniu właściwej osoby wyłączyło krytyczne podejście prokuratury do sprawy

- mówił adwokat Filip Nawrot, obrońca Tomasza J.

I kontynuował: - Jest wiele pytań stawianych przez obronę, które pozostają bez odpowiedzi. Ale silne przekonanie prokuratury o winie oskarżonego spowodowało wyjście z założenia, że nie trzeba na nie odpowiadać.

Sprawdź też:

W podobnym tonie wypowiadał się drugi z obrońców, adwokat Szymon Stypuła. - Ten proces toczył się bardzo szybko. Nasuwa się pytanie czy nie za szybko. Biorąc pod uwagę, że nad oskarżonym ciąży żądanie orzeczenia najpoważniejszej kary, to postępowanie wymagało bardzo szerokiego spektrum dowodowego i wnikliwości. Wnioski obrony wskazywały na pewne wątpliwości, które w naszej ocenie wymagały rozważenia. W postępowaniu karnym nie chodzi o to, aby "klepnąć" wersję aktu oskarżenia, ale o to, by tę prawdę odnaleźć. W tym postępowaniu jest prawdopodobnych co najmniej kilka wersji zdarzenia - mówił adwokat Stypuła.

I dodawał: - W sprawie jest bardzo wiele wątpliwości. Cała sprawa opiera się na przypuszczeniach. Ona wymaga wyjaśnienia. Nie można oprzeć się na domniemaniach, chyba że sąd wyda wyrok uniewinniający.

Zobacz też:

Tomasz J. nie przyznał się do zabójstw

Środowa rozprawa przebiegała w wyjątkowych warunkach z uwagi na koronawirusa. W sali rozpraw mogli przebywać jedynie sędziowie, prokurator, oskarżeni, pokrzywdzeni oraz ich pełnomocnicy. Większość dziennikarzy, z wyjątkiem stacji telewizyjnych, oglądało na żywo rozprawę w innym budynku sądu.

Sprawdź też:

Niespodziewanie w rozprawie uczestniczył sam Tomasz J., który na początku procesu oświadczył, że nie chce brać w nim udziału. Po zaledwie kilku minutach opuścił on salę i nie pojawił się na żadnej z kolejnych rozpraw. Tymczasem w środę został doprowadzony do sądu i wygłosił krótkie oświadczenie, w którym nie przyznał się do większości zarzutów. Przyznał się jedynie do zarzutu spowodowania wypadku drogowego, w którym ciężko ranny został jego syn.

Nie pamiętam okoliczności zdarzenia, lecz przyznaję że mogłem przekroczyć prędkość. Nie wiem, jak to się stało. Może zarzuciło prowadzony przeze mnie pojazd. Może wyskoczyło zwierzę, może źle się poczułem i zrobiło mi się słabo, a może się zamyśliłem. Jest mi bardzo przykro z tego powodu i nie daje mi to spokoju. Bardzo martwię się o syna, nigdy bym go nie skrzywdził. Bardzo mocno i z całego serca go kocham

- odczytywał z kartki Tomasz J.

Przez pozostałą część rozprawy Tomasz J. siedział głównie ze schyloną głową. Jego mowa końcowa ograniczyła się ponownie do krótkiego oświadczenia odczytanego z kartki. - Dzieci w moim życiu odgrywają najważniejszą rolę i nie skrzywdziłbym ich - czytał Tomasz J.

Najgłośniejsze sprawy kryminalne w Wielkopolsce. Nie tylko ś...

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Śmiertelne wypadki w Wielkopolsce. W pierwszym półroczu 2020...

Poznań: Najgłośniejsze wypadki drogowe w ostatnich latach. J...

Sprawdź też:

„Tarcza 5.0”, czyli pomoc dla turystyki i branży eventowej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3