Poznań: Fałszywy profesor UAM stanął przed sądem. "Widziałam, jak wychodził z toalety z kobietą"

Joanna Labuda
Joanna Labuda
We wtorek ruszył proces fałszywego profesora UAM
We wtorek ruszył proces fałszywego profesora UAM Adrian Wykrota
Udostępnij:
We wtorek przed poznańskim sądem rozpoczął się proces fałszywego profesora UAM. 70-letni Janusz K. według śledczych od lat molestował studentki, a jedną zgwałcił. Sąd zdecydował się utajnić jego proces.

– Widziałam go na korytarzach uczelni 1 października 2015 roku. Miał długie włosy splecione w kitkę i sportowe ubranie – nie wyglądał na pracownika naukowego. Niczym nie wzbudził moich podejrzeń – mówi kobieta, która zeznawała we wtorek w sprawie „fałszywego profesora” z Poznania. – Widziałam, jak wchodził do toalety, a kiedy sprzątałam kolejny pokój – widziałam, ze wychodzi stamtąd z dziewczyną – dodaje.

70-letni Janusz K. jest oskarżony o molestowanie studentek kilku poznańskich uczelni i szkół wyższych. Według śledczych jedną z kobiet zgwałcił. Mężczyzna grasował od 40 lat, a jego ofiarą padło w sumie 420 kobiet. Mężczyzna usłyszał tylko 14 zarzutów, bo większość spraw się przedawniła.

Oskarżony został zatrzymany w październiku 2015 roku. Kilka dni wcześniej zaatakował studentkę pierwszego roku Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jego czyny wyszły na jaw tylko dzięki temu, że młoda kobieta zgłosiła się na policję. Inne ofiary milczały przez lata.

Jak działał Janusz K.? Mężczyzna zaczepiał studentki na korytarzach uczelni i prosił o pomoc w „badaniu antropologicznym”. W zamian gwarantował im opiekę podczas studiów. Podczas rzekomego badania w pierwszej kolejności studentki wypełniały ankietę. Następnie K. dokonywał "pomiarów". Na nagie ciała kobiet – w okolicy rąk, ud i twarzy – przyklejał centymetrowe karteczki nasączone wodą. W tym czasie mierzył im puls, tłumacząc, że zabieg ten ma na celu sprawdzenie z jaką szybkością wysychają kartki. Następnie nakłaniał je do różnego rodzaju czynności o charakterze seksualnym.

Fałszywy profesor. Ponad 40 lat molestował studentki:

Źródło: Dzień Dobry TVN

We wtorek w Sądzie Rejonowym Poznań Stare Miasto ruszył proces Janusza K. Sędzia Agata Trzcińska wyłączyła jednak jawność rozprawy, podczas której zeznawali m.in. pracownicy poznańskiego UAM.

– Nie wiem, czy ten mężczyzna często pojawiał się w gmachu uczelni. Akurat tego dnia zwrócił moją uwagę. Na Uniwersytet przychodzą różne osoby, chociażby po to, żeby skorzystać z toalety albo pozwiedzać. Jego zachowanie nie było dziwne, nie budziło podejrzeń – dodaje kobieta, która sprząta na WFPiK w Poznaniu.

Janusz K. podczas postępowania przygotowawczego złożył krótkie wyjaśnienia, ale nie przyznał się do winy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Na taką "opiekę" studentki wyrażały zgodę,
co potwierdzały udostępnianiem zakamarków swoich ciał.
Protekcja opłacana udostępnieniem ciała jest przestępstwem.
Środki płatnicze przy protekcji bywają różne
i ich forma jest bez znaczenia dla przestępstwa płatnej protekcji.
Lubieżność w zaciszu domowym może być kłopotliwa,
ale przestępstwem nie jest.
Każdy samiec jest wzrokowcem i lubieżnikiem nie jest - jeśli nie przesadza.
Podstępna lubieżność w miejscu publicznym podpada pod paragrafy.
Doprowadzenie do niekorzystnego udostępnienia własnego ciała w zamian za "opiekę"
(niekorzystnego dopiero po latach - bardzo dziwne)
jest relacją biznesową zawiązaną dwoma przestępstwami:
podstępną lubieżnością i płatną protekcją z oszustwem wobec uczelni.
Trochę to dziwne kiedy "chcącym studentkom dopiero po latach dzieje się krzywda".
Również nieco zagadkowe wydaje się dziesięcioleciami trwające wyszukiwanie
inteligentnych (na uczelniach wyższych),
"cwanych i zarazem naiwnych" studentek
gotowych oddać własne ciało idiotycznej "sprawie".
G
Gość
"mieszkaniec miasta" - cudowny przykład postępu cywilizacyjnego od widołków do klawiatury!!!
"mieszkaniec miasta" - dupek agresywny sprzed wioskowej remizy nadął się i wypuścił - klękajcie cherlaki!!!
Nieskromnie powiem, że bawi mnie to jak "mieszkaniec miasta" przyczynia się do powstawania
nowych wersji przysłów i mądrości ludowych.
np."Napisz coś niekoniecznie mądrego, a produkt postępu cywilizacyjnego zawsze mądrze się odezwie".
Na dumnie, samozwańczo nadany sobie nobilitujący tytuł "mieszkaniec miasta"
długo trzeba sobie zapracować, zwłaszcza w Poznaniu.
m
mieszkaniec miasta
Schowaj swoje idiotyczne wypociny w doopę chory zboczeńcu.Bawi cię to?
G
Gość
"Miał długie włosy splecione w kitkę i sportowe ubranie – nie wyglądał na pracownika naukowego."
Panią sprzątającą na uczelni muszę zmartwić i zaniepokoić jej brakiem spostrzegawczości.
Wśród pracowników naukowych są osobnicy, którzy nie wyglądają,
a są światowymi autorytetami w swoich dyscyplinach naukowych.
Są szanowani w świecie poprzez publikacje naukowe, których są autorami.
Taki "tyfus" potrafi odstraszyć swoim wyglądem całą "elitę" spod budki z piwem.
W trakcie pewnie wieloletniej pracy na uczelni nie dostrzegła Pani "takich tyfusów"?
Pokażcie, przeprowadźcie wywiad ze "studentką pierwszego roku
Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu".
Jest chlubnym dowodem na to, że w dobie postępu cywilizacyjnego w stronę przeciwną
i powszechnego skretynienia jednak trafiają się osobowości niedzisiejsze.
Wyłączenie jawności chyba nie ma na celu ochrony ludzkiej głupoty przed ośmieszeniem?
"By sprawiedliwości stało się zadość" związanego lubieżnika można wrzucić
na genderowo-feministyczny "kongres kobiet".
"Widziałam, jak wychodził z toalety z kobietą".
A z tramwaju???
Więcej informacji na stronie głównej Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie