Poznań: Hazardzista zabił sąsiadkę, żeby grać. Zeznawali świadkowie

Barbara Sadłowska
W środę w procesie Tomasza K., oskarżonego o zamordowanie sąsiadki w bloku na osiedlu Zwycięstwa w Poznaniu, zeznawali kolejni świadkowie. Wśród nich także 48-letni Robert Z., którego Tomasz próbował obciążyć winą za śmierć starszej pani.

Według prokuratury, zabójca potrzebował pieniędzy na grę w kasynie. Wieczorem wygrał podobno 4 tysiące...

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Hazardzista zabił sąsiadkę, żeby grać. Początek procesu
Winogrady: Zabił sąsiadkę dla tysiąca złotych. Grozi mu dożywocie
Zabił pracownicę Providenta, bo przegrywał na automatach

Zdaniem prokuratora, w maju ubiegłego roku oskarżony, którego matka często odwiedzała Marię L., poszedł do mieszkania sąsiadki. Potrzebował pieniędzy na grę i sądził, że znajdzie tam sporo gotówki, pochowanej po szafach. Nie przewidział, że sąsiadka posiada konto, a w domu niewiele ponad tysiąc złotych. Za tę chybioną kalkulację sprawcy Maria L. zapłaciła życiem.

Po zatrzymaniu Tomasz K. powiedział, że zabił ją niejaki Robert, z którym grywał na automatach na stacji Lotosu przy Alejach Solidarności. Twierdził, że on jedynie szukał pieniędzy, a zabił - Robert..

- Nawet nie wiedziałem, że jestem poszukiwany listem gończym, kiedy zatrzymano mnie na blokadzie w Tarnowie Podgórnym - powiedział Robert Z. Był zaskoczony pomówieniem Tomka. - Ja nawet nie wiedziałem, gdzie on mieszka i nigdy nie byłem u niego w domu.

Przesłuchiwany w środę jako świadek zeznał, że Tomka poznał kilka miesięcy wcześniej, gdy obaj grali na automatach na stacji benzynowej. Robert Z. miał wtedy jeszcze coraz gorzej prosperującą firmę pomocy drogowej. Stawiał lawetę na stacji i czekając na wezwanie, grał...

- Nic nas nie łączyło. Tylko granie i praca dla mnie w Stomilu, gdzie pracował Tomek - zeznał Robert Z.
Obaj panowie, których dzieliło 20 lat różnicy, wymienili się numerami telefonów. Krytycznego dnia od rana do 13 - 14 grali na automatach.

- Tomasz przerwał i powiedział, że za godzinę przyjdzie - mieliśmy razem jechać do kasyna. Ja jeszcze trochę pograłem. Potem chwilę czekałem na zewnątrz, w takim parku.Tomek spóźniał się, więc wykonałem kilka połączeń. W końcu odebrał i powiedział, że będzie za pół godziny. Przyjechał około szesnastej i taksówką pojechaliśmy do kasyna. Tomek powiedział, że ma 1200 złotych na granie. Mi pożyczył sto złotych.

Robert Z. nie zdążył oddać tego długu, bo kiedy zadzwonił do Tomka dwa dni później, telefon był już wyłączony...
Niewykluczone, że proces Tomasza K. zakończy się w przyszłym miesiącu - pod koniec maja poznański sąd zamierza przesłuchać ostatnich świadków.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie