Poznań: Miejsca dla karetek zablokowane przez słupki. Jak mają parkować przy Wiklinowej?

MCC
Poznań: Przy ulicy Wiklinowej miejsca dla karetek blokują słupki www.facebook.com/ratownictwo.poznan
Trudny dojazd do drzwi wejściowych budynków mieszkalnych, zaparkowane samochody blokujące przejazd - z tym każdego dnia muszą mierzyć się ratownicy medyczni próbujący dojechać do pacjentów karetkami pogotowia ratunkowego. Wspólnota mieszkaniowa z ulicy Wiklinowej w Poznaniu postanowiła ułatwić ratownikom pracę. Miejsca przeznaczone dla pojazdów specjalnych zostały oznaczone oraz zablokowane za pomocą słupków. Problem z tym, że słupki okazały się przeszkodą także dla ambulansów.

- Słupki przy ul. Wiklinowej są gumowe i teoretycznie można na nie najechać samochodem, ale raczej ciężkim wozem bojowym niż naszym sprinterem - mówi Robert Judek, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. - Mieliśmy już przykre doświadczenia z próbami najechania na takie słupki. Nasze karetki mają dość niskie zawieszenie, zdarzyło się już nam, że uszkodziliśmy samochód w takich sytuacjach.

Ratownicy medyczni przyznają, że są przeciwnikami stawiania wszelkich zapór, szlabanów (takich, jak przy wjeździe na podwórko przy ul. Wiklinowej), słupków. Wszystkie te rozwiązania wydłużają czas dotarcia do pacjenta, a są sytuacje, gdy w ratowaniu życia liczy się każda minuta.

Zobacz też: Specjalistyczną karetką zespół poznańskich medyków pojechał do Torunia ratować życie małego chłopca

Robert Judek wspomina sytuację, gdy karetka pogotowia próbowała dotrzeć do pacjenta nad Rusałką, gdzie wjazd nad jezioro blokowały ustawione słupki. - Musieliśmy wtedy dosłownie wyrywać te słupki linami, potem sytuacja akurat w tym miejscu poprawiła się, ale ciągle regularnie spotykamy takie przeszkody - mówi Judek.

Gdzie jest ulica Wiklinowa w Poznaniu?

Centrum Symulacji Medycznej: Ambulans wjechał na drugie pięt...

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Samolub

To będzie dla Pana szok, ale pierwsza zasada jest zadbanie o bezpieczeństwo własne i zespołu, miejsca zdarzenia oraz poszkodowanych. Nie biegnie się, z prostej i logicznej przyczyny - łatwo o uraz i nieuwagę. Sprzęt waży kilkadziesiąt kilogramów. Zespół to dwie osoby. Upadek, czy skręcenie kostki przez nieuwagę ratownika - to jest realne zagrożenie dla pacjentów. Uszkodzenie kręgosłupa u osób, które dźwigaja ponad normę przez cały dzień wiąże się z wyłączeniem zespołu na długi czas. Ale lepiej robić fochy, nie pomagać w transporcie własnej rodziny, lepiej utrudniać dojazd do poszkodowanego, a niech się zajada biegnąc do niedostępnego miejsca, a gapie, niechętni do udzielania pierwszej pomocy, niechętni do nauki pierwszej pomocy, będa pluc, wyzywać i najlepiej, pod wpływem. Alkoholu utrudniać pracę. Taka jest rzeczywistość, która sami sobie tworzymy, my, pacjenci. Roszczeniowosc, brak empatii, egoizm. Tylko na to stać społeczeństwo. Ci co pracują w ochronie zdrowia i zgadzają się na te warunki, odpowiedzialność i przeciążenie za takie pieniądze muszą naprawde mieć pasje i miłość do ludzi, żeby znosić obraz zepsucia i zła jaki bije od drugiego człowieka. Ale spokojnie, coraz więcej osób poszło po rozum do głowy i zmieniło pracę na normalną, do której nie trzeba takiej wiedzy i odpowiedzialności, a zarobki są wyższe. Niedługo nikt nie przyjedzie karetka, ba nie będzie komu telefonu alarmowego odebrać, ani w zasadzie dokąd zawieźć, gdyz szpitale pustoszeja. Wtedy problemy słupków i dojazdu się skończą. I sami sobie zgotujemy ten los

J
Ja

Kiedyś w każdej karetce były nosze, i potrafiący poruszać się na własnych nogach sanitariusze czy ram ratownicy.
W tej chwili pacjenta trzeba znieść po schodach np z 3 piętra bo ratownik gdzie nie wjedzie samochodem tam sam d*** nie ruszy ?
A teraz się mówi że liczy się każdą minuta a jak dzwoniłem że ojciec ma zawał to po schodach na 3 piętro szli ok 5 minut spacerkiem aż tak bardzo im się do chorego nie spieszylo.

Dodaj ogłoszenie