Proces byłego posła PiS: Tomasz G. nie komentuje oskarżeń, że wyłudzał kredyty

Łukasz Cieśla
Proces byłego posła PiS: Tomasz G. nie komentuje oskarżeń, że wyłudzał kredyty
Proces byłego posła PiS: Tomasz G. nie komentuje oskarżeń, że wyłudzał kredyty Pawel Miecznik
Trwa proces Tomasza G., byłego posła PiS oskarżonego o oszustwa. W środę zeznawali byli pracownicy firmy zajmującej się sprzedażą ratalną. Kredytowały zakupy mebli w sklepach prowadzonych przez rodzinę byłego polityka. - Wszyscy w naszym oddziale wiedzieli o nieprawidłowościach w sklepach rodziny G., ale nikt nie próbował temu zaradzić. Tomasz G. odwiedzał naszego dyrektora, zamykali się w gabinecie. Niektóre umowy odkładano na bok – zeznał były windykator.

Były poseł Tomasz G. do winy się nie przyznaje. W sądzie nie chce składać wyjaśnień. Proces przeciwko niemu dotyczy wydarzeń z końcówki lat 90. Sprawa długo nie trafiała do sądu, bo jako posła chronił go immunitet. Sejm, głównie głosami posłów PiS, w 2011 roku nie pozbawił go tej ochrony. Zarzuty usłyszał po tym, gdy w 2015 roku, po trzech kadencjach, nie dostał się do Sejmu. Startował wtedy z listy Korwin.

Proces przeciwko byłemu politykowi, a obecnie biznesmenowi prowadzącemu w Poznaniu szkołę wyższą, ruszył w zeszłym roku. Po jednej z pierwszych rozpraw zmarł sędzia prowadzący, dlatego postępowanie trzeba było rozpocząć od nowa. W środę, we wznowionym procesie, przesłuchano kolejnych świadków.

Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Tomasz G. odgrywał w rodzinnych sklepach „pierwsze skrzypce” w prowadzeniu nielegalnych działań. Został oskarżony o oszustwa i wyłudzenia kredytów na kwotę 87,9 tys. zł. Sposobów miało być kilka.

Meble rzekomo sprzedawano „słupom”, czyli osobom o fikcyjnej zdolności kredytowej. Wśród takich klientów była osoba bezdomna, inna miała problemy alkoholowe, kolejna cierpiała na zaburzenia psychiczne. Następny patent miał polegać na sprzedawaniu mebli na raty bez wiedzy klientów – na ich dane osobowe zawierano umowy na sprzedaż mebli. Towar nie opuszczał sklepu, ale pojawiały się pieniądze. Transakcje finansowała bowiem firma CLA zajmująca się sprzedażą ratalną. Przekazywała pieniądze rodzinie G. Podobno rodzina zajmowała się procederem, bo przeżywała kłopoty finansowe. Wyłudzenia miały być sposobem na załatanie dziury w rodzinnym biznesie.
W środę w poznańskim sądzie zeznawał były szef firma CLA (spółka potem zmieniła nazwy). Bernard A. opowiadał, jak wyglądała współpraca ze sklepami meblowymi rodziny G.

- Całe ryzyko kredytowe spoczywało na mojej firmie, nie na bankach – stwierdził Bernard A. - Pojawiła się informacja o sklepach w Poznaniu wykazujących znaczące odchylenie od normy w stratach kredytowych. 21 procent kredytów było niespłaconych, dwa razy więcej od średniej. To był o tyle ciekawy przypadek, że sprawa została wykryta w naszej centrali we Wrocławiu, a nie przez przedstawicielstwo regionalne w Poznaniu. Nasunęło to wątpliwości czy biuro poznańskie nie tolerowało procederu. Wszczęto postępowanie wyjaśniające. Zdefiniowano zagrożenia, używając eufemizmu. Naszym zdaniem mieliśmy do czynienia z zorganizowanym wyłudzeniem kredytów na podstawione osoby oraz fałszowaniem dokumentacji kredytowej.

Bernard A. dodał, że wrocławska firma zakończyła współpracę z rodziną G. Ponadto zwolniła swoich pracowników z Poznania, włącznie z jednym z dyrektorów.

- Zawodziły nasze mechanizmy wykrywania nadużyć. Sklepy miały dziewięć odrębnych umów z nami, a nie jedną. Przez pewien czas nie wiedzieliśmy więc, że mamy do czynienia z jedną rodziną prowadzącą działalność pod różnymi adresami. Gdy zestawiono historię tych sklepów, wyszło to jaw. Ponadto świadomie manipulowano wysokością transakcji. Zawierano umowy na kwoty poniżej progu dodatkowej weryfikacji. To może wskazywać na zaangażowanie sklepów w proceder - zeznawał Bernard A.

Kolejnym świadkiem był windykator zatrudniony przed laty w poznańskim oddziale CLA. Został zwolniony po wykryciu sprawy przez centralę firmy, podobnie jak inni pracownicy poznańskiego oddziału.
- Niektórzy klienci, którzy rzekomo kupili meble, nie chcieli mówić, dlaczego nie mają ich w swoich domach. Twierdzili, że wszystkim zajmie się pan Tomasz G. Inni, którzy mieli meble, ale nie spłacali rat, mówili, że spłatą zajmie się Tomasz G. Zdarzało się, że Tomasz G. przynosił gotówkę. Raz w tygodniu przychodził do naszego dyrektora, zamykali się w gabinecie, o czymś rozmawiali. W naszym oddziale panowała dziwna sytuacja. Wszyscy wiedzieli o nieprawidłowościach w sklepach, ale nikt nie próbował temu zaradzić i nie rozmawiano o tym. Niektóre umowy odkładano na bok. To się wiedziało, że niektórych umów ze sklepów rodziny G. nie należy ruszyć - zeznał windykator. Szczegółów sprzed lat nie pamiętał. W środę w sądzie odczytano jego zeznania ze śledztwa. Podtrzymał je.

Zobacz też: Były poseł PiS Tomasz G. oskarżony o wyłudzenia

Były poseł Tomasz G. nie chciał komentować zeznań świadków. Podczas procesu przesłuchano już jego rodzinę, w tym jego ojca. Także był podejrzanym w sprawie, ale jego wątek się przedawnił. Dlatego ojciec byłego polityka zeznawał w charakterze świadka. Przekonywał sąd, że w sklepach nie dochodziło do nieprawidłowości. Oskarżenia pod adresem syna przedstawiał jako zastrzeżenia mediów. Przypomnijmy, że śledztwo wszczęto w 2006 roku po artykule w "Głosie Wielkopolskim".

Poznańskie sądy skazały już inne osoby zaangażowane w wyłudzanie kredytów w sklepach rodziny G. Skazana została była pracownica sklepów Halina M. Oskarżono ją w tym samym śledztwie, co byłego polityka PiS. Ona przyznała się do winy, dobrowolnie poddała się karze. Potwierdziła, że dochodziło do wyłudzeń. Wyrok skazujący usłyszała również inna znajoma rodziny G., która „organizowała” klientów na fikcyjny zakup mebli. Obie kobiety będą zeznawać w procesie byłego polityka.

Tomasz G. ma obowiązek pojawiania się na każdej rozprawie. Domagała się tego autorka aktu oskarżenia prokurator Katarzyna Podolak. Argumentowała, że wiele osób, na które zaciągano fikcyjne umowy kredytowe, to niezamożni ludzi. Aby zapewnić im elementarne poczucie sprawiedliwości, po latach powinni móc ujrzeć Tomasza G. na ławie oskarżonych.

Toczący się proces to niejedyne kłopoty ekspolityka. Trwa śledztwo poznańskiej prokuratury dotyczące rzekomych wyłudzeń w jego byłym biurze poselskim.

POLECAMY:

Co jest na zdjęciach? [TEST GWARY]

Mieszkańcy walczą z psimi kupami

Stary Poznań na zdjęciach!

Loty z Poznania w 2018 roku

Wszystko o Lechu Poznań

Szybki test dla poznaniaków

Zobacz też: Magazyn "Info z Polski"

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
JA

ZAJMIJCIE SIĘ MOBBINGIEM W URZĘDZIE MARSZAŁKOWSKIM W POZNANIU I MARSZAŁKIEM Z PLATFORMY, WYŁUDZENIAMI, OCHRONĄ PRZESTĘPSTW DYREKTORÓW, SPRAWDZCIE ILE SPRAW TOCZY SIĘ PRZECIWKO NIM

p
poznaniak

Śmiać się czy płakać? A zarzuty b.dziwne. Chybe że Cieśla znów coś pokręcił. Ale to kolejny dowód że trzeba zlikwidować wszystkim immunitety.

Dodaj ogłoszenie