Proces za śmierć dziecka: Prokuratura i sąd czekają na opinię

Agnieszka Świderska
Tamta noc z 10 na 11 listopada 2013 roku była najgorszą nocą w życiu Żanety. Czekała na urodziny córeczki, która przez całą ciążę rozwijała się prawidłowo. Musiała pogodzić się z jej śmiercią
Tamta noc z 10 na 11 listopada 2013 roku była najgorszą nocą w życiu Żanety. Czekała na urodziny córeczki, która przez całą ciążę rozwijała się prawidłowo. Musiała pogodzić się z jej śmiercią Grzegorz Dembiński
Do końca zbliża się już proces o 700 tys. złotych odszkodowania od szpitala w Szamotułach. Tyle żąda od niego matka, która straciła dziecko. Prokuratura i sąd czekają tylko na opinie biegłych.

Za kilka dni Jagódka skończyłaby dwa lata. Gdyby żyła. Jej rodzice o śmierć obwiniają lekarza, który miał nie reagować na sygnały o pogarszającym się stanie dziecka (zanikające tętno) i zwlekać z podjęciem decyzji o cesarskim cięciu, kiedy Jagódka jeszcze żyła. Za jego śmierć żądają od szpitala 700 tys. złotych odszkodowania.

Szpital broni się, że lekarz postępował zgodnie ze sztuką, że nie było żadnego błędu, tylko dziecko nie było do uratowania. Tuż po porodzie pojawiła się wersja, że Jagódka urodziła się martwa z powodu trzykrotnie zawiniętej wokół szyi pępowiny. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu były trudności z krążeniem i odklejone łożysko.

W czwartek wersję z pępowiną powtórzyła przed sądem lekarka, która asystowała przy cesarskim cięciu. Jako lekarz w tzw. gotowości nie była tamtej nocy w szpitalu. Dotarła tam już po wydobyciu dziecka.

- Nie pamiętam od kogo usłyszałam, że miało trzykrotnie zawiniętą pępowinę - zeznała lekarka. - Mogła się zacisnąć pod wpływem silnych skurczów. To było dość prawdopodobne.

Co tak naprawdę zabiło Jagódkę? Postępowanie w sprawie jej śmierci prowadzi także prokuratura w Szamotułach. Już rok temu przekazała materiały w tej sprawie biegłym, którzy mają odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedzi jednak wciąż nie ma.

Tymczasem na opinię biegłych czeka nie tylko prokurator, ale także sąd, który ją potrzebuje, by zamknąć sprawę o odszkodowanie. Jeżeli sam zleci przygotowanie osobnej opinii ryzykuje, że proces wydłuży się o kolejne miesiące, jeżeli nawet nie lata. Tymczasem lekarka była już przedostatnim świadkiem, którego sąd chciał przesłuchać w tej sprawie. Została jeszcze tylko jedna osoba - pacjentka, która tamtej nocy była przy matce Jagódki.

Jeżeli opinia biegłych będzie obciążać lekarza i sąd na jej podstawie uzna, że rodzicom Jagódki należy się odszkodowanie, to szpital w Szamotułach kolejny raz w krótkim czasie zapłaci za błąd na porodówce. Rok temu wypłacił 700 tys. złotych odszkodowania rodzinie chłopca, który w wyniku lekarskiego błędu cierpi na porażenie mózgowe.

6-letni dziś chłopiec nie chodzi i nie mówi. Do końca życia będzie wymagał opieki. Przyczyną jego kalectwa była zdaniem biegłych zbyt późno podjęta decyzja o cesarskim cięciu. Zwlekano z nią kilka godzin, co doprowadziło do poważnego niedotlenienia mózgu.

Od trzech lat pacjenci, którzy czują się ofiarami błędów lekarskich albo ich rodziny mogą domagać się odszkodowania przed komisją ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Postępowanie przed komisją trwa krócej i jest tańsze.

Najwyższe jednak odszkodowanie, które można przed nią wywalczyć za śmierć pacjenta to 300 tys. złotych. I to pod warunkiem, że zgodzi się na to druga strona, czyli szpital.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

777 KOmercJA PRyWATY

O KASSA PO TRUPACH ZA KOPACZKI.

X
XS

Trafiłam do szpitala w 9 miesiącu ciąży ze stwierdzeniem zanikającego tętna u dziecka. Trzy razy dziennie wykonywane badanie KTG wskazywało na problem, ale lekarze czekali na to, że dziecko urodzi się samo. Coś było nie tak. Strach i niepewność towarzyszyły mi ciągle. Lekarze nie dawali się jednak uprosić o rozwiązanie (mimo wskazań do cesarki z innych powodów). Skończyło się na zatrzymaniu tętna w trakcie badania KTG (na szczęście) i dramatycznej jeździe na porodówkę w celu ratowania dziecka. Moje dziecko żyje i ma się dobrze. Miało okręconą pępowinę wokół szyi. Mogę spróbować sobie wyobrazić co czuje kobieta, której lekarze nie dali szansy spotkać się ze swoim zdrowym, wyczekanym i kochanym dzieckiem. O co w tym wszystkim chodzi?

e
ewa

Lekarzy rodzinnych na UMOWĘ O PRACĘ !!!!!!!!!!! Kręcą lody nie zlecając BADAŃ. Taka ''służba zdrowia'' to jedno draństwo !!!!!
Lekarz nie może być przedsiębiorcą korzystając z naszych składek .
Kiedyś byli na umowie o pracę. ale ''ktoś'' to zmienił. Po co? By żyło się lepiej. Komu? Lekarzom.

p
pacjent

niech każdy płaci sam. Zgadzam się z przedmówcą, że to lekarze powinni płacić za swoje błędy. Ubezpieczaliby się i płaciliby. W obecnym systemie płaci szpital, czyli my. Oni zarabiają do własnej kieszenie, a za ich błędy my mamy płacić. Do czego to podobne?!?

x
xymox

.... a nie bezpośrednio lekarze , dopóty nic się nie zmieni.
Oczywiście, najlepiej pozwać szpital. Jednak tak nie nauczymy skupienia się na swojej pracy poszczególnych lekarzy. Jest to środowisko jak każde inne. Są kapitalni spece, ratujący życie ludziom ale są też słabi lub dostateczni fachowcy.
Rynek powinien weryfikować, rynek.... jak w każdej innej dziedzinie.
Zapłaciłby jeden z drugim 700 tysięcy ( no a mają z czego....mają) to 4 razy szybko zastanowiłby się zanim wykonałby jakikolwiek ruch w stosunku do pacjenta.
A ta? Rozejdzie się po kościach - jak zwykle.