Prof. Czapiński: Podział polityczny będzie się niebezpiecznie powiększał. Może dojść do rękoczynów

Dorota KowalskaZaktualizowano 
O magii sylwestrowej nocy, obietnicach składanych sobie przez Polaków, o tym, co jest dla nas najważniejsze i czego należy wystrzegać się jak ognia w nadchodzącym roku – mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Szampan, życzenia, petardy, zimne ognie - hałas i mój biedny pies, który nie wie, gdzie uciekać, gdzie się schować przed tym chaosem i decybelami. Mówiąc szczerze, nie przepadam za sylwestrem. Pan go lubi?
Tak, lubię od wielu lat, od kiedy wystawiliśmy sobie chałupkę na Mazurach, bo tam właśnie co roku jeździmy. Mamy wspaniałych przyjaciół w okolicy. To zawsze jest duża niespodzianka dla wszystkich, bo w sylwestra rozwój sytuacji bywa bardzo nieoczekiwany. To środek Mazur. Jak nie będzie śniegu, będzie marnie, ale damy sobie radę.

Ja tak naprawdę nie wiem, czemu ci ludzie tak wiwatują w ten Nowy Rok, przecież są o rok starsi. To z czego się tu niby cieszyć?
Każdy człowiek ma taką potrzebę ostrego cięcia w jakimś momencie. Każde święta temu służą, żeby odciąć coś, co już minęło i zostawić miejsce na zazwyczaj coś lepszego, co ma nadejść. Druga sprawa - skoro wszyscy to święto celebrują, to nie mogę być jakimś rarogiem, wyrzutkiem, wyjątkiem. Przyłączam się do powszechnego przekonania, że za tą granicą 1 stycznia wydarzy się być może coś, za czym tęskniłem przez całe życie, może naprawię to, co zepsułem w minionym roku itd., itd. Oczywiście to jest czysto symboliczna granica, bo Nowy Rok jest w różnych krańcach świata w różnym czasie obchodzony. To święto nie jest dyktowane prawem natury.

Ludzie sobie strasznie dużo obiecują w tym Nowym Roku: Że zaczną biegać, że zaczną się odchudzać, że zaczną grać w totka. Z czego to wynika?
No z tego, że kiedyś trzeba zacząć!

Ale te obietnice rzadko są spełniane, tak naprawdę.
No tak, większość tych obietnic nie jest spełnialna w ogóle, czy to z powodu słabej woli tych, którzy sobie obiecują, że się naprawią, czy też z powodów czysto obiektywnych. Mogę sobie obiecać, że będę w przyszłym roku milionerem, no i co?

Może prawie!
Jeśli tak, to przez przypadek, co nie wchodzi w taki rachunek możliwości. A ludzie rzeczywiście trochę przesadzają na zasadzie takiej strategii negocjacyjnej. Jeśli są dwie strony i każda startuje z krańcowej pozycji, to przy okazji liczy na to, że kompromis będzie po jej stronie, że więcej na tym zyska niż ta druga strona, więc to trochę taka gra z losem. Jeśli ktoś wierzy, to wygra z czujnymi aniołami, ma w sobie wiarę, że może uda mu się uwolnić spod ich czujnej kontroli - to niech próbuje. Generalnie, to dla większości tylko zabawa. To nie są jakieś śmiertelne przysięgi życiowe.

Chociaż wie Pan, znam kilka osób, dla których te noworoczne przyrzeczenia poprawy stały się przełomowe. Na przykład moja mama jakieś 20 lat temu przyrzekła sobie, że 1 stycznia rzuci palenie i nie pali do dzisiaj. A potrafiła puścić z dymem paczkę papierosów dziennie i to całkiem mocnych, „Klubowe” się chyba nazywały.
Nie twierdzę, że się nikomu nie udaje to, co sobie obiecał zrealizować w nowym roku. Jeśli to są realistyczne oczekiwania od siebie, od losu, może trochę od innych ludzi, to jest duża szansa, że się spełnią. Dobrze jest, jeśli ludzie coś sobie postanawiają.

To zawsze jednak mobilizuje, prawda?
Oczywiście! Jak już złożą sami przed sobą taką przysięgę: Dokonam tego, czy tamtego, zmienię się pod tym, czy innym względem, rzucę palenie, ograniczę alkohol - wiele rzeczy jest realistycznych, do wykonania, możemy sobie samym składanych obietnic dotrzymać, jeśli poczujemy się zmobilizowani. To jest trochę tak, jak z zawodnikami startującymi w olimpiadach różnego typu. Jeśli nie wierzą w swój sukces, to się nie przygotują i tyle.
Z Pana ostatniej „Diagnozy” wynika, że Polacy są coraz szczęśliwsi, o czym więc dzisiaj marzą?
Marzą przede wszystkim o zdrowiu, o udanym małżeństwie, o tym, żeby dzieci wyrosły na porządnych ludzi. Marzą o tym, o czym zazwyczaj marzyli. Może akurat dzisiaj marzą bardziej o zdrowiu, bo zdrowie stało się jakimś takim narodowym fetyszem. Polacy uważają, że muszą dogonić pod względem długości życia, już nie mówię o Japonii, bo ta jest poza horyzontem naszych osiągnięć, ale przynajmniej niektóre kraje Europy Zachodniej. Stawiają na zdrowie, inwestują w zdrowie, dzięki temu, że sobie obiecują różne rzeczy, które zdrowiu mają służyć. Pani mama postanowiła rzucić palenie nie dlatego, że jej nie smakował papieros, tylko dlatego, że uznała, iż to poprawi jej kondycję fizyczną. I prawdopodobnie tak się stało. Pewnie setki Polaków coś takiego sobie obiecują.

Nie przypuszczałam, że zdrowie jest dla Polaków tak ważne.
Najważniejsza rzecz pod słońcem!

Panie profesorze, Polacy mają opinie narodu marudzącego, narzekającego, a z Pana „Diagnozy” wynika, że jesteśmy szczęśliwi. To czemu w takim razie narzekamy?
No bo na co innego marudzimy, a z czego innego jesteśmy szczęśliwi. Rysujemy sobie taką linię demarkacyjną - to jestem ja, moje życie, ewentualnie jeszcze mój ogródek, grono moich bliskich i tutaj wszystko gra. A za tą linią demarkacyjną, jedni tę linię przesuwają trochę dalej, włączają w nią jeszcze wspólnotę sąsiedzką, a inni rysują bardzo blisko siebie, bo już nawet ogródek w grę nie wchodzi, tam jest miejsce na narzekanie. Z siebie jesteśmy zadowoleni, z własnych osiągnięć życiowych. Absolutna większość jest zadowolona z relacji rodzinnych, coraz bardziej jesteśmy zadowoleni z finansów rodziny, ale - jak mówię - pozostają sfery, które są daleko poza tą linia demarkacyjną. I my tam głównie dostrzegamy jakieś niedoróbki, dziury, nieszczęścia. To nas, nawiasem mówiąc, troszkę buduje, bo jak obserwujemy jak kiepsko jest w Polsce, bo to widać w telewizji, to dochodzimy do wniosku, że jesteśmy w czepku urodzeni.

I jak Pan myśli, jaki to będzie rok? Bo, rzeczywiście, z tego, co oglądamy w telewizji trochę wieje grozą.

To będzie dla większości Polaków rok polityczny, czego chyba nikt nie oczekiwał jeszcze dwa miesiące temu. Będziemy coraz głębiej wchodzić w taki konflikt, który będzie wynikał nie z przesłanek czysto życiowych, tu nie będzie chodziło o konflikt z sąsiadem, który nam zaorał kawałek miedzy i wszedł na nasze poletko, to będzie konflikt w takim wymiarze tożsamości społecznej: „Kim ja jestem?” - innymi słowy. Coraz większa grupa Polaków będzie sobie zadawała to pytanie. Nie w tych kategoriach, czy mam wystarczająco dobre wykształcenie, czy dobrze sobie ułożyłem relacje z innymi ludźmi, tylko to pytanie będzie miało taki zasadniczy wydźwięk, to znaczy będzie pytaniem: „Do jakiej wspólnoty należę? Która wspólnota mnie definiuje?” A ponieważ te wspólnoty są w Polsce różne, to politycy mają ogromne pole do popisu, żeby nam podpowiadać, do jakiej wspólnoty powinniśmy należeć, jaka wspólnota jest lepsze, jak wspólnota jest gorsza, na co się powinniśmy orientować, szukając odpowiedzi na nasze pytanie: „Kim jestem?” Inaczej mówiąc, prostszym językiem: w Polsce od jakiegoś czasu obserwujemy proces coraz ostrzejszej polaryzacji postaw politycznych. Jeszcze 10 lat temu ogromna większość Polaków, nawet duża część tych, którzy chodzili na wybory, w ogóle nie brała pod uwagę wymiaru politycznego, kiedy odpowiadała na pytanie: „Kim jestem?”, w ogóle nie brała tego pod uwagę. Od mniej więcej czterech lat nastąpił radykalny skręt w prawo, o jedną czwartą wzrosła grupa osób z postawami ksenofobicznymi: Obcych nie lubimy, obcych się boimy, obcych nie chcemy. Nie chcemy nie tylko jako sąsiadów, ale nie chcemy ich w ogóle w kraju. Bronimy naszych kulturowych wartości, czołobitnie zwracamy się ku przodkom, doceniamy ich trud budowania wspólnoty narodowej. Ale ta polaryzacji miała oczywiście także drugi kierunek, taki kierunek zmiękczania zwyczajów, zmiękczania takich moralnych gorsetów, które na nas przodkowie nakładają. Tylko ten drugi kierunek był słaby - tak słaby, że nie mamy dzisiaj lewicy w parlamencie. Ten pierwszy był natomiast naprawdę bardzo dynamiczny. Więc sądzę, że z punktu widzenia takich codziennych relacji społecznych, to nie będzie najlepszy rok. Możemy w dalszym ciągu liczyć na to, że osiągniemy sukces osobisty, ale jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi to tu będzie strasznie zgrzytało. Zejdźmy na taki najniższy poziom: Są ludzie, którzy w jednym miejscu pracują, spotykają się, wymieniają między sobą opinie na różne tematy, a to na temat swoich dzieci, a to na temat warunków pracy, wysokości pensji, ponarzekają na szefa, itd., itd. I tak to było do tej pory - był repertuar tematów poruszanych w takich pogaduszkach między pracownikami, zwłaszcza, jak wyskakiwali na dwór na papierosa.
Teraz będzie inaczej? Nie będziemy ze sobą rozmawiać?
Dzisiaj, obawiam się, że coraz częstszym tematem rozmów między pracownikami będzie polityka. Stosunek do tych, którzy rządzą, stosunek do tego, co robią, do tego, co zrobili ci, którzy poprzednio rządzili. I to jest niezwykle groźne, ponieważ w każdym środowisku pracy będą zwolennicy różnych opcji politycznych. A ponieważ tak bardzo zostały podkręcone emocje związane z tym wymiarem politycznym, to, moim zdaniem, zaczną się rozpadać nie tylko przyjacielskie więzi, ale takie więzi znajomościowe. Kiedyś mogliśmy ze sobą pogadać, a teraz jeden na drugiego będzie spluwać, jak go zobaczy.

Mam wrażenie, że już trochę to widać. Wyczuwa się coraz większą agresję podczas takich rozmów o polityce, a ze znajomymi o innych, niż my poglądach w ogóle się o polityce nie rozmawia, albo bardzo pobieżnie, żeby przyjaźń po prostu zachować.
No tak, tylko coraz trudniej będzie uniknąć tego tematu. To będzie taki przymus wynikający z ogólnej atmosfery panującej w kraju. Z kolei, kiedy będziemy usilnie się kontrolować albo unikać tematów politycznych, to będziemy posądzeni o to, że jesteśmy zwolennikami opcji, której przeciwnikiem jest ten, w kogo towarzystwie się znajdujemy. Wie pani, ja już się w niektórych miejscach boję gęby otworzyć.

Przesadza Pan!
Ani trochę.

Nie był Pan zaskoczony tym, że zadowolone z życia lemingi wyszły na ulice? Nikt by się chyba po nich tego nie spodziewał.
Szczerze mówią, trochę się Jarosławowi podłożyli.

Podłożyli?
Tak.

A dlaczegóż to?
Wie pani, jak on to skomentuje? Że wyszła ta spasiona na krzywdzie większości elita, która nie chce żadnych zmian. Tak powie do swoich zwolenników.

Ale nie był Pan zdziwiony tą wielką obywatelską mobilizacją? Osobiście, nie przypuszczałam, że 50 tys. ludzi wyjdzie na ulice Warszawy.
Ja też nie oczekiwałem aż takiej mobilizacji 12 grudnia. Tydzień później pod Sejm przyszło mniej osób, ale to wciąż były tysiące. Ale to znowu jest woda na młyn Jarosława Kaczyńskiego. On powie: „Zobaczcie, zobaczcie, wyszli z ukrycia! Obrońcy starego porządku wyszli z ukrycia, bo czują ogień na ogonie”. On wprost powiedział przecież, że budujemy nową Polskę, w nowej Polsce muszą być nowe elity. Jakie jest jego przekaz? Na barkach robotników do III RP wjechała jakaś elita, wszystko jedno czy to byli członkowie Solidarności, czy to byli do końca członkowie PZPR, ale wjechali, utuczyli się na krzywdzie narodu i robili wszystko, żeby utrzymać tę swoją uprzywilejowaną pozycję. I wreszcie przyszedłem ja, Jarosław Kaczyński, próbowałem to zrobić wcześniej od 2005 do 2007, ale oni byli zbyt silni wówczas, mieli zbyt duże poparcie, ponieważ zbyt efektywnie otumanili większość polskiego społeczeństwa, ale teraz nie odpuszczę.

Panie profesorze, mam jednak wrażenie, że Jarosław Kaczyński i nowy rząd takiej manifestacji się nie spodziewali.
To prawda, ale oni w każdej chwili będą w stanie, przynajmniej, jeśli chodzi o liczbę osób spędzonych w jedno miejsce, przelicytować każdą opozycyjną manifestację. Każdą! I zresztą to pokazali w niedzielę 13 grudnia. Oni reprezentują tę wykorzystywaną przez 26 lat większość, wykorzystywaną na różne sposoby. Przez obcych obcych i obcych swoich, którzy są na usługach tych obcych obcych. Przecież Kaczyński wprost powiedział o przekupionych koniach trojańskich, którzy są tutaj w kraju.
Zastanawiam się, czy te nastroje da się jakoś ostudzić?
Nie jestem optymistą w tej sprawie. Oczywiście ta atmosfera politycznej konfrontacji ulicznej, siła emocji, którą widać i w zgromadzeniu tych obudzonych lemingów i w zgromadzeniu zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, więc ta temperatura emocji trochę opadnie, jak rządząca obecnie większość zamknie niektóre tematy. Definitywnie zamknie temat Trybunału Konstytucyjnego, bo w jakimś momencie zamknie, ku ogromnemu niezadowoleniu, być może nawet większości Polaków, ale zamknie. Zamknie temat służby cywilnej, kolejnych instytucji życia publicznego. Wówczas ci, którzy dzisiaj wychodzą na ulicę, żeby protestować przeciwko niszczeniu liberalnej demokracji uznają, że nie mają wystarczająco dużo siły i stracą nadzieję na to, że osiągną swój cel, a przynajmniej, że go osiągną w jakiejś sensownej czasowo perspektywie. Pani Agnieszka Holland podczas ostatniej manifestacji Komitetu Obrony Demokracji namawiała do długiego marszu, a ktoś tam zaczął krzyczeć: „Już, już, natychmiast!”, wtedy Agnieszka Holland stwierdziła, żeby wierzyć w krótką perspektywę naszych starań zwieńczonych sukcesem, ale nastawmy się także na tę długą. I moim zdaniem, ona ma racje. To będzie, może przy nieco mniej gorących emocjach, ale taka szarpanina i budowanie rowów między różnymi grupami społecznymi przez długi, długi czas. Nawet nie tylko przez rok 2016, ale przez ten czas, kiedy PiS będzie przy władzy. A zanosi się na to, że będzie długo.

Wydawało mi się, że jako społeczeństwo nie możemy być już bardziej podzieleni, a z tego, co Pan mówi wynika, że ten podział będzie jeszcze bardziej widoczny.
Ten podział będzie oczywiście jeszcze bardziej widoczny, jeśli te sprawdziany uliczne zaczną się nasilać, przecież telewizja będzie je pokazywać i ta świadomość będzie do wszystkich docierać. Tyle, że nie o widoczność tu chodzi, ale o nieodwracalność tego podziału. Taką nieodwracalność, że ja już z tym kolegą z pracy więcej na papierosa nie wyjdę.

No tak, ale do czego to doprowadzi? Bo czy PiS będzie rządzić, czy nie - te podziały przecież nie znikną.
Wie pani, wiele zmian, które wprowadzi PiS będzie można jednak odwrócić. Oczywiście łatwiej jest coś zburzyć, niż później odbudować, ale jeśli przyjdzie inna opcja polityczna z buławą marszałkowską i zacznie zaprowadzać swoje rządy, jeszcze wszystko zależy, jaka to będzie opcja, bo są dwie możliwości: Albo przyjdą jeszcze bardziej skrajni od tych, którzy są dzisiaj, a więc narodowcy, a oni pójdą jeszcze dalej, także w tym budowaniu coraz ostrzejszych podziałów, albo nastąpi odwilż, przyjdzie ktoś w rodzaju Gomułki i powie: „Likwidujemy stalinizm i przystępujemy do budowy nowego społeczeństwa”. Niestety, nawet wówczas, kiedy wróciłyby do władzy partie nastawione bardziej liberalnie i niepróbujące meblować życia osobistego Polakom, to pobudzi do krzyków, do marszów tę stronę, która dzisiaj jest u władzy. Więc będzie trwała taka niekończąca się opowieść o Polsce rozdzieranej konfliktami politycznymi.

I te podziały nigdy nie znikną? Rowy nie zostaną zakopane?
One się nigdy nie skończą, ale mogą zmienić charakter, może nam być łatwiej oddychać. Mogą zostać w pewnym momencie odpolityzowane, bo to co jest groźne dzisiaj to taka polityzacja Polaków. Taka polityzacja, której polega na tym, jak kto sobie ojczyznę definiuje, a nie jak sobie definiuje własne, osobiste życie. Ja bym już wolał konflikt między bogatymi a biednymi, naprawdę! Bo ten konflikt ma jakieś sensowne rozwiązanie: Należy uczynić wszystko, aby biedni się nieco wzbogacili, a bogaci troszkę zbiednieli i nie ma konfliktu. A wówczas, kiedy mówimy o tym, że my jesteśmy za suwerenną Polską, w której obcy nie mają kompletnie nic do powiedzenia, to po pierwsze - budujemy mury na zewnątrz, tracimy partnerów międzynarodowych, budujemy wiele pół konfliktów z sąsiadami, a po drugie - doprowadzamy do podziału w systemie wartości, którego to podziału zasypać się absolutnie nie da. Bo jeśli ktoś jest za in vitro, to będzie za in vitro do śmierci, a jeśli ktoś jest wrogiem in vitro, to pozostanie wrogiem in vitro niezależnie od tego, co by się działo. Na temat tych zasadniczych wartości dyskutować się być może da, ale nie da się znaleźć kompromisowego stanowiska. Na tym polega problem, jeśli chodzi o podziały w polskim społeczeństwie. Nie tylko zresztą PiS-owi zawdzięczamy ten pogłębiający się podział, bo on zaczął się rysować już po katastrofie smoleńskiej, gdy do świadomości Polaków dotarło, iż państwo mamy słabe i zaczęli szukać odpowiedzi na pytanie, jak to państwo można by było wzmocnić. Znaleźli odpowiedzi w podpowiedziach Prawa i Sprawiedliwości, ale na takim poziomie wartości, na jakim kompromisów nie ma. I to jest niebezpieczne, bo polskie społeczeństwo zawsze było podzielone, tylko to był taki podział niegroźny. Ludzie na różne tematy dyskutowali, różnili się, ale oponentów można było jakoś przekonać. Dzisiaj to jest taki podział aksjologiczny, dotyczy systemu wartości, tu porozumienia nie będzie.

To czego powinniśmy sobie życzyć w tym nowym roku?
Różnym ludziom różne życzenia należałoby składać, do tego doszło. Moja generalna rada jest taka- unikać w rozmowach tematów politycznych, niezależnie z kim rozmawiamy: Czy to z członkami własnej rodziny, czy ze współpracownikami, czy współpasażerami w autobusie, czy przedziale kolejowym. Nie warto tego robić dlatego, że jest w nas taka gotowość wybuchu emocjonalnego w tych sprawach. Być może jakoś to przyschnie, być może emocje opadną. Powinniśmy mieć w sobie taką miarę natężenia emocji na tle podziałów politycznych i jeśli one opadną możemy wrócić do rozmów na tematy polityczne gdziekolwiek, ale dopóki nie opadną, nie radzę tego robić! Bo może dojść do rękoczynów. Obserwuję niektórych moich kolegów, którzy są na granicy zdrowia psychicznego, jeśli wejść z nimi w rozmowę na tematy polityczne, naprawdę!

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Czapiński: Podział polityczny będzie się niebezpiecznie powiększał. Może dojść do rękoczynów - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 35

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
MBA

I to im szybciej tym lepiej, bo tym łagodniej to przebiegnie. 30-40% bogactwa światowego skupione jest w rękach 1% posiadaczy. Ponad połowa ludności świata nie ma niczego, niczego. Nie widzę przyczyny, dla której wielka część ludzkości żyje w biedzie, żeby pojedynczy szejkowie pławili się w złocie tylko dlatego, że akurat pod ich nogami jest ropa naftowa. Elementem globalizacji powinno być globalne opodatkowanie. Jeśli do wyrównania szans nie dojdzie dobrowolnie, to wcześniej czy później nastąpi dekapitacja, przy czym jesteśmy we wstępnej fazie przystepowanai do dekapitacji Europy. Rozwarstwienie w Polsce akurat następuje wspólnie z rozwarstwieniem globalnym. Uprzywilejowane europejskie elity (urodzeniem, nie przyrodzeniem) będą walczyć z próbami reform w Polsce (czy na Węgrzech, czy w Grecji, czy gdzie indziej) w ich własnym egoistycznym interesie, aby ta żagiew zmian do nich nie dotarła.

L
Leszek

Odnoszę wrażenie, że Pan Czapiński chciałby, aby doszło do rękoczynów. Co się więc stało z Pana 80% szczęśliwych Polaków wg diagnozy społecznej? Pan manipuluje na poziomie metodologii badań i w wypowiedziach publicznych...

G
Gość

DEcyDUJOM POdziaŁY SITF KOteRYJI I MATERYALLne POLACKIE roZOOwaRssTWIYNIE KALIGO IM MNIYJSZO I BOGATSZO ELYTA POLACTWA TYM BARDZI SSRO I POgaRDZO GORSZYMI I BIYDNYMI WYWYSZYNI PO HAMSSKU.BIADA JAK SIE Z AFY I GBURA POn ZROBI =NOWE ELYTY NA doroPOku.

D
DO

Jeżeli diagnoza Czapińskiego jest prawdziwa to najbardziej duszny okres w postkomunistycznej Polsce zafundowała nam PO - to za jej rządów doszło do politycznego zabójstwa członka opozycyjnej partii. To w tym okresie podsłuchiwano i aresztowano opozycyjnych dziennikarzy. Politycznie PiS w porównaniu do PO to jak dziewica i panienka spod latarni.

G
Gość

Jeżeli nie ma politycznego podziału, i nawet ostrego, wtedy nie ma żadnej opozycji bo jest tylko partyjniackie klakierstwo. I na powszechnej zasadzie: nieco słabszy klaszcze nieco silniejszemu, i wtedy jest ważnym i szczęśliwym. A jak nie ma żadnej opozycji, wtedy jest wyłącznie junta. I ten temat na Wisłą przerabiano przez okres aż 45 lat. Gdyż komuniści - raz ci ze wschodu raz ci z zachodu - chcieli mieć dla siebie ograniczonych niewolników i co za płacę w formie kartek, zamiast za właściwy złoty i dolar. Jednak ich typowani przez nich dyrektorzy, a wówczas wożeni po kraju w teczkach z jednego miejsca na drugie, tak fachowymi wyjątkowo byli, że oni ten piękny kraj nad Wisłą rozp... nie używam wulgaryzmów. I z tych właśnie powodów jest obecnie wzmożony jazgot na PiS, bo wielu z nich musi teraz zacząć pracować. Więc nie na modłę, i jak dotychczas, gadać w szekiełkach przez ćwierćwiecza i wg. ścisłego scenariusza prowadzącego czy najczęściej swojego partyjnego komitetu.
Notabene, PiS przymierza się do 100% reorganizacji TVP. I wie pan, Panie profesorze, co wówczas się zacznie... No, zestaw TVP gwiazdek i im potulnych adoratorów wyjdzie poza studio z chorągiewkami KOD-TVP, wzmocnieny przez notorycznego alimenciarza, upominając się o powrót do klimatyzowanego studia. Jednak zachodzi, profesorze, zasadne pytanie: dlaczego, te gwiazdki i ich potulni adoratorzy, czynili dotychczas partyjną informacyjną rozpustę, zamiast rzetelnych informacji? No i bardzo tym ciekawym, czy gwiazdki TVP i ich potulni adoratorzy znają już odpowiedź, i to zanim wyjdą poza studio z plakietką KOD-TVP. Reasumując, Panie profesorze, demokracja nad Wisłą toczy się w pełni i jeszcze na dodatek rozkręca się na wiele wyższy poziom, niż ten, który funkcjonował przez ostatnie 8 lat. Albowiem, PiS przecież nie zabrania starajkować, a nawet jest kontent. Gdyż reklamę ma za darmo i która bez łaski TVP gwiazdek i ich adoratorów.

M
Marcos

Czekamy ale jest nas więcej . Jeśli chcą wojny na ulicach to nie mają szans te mięczaki miękkimi organami robione

k
karlus

A to było tak:
- dziecko imigrantów włoskich o nazwisku Corfantii, ubzdurało sobie, że jest Polakiem wykształconym w Prusach i przy pomocy Polskich "zielonych ludzików" napadnie zbrojnie sąsiednie państwo niemieckie, celem oderwania Śląska i przyłączenia go do - biednej jak mysz kościelna - Polski!
Dlatego też zlecił bandytom polskim; niejakiemu Myrcikowi i Jędrzejowi zamordowanie obrońcy Śląska - Teofila Kupki. Bandyci polscy ochoczo przystąpili do działania i na oczach żony oraz dzieci - zamordowali Teofila Kupkę. Parę tygodni później Adalbert Corfantii przejął po zamordowanym Terofilu jego drukarnię. Bandyci natomiast wyrzucili żonę Teofila i jego dzieci z domu...
Za te bohaterskie czyny ówczesny wojewoda Śląski Kurzydło-Grażyński nie wpuścił polskiego bohatera Corfantii na pogrzeb jego syna, a parę lat później go aresztował i zamknął na Pawiaku trując go tam ostatecznie arszenikiem!
Za pogrzeb "bohatera" Corfantiego - państwo polskie do dzisiaj nie zapłaciło, co nie przeszkadza państwu polskiemu stawiać Corfantiemu pomniki i jego nazwiskiem nazywać szkoły, ulice, place, ronda, alejki, i skrzyżowania...
Tak kończą sympatycy polskich partii i samozwańczych marszałków!
Co o Polsce powiedział Adalbert Corfantii gdy umierał, poszukaj u wujka Google...

z
zenek

Byłeś w ZOMO,byłeś w ORMO teraz jesteś za platformą, świadczy o tobie twój plugawy pysk.

b
bv

Przecież w Łodzi już jakiś sympatyk Platformy w biurze PiS-u zastrzelił człowieka

k
karlus

A ty kim jesteś, polaczku bez imienia i nazwiska?
Zazdrościsz polaczku-antysemito, że nie załapałeś się na Jedwabne?
Trzeba się było uczyć! A tak przesrałeś swoja młodość w kołchozie za Brynicą, pasąc krowy jak Janko muzykant...
Tylko złodziej i menda widzi w uczciwym człowieku złodzieja!
Powiedz nam, kto ukradł w Niemczech busa pełnego trupów? Nie aby polaczki?

k
karlus

Francik! Jak kajś mendę piaskową ze cielmicczyzny spotkam, to mu rzekna, co bydziesz go futrowoł i masz dla niego zintola!

A jak chcesz go głaskać, to kup se Schlagsahne i posuj nią kolana, a on już stanie na wysokości zadania...

o
olo

tabletki na uspokojenie , tabletki na prawidłową pracę szarych komórek oraz ręce do kieszenie i wszystko będzie OK.

B
Boni

i nie wróci więcej..., a profesorek muchomorek?

p
przez 8 lat rządów PO

robił za najwyższy autorytet i wyrocznię. To nie uprawnia go do szczucia Polaków na siebie nadal.
Czerska i okolica straszą, że nam zrobią Majdan. Ciekawe, kto pójdzie na barykady? Ten komuszy geriatryk? Srednia wieku "wojska" Gazety Wyborczej na spędach Kijowskiego to 70+. Proszą o obca pomoc, stąd ataki z Beneluxu :)

F
Francik Buła

Ja nawet szlezjodojcza bym do piersi przytulił, dał 10 złotych na bułki i mleko i po głowie pogłaskał.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3