Prof. Krasnodębski: Część politycznych celebrytów zupełnie rozmija się z nastrojami w UE

Lidia Lemaniak
Grzegorz Dembinski
– Ostatnie popisy, często o charakterze kabaretowym, pokazują, że z kondycją umysłową naszej opozycji nadal jest bardzo źle. Oni zawsze strzelali z największych armat, twierdząc, że w Polsce jest „dyktatura”, a Polska to „druga Białoruś” i kreując się na obrońców praw człowieka, więc teraz muszą brnąć w tę zupełnie absurdalną narrację, atakując polskich żołnierzy i funkcjonariuszy straży granicznej – mówi prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

W ostatnim czasie na granicach Białorusi z Unią Europejską gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, imigranci koczują też po białoruskiej stronie granicy z Polską. Co ma na celu ta akcja Łukaszenki?

Myślę, że Łukaszenka nauczył się od swoich kolegów-autokratów i wie, że można używać imigrantów do wywierania presji i prowadzenia działań wrogich wobec krajów Unii Europejskiej, bo to jest jej słaby punkt. W związku z tym, mszcząc się za protesty swoich własnych obywateli i za pomoc, która została im udzielona, postanowił pokazać swoją „siłę” w ten sposób.

Czy to, co się dzieje na granicach Białorusi z Unią Europejską, może być też inspirowane przez Putina? I takie opinie słyszymy coraz częściej.

Można w pełni zasadnie przypuszczać, że jest to uzgodnione z Kremlem. Przypomnę tylko, że kilka lat temu miały miejsce podobne akcje, np. Turcja stosowała podobne metody wobec Grecji, czyli przypuszczała tam imigrantów. Prezydent Turcji używa tego środka nacisku na UE. Dzisiaj imigrantów traktuje się jako pewien rodzaj broni. W ostatnim czasie nakłada się na siebie kilka negatywnych tendencji geopolitycznych, które zachęcają takie kraje jak Rosja do zaczepnych działań. Dlatego wydaje się, że to jest element strategii rosyjskiej, której – co byśmy nie myśleli – Białoruś jest satelitą. Świadczy też o tym oświadczenie rzeczniczki rosyjskiego MSZ.

Mamy już bardzo wiele sankcji nałożonych na Białoruś przez Unię Europejską. Kilka dni temu o kolejnych potencjalnych sankcjach na ten kraj mówił rzecznik Komisji Europejskiej. T to skuteczna broń w walce z reżimem Łukaszenki?

Oprócz zachęt w postaci współpracy ekonomicznej i gospodarczej, Unia Europejska nie dysponuje żadnymi innymi środkami. Dotychczasowe sankcje były krytykowane i uważane za mało skuteczne, a także nie dotykające tych osób, które powinny, sprawujących władzę i stosujących represję na społeczeństwie białoruskim. Wydaje mi się więc, że zaostrzenie sankcji UE na Białoruś byłoby korzystne. Inna sprawa, czy do tego dojdzie, bo wydaje mi się, że z niektórych stolic europejskich pod adresem Rosji – a w związku z tym i Białorusi – płyną sygnały raczej pojednawcze. Obserwowałem reakcję mediów niemieckich na konferencję dotyczącą Krymu, na której nie było wysokich przedstawicieli tego kraju. Ostatnie wizyty kanclerz Niemiec Angeli Merkel, zarówno w Moskwie, jak i Kijowie, pokazują, że chęć dogadywania się z Rosją jest coraz większa. Do samo dotyczy Francji, która od dawna jest krajem dość przyjaźnie nastawionym do Rosji.

Asta Skaisgiryte, doradczyni prezydenta Litwy Gitanasa Nausedy poinformowała, że Łotwa i Estonia za przykładem Polski i Litwy rozważają budowę fizycznej bariery na swoich granicach. Dodała, że kraje wspólnie poszukuje się możliwości pozyskania na ten cel funduszy UE. Czy Pana zdaniem pozyskanie unijnych funduszy na ten cel jest w ogóle możliwe?

Moim zdaniem jest to możliwe, ponieważ od czasu kryzysu migracyjnego w 2015 roku, zmieniło się nastawienie Komisji Europejskiej. Już nawet, niemalże we wszystkich przemówieniach, Ursula von der Leyen, zwraca uwagę na wzmocnienie ochrony granic zewnętrznych UE. Pamiętamy ówczesne wypowiedzi Angeli Merkel, że granic UE nie można chronić i nie da się tego zrobić. Wtedy stosowano szantaż moralny w stosunku do tych wszystkich, którzy uważali, że trzeba zachować względy bezpieczeństwa i stosować prawo. Temu szantażowi uległa znaczna część zarówno polityków europejskich, jak i społeczeństw europejskich. Dzisiaj się to zmieniło. Stąd też te liczne oświadczenia, że „rok 2015 nie może się powtórzyć”, że trzeba ograniczyć imigrację do Europy. Pozytywnym sygnałem jest na pewno to, że dotąd UE zawierała głos wspierający Polskę w sprawie wysiłków wzmocnienia granicy z Białorusią. A także to, że również wielu europejskich polityków mówiło, że „rok 2015 nie może się powtórzyć”. Czegoś się wiec nauczyli. Na pewno więc jest możliwe, aby UE również finansowo pomogła we wzmocnieniu fizycznej bariery na swoich granicach krajom bałtyckim.

Na Łotwie i na Litwie opozycja ws. imigrantów na granicy z Białorusią mówiła jednym głosem. Dlaczego w Polsce część opozycji tego nie potrafi?

Część naszych politycznych celebrytów, która w sposób zupełnie irracjonalny angażuje się w tę kwestię, zupełnie rozmija się z nastrojami w UE. Myślę, że ta część opozycji, a w zasadzie jest to jej większość, nigdy nie wykazywała się rozumieniem polskiej racji stanu. Dotyczy to również działań na forum UE, wzywania do ingerencji w sprawy wewnętrzne Polski. Nasza opozycja definiująca się jako „światła”, „proeuropejska”, „humanitarna”, chciała więc znów zabłysnąć swoją europejskością, co jednak rozmija się z obecnymi nastrojami w UE dotyczącymi sprawy imigrantów. Ostatnie popisy, często o charakterze kabaretowym, pokazują, że z kondycją umysłową naszej opozycji nadal jest bardzo źle. Oni zawsze strzelali z największych armat, twierdząc, że w Polsce jest „dyktatura”, a Polska to „druga Białoruś” i kreując się na obrońców praw człowieka, więc teraz muszą brnąć w tę zupełnie absurdalną narrację, atakując polskich żołnierzy i funkcjonariuszy straży granicznej. Kreowany czy też kreujący się na przywódcę całej opozycji Donald Tusk jest na tyle konformistą i jest na tyle zorientowany, że UE nie popiera już tego typu działań, że nie pojawił się na granicy i odwołał stamtąd swych sprzymierzeńców politycznych.

Wczoraj zamieścił Pan na swoim profilu na Twitterze informację z niemieckiego radia. Opatrzył Pan ją komentarzem, że zawiera ona dwa kłamstwa: „że grupa osób, które chcą się dostać do Polski to Afgańczycy i że znajdują się one już na terytorium Polski”. Dodał Pan, że nie sądzi, żeby te kłamstwa były przypadkowe. Co miał Pan na myśli?

Od dawna uważam, że znaczna część akcji przeciwko Polsce, która dotyczy naszych spraw wewnętrznych, np. reformy sądownictwa, rzekomego „autorytaryzmu”, który panuje w Polsce od 6 lat, musi być inspirowana również przez Rosję. Są oczywiście siły polityczne w Europie, które sieją i siałyby tę antypolską propagandę same z siebie, kierując interesami swoich krajów czy swoją ideologię. Ale mamy to pewien rodzaj sojuszu – Rosja, rosyjskie wpływy i rosyjskie pieniądze – wzmacniają te antypolskie działania. Dla mnie jest to szokujące, kiedy słyszę informacje i komentarze w niemieckim radiu publicznym, które de facto wspierają narrację Łukaszenki i Putina. Dzisiaj ta audycja, o którą Pani pyta, została jeszcze raz powtórzona z mocniejszym komentarzem. Rzekomo pokazuje się w tej audycji dwie strony, bo jest i wypowiedź rzeczniczki naszej Straży Granicznej, jest też wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby pokazać tę „złą Polskę”. Starannie dozowane kłamstwa w pozornie obiektywnej informacji tym skuteczniej kształtują opinię radiosłuchacza. Takie działanie medialne potwierdzają także sens używania imigrantów jako środka nacisku i same stanowią część tego, rzeczywiście można nazwać wojną hybrydową. Jeśli niemieccy dziennikarze się tak usłużnie wpisują w narrację Mińska i Moskwy, to nie jest to przypadkowe. To po raz kolejny pokazuje, jak silne – choć często ukryte - są wpływy rosyjskie w całej Europie. Dopóki chodziło o Litwę stanowisko polityków europejskich było racjonalne. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Ale obawiam się, że może się to zmienić i chodzi o to, żeby podgrzać nastroje przeciwko Polsce. Na szczęście politycy niemieccy zdają sobie sprawę z tego, że gdyby Polska otworzyła granicę, to strumień imigrantów znowu popłynie do Niemiec, bo imigranci się na pewno nie zatrzymają w naszym kraju. Także ci politycy, którzy zazwyczaj bardzo chętnie krytykują Polskę, teraz zachowują się godną pochwały powściągliwością.

Wkrótce ruszą zapisy na szczepienie trzecią dawką

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Krasnodębski: Część politycznych celebrytów zupełnie rozmija się z nastrojami w UE - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie