Prokurator: Były poseł PiS Tomasz G. skrzywdził niewinne osoby

Łukasz Cieśla
Były polityk PiS w środę odmówił składania wyjaśnień, nie chciał odpowiadać na pytania
Były polityk PiS w środę odmówił składania wyjaśnień, nie chciał odpowiadać na pytania Łukasz Gdak
W środę w poznańskim sądzie rozpoczął się proces Tomasza G., byłego posła PiS. Jest oskarżony o wyłudzanie kredytów w latach 90. na 87,9 tys. zł. Obecna na sali prokurator Katarzyna Podolak domagała się, by sąd nakazał Tomaszowi G. obowiązkową obecność na kolejnych rozprawach. - Niech osoby, na które zaciągał kredyty bez ich wiedzy, mają chociaż tę satysfakcję, że po latach spojrzą oskarżonemu w oczy – uzasadniała swój wniosek prokurator Podolak.

Środowa rozprawa nie trwała długo. Były polityk PiS odmówił składania wyjaśnień, nie chciał odpowiadać na pytania. Stwierdził, że zarzuty zrozumiał, ale się do nich nie przyznaje. Czuje się niewinny i liczy na szczęśliwe zakończenie. Dodał, że więcej może powie na dalszym etapie procesu.

Prokurator Katarzyna Podolak złożyła wniosek o obowiązkową obecność Tomasza G. na kolejnych rozprawach. - Jest wiele osób, które czują się pokrzywdzone jego działaniami, choć formalnie nie zostały uznane za pokrzywdzonych. Tomasz G. wykorzystywał te osoby, ich niską wiedzę i złą sytuację materialną. Bez ich wiedzy zaciągał na nie kredyty, których ci ludzie nie brali, ale musieli je potem spłacać. Teraz te osoby, po około 20 latach, powinny mieć chociaż tę satysfakcję, że spojrzą oskarżonemu w oczy – mówiła pani prokurator.

Zdaniem śledczych jeden z mechanizmów działania Tomasza G. był następujący. Gdy niezamożni klienci pojawiali się w sklepach meblowych jego rodziny, brano od nich dokumenty w celu weryfikacji zdolności kredytowej. - Potem tym osobom mówiono, że nie mają zdolności kredytowej i nie mogą kupić mebli. I już bez ich wiedzy sporządzano dokumentację na fikcyjny zakup mebli, by wyłudzić pieniądze z firm zajmujących się sprzedażą ratalną. Ostatecznie to te nieświadome osoby były wzywane do spłacania nieswoich rat. Protestowały, ale niektóre z nich spłaciły nieswoje zobowiązania – opowiadała prokurator Podolak.

Drugą grupę klientów stanowiły osoby, które, jak podaje prokuratura, były świadome procederu. - Przekazały w sklepach swoje dane, wiedząc, jaki jest cel. Rodzina G. zapewniała, że to ona będzie spłacać późniejsze raty. Dlaczego rodzina prowadziła taką działalność? Proszą zapytać o to państwa G. - mówiła Katarzyna Podolak.
Adwokat Michał Pankowski, który broni Tomasza G., sprzeciwił się, by jego klient był zobligowany do obecności na każdej rozprawie. - On nie ma niczego do ukrycia, chce aktywnie uczestniczyć w procesie. To jednak nie znaczy, że powinien być zmuszany do uczestnictwa w każdej, zapewne wielogodzinnej rozprawie – stwierdził adw. Pankowski.

Sędzia Krzysztof Mikołajczak po chwili ogłosił, że Tomasz G. ma obowiązkowo pojawiać się na kolejnych rozprawach. Nie chodzi jednak o satysfakcję „klientów” lecz o skonfrontowanie rozbieżnych wersji wydarzeń. Tomasz G. twierdzi, że jest niewinny. Tymczasem wielu świadków obciążyło go w swoich zeznaniach.

W środę sąd odczytał wyjaśnienia Tomasza G., które złożył w zeszłym roku, tuż przed zamknięciem śledztwa. Tłumaczył w nich, że sporządzał dokumentację na ratalną sprzedaż mebli np. w oparciu o notatki kierowców dowożących towar do klientów. Zaprzeczał, by wiedział, że meble do kogoś nie dojechały.

Prokuratura nie wierzy w jego zapewnienia. Postawiła mu 18 zarzutów związanych z oszustwami, wyłudzeniami i fałszowaniem dokumentów. Wśród „klientów”, którzy rzekomo nabywali meble na raty, była osoba bezdomna, bezrobotna, kobieta z zaburzeniami psychicznymi, rodzina mająca kłopoty z alkoholem.

Zobacz też: 79-letni "chemik" produkował amfetaminę

Głównym pokrzywdzonym jest firma AIG Credit (dawniej CLA). W przeszłości jej były windykator Marian K., od kilku lat nieżyjący, dostarczył śledczym ważne nagranie. Słychać na nim rozmowę windykatora z Tomaszem G. Z dialogu, jak podkreśla prokuratura, jasno wynika, że Tomasz G. miał pełną świadomość, jak wyglądała podejrzana działalność sklepów meblowych.
W innym wątku śledztwa prokuratura badała działalność ojca i brata Tomasza G. Ich sprawę musiała jednak umorzyć z uwagi na przedawnienie karalności czynów. Wątki Tomasza G. się nie przedawniły. Gdy prokuratura chciała mu stawiać zarzuty za działalność z lat 1996-1999, ówczesny poseł PiS zasłonił się immunitetem. Sejm w 2011 roku nie zgodził się na jego uchylenie. PiS, wiedząc o jego kłopotach z prawem, wystawiło go w kolejnych wyborach.

W 2012 roku Tomasz G. odszedł z PiS. Szukał miejsca w PO, pojawił się na spotkaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale Platforma go nie przyjęła. Na listy przyjął go komitet Korwin. Gdy komitet nie przekroczył progu wyborczego w 2015 roku, Tomasz G. stracił immunitet. Poznańska Prokuratura Okręgowa mogła wrócić do śledztwa, które zostało wszczęte po artykule „Głosu Wielkopolskiego” w 2006 roku.

Choć Tomasz G. był poznańskim radnym i posłem przez 10 lat, nie chce, by w kontekście sprawy karnej podawać jego dane osobowe. Tłumaczy, że nie jest już osobą publiczną i nie potrzebuje takiego rozgłosu. Obecnie pracuje jako kanclerz w jednej z poznańskich uczelni wyższych. W środę w sądzie mówił, że nie chce, by w mediach podawano nazwę tej uczelni.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pelagia

Kiedyś, to były przekręty. W aferze Biura Prawnego "MAAD" zostało okradzionych prawie 1000 osób na ok. 100 mld ówczesnych złotych. Ale wtedy prokuratura z sędzią stanęła na wysokości zadania i nie miała ochoty doprowadzić do ujawnienia całej szajki szubrawców oraz co najważniejsze ustalić i odzyskać utracone pieniądze. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia. Wtedy była to prawdziwa gangsterka.

G
Gość

Szukał miejsca w PO, pojawił się na spotkaniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale Platforma go nie przyjęła. Na listy przyjął go komitet Korwin. Gdy komitet nie przekroczył progu wyborczego w 2015 roku, Tomasz G. stracił immunitet. Poznańska Prokuratura Okręgowa mogła wrócić do śledztwa, które zostało wszczęte po artykule „Głosu Wielkopolskiego” w 2006 roku".

c
czytajacy

ja pie.. tego wogole nie idzie czytac ? na ch...j te artykuly piszecie zeby wjeb.. milion reklam ????

D
Dudu

:)

Dodaj ogłoszenie