Przez Joannę B. stracili oszczędności całego życia i zadłużali się

Barbara Sadłowska
archiwum
W piątek Joanna B., oskarżona o wyłudzenie pieniędzy od wielu osób, bez emocji słuchała zeznań świadków, których oszukała...

W tym roku Joanna B. kończy 43 lata. Akt oskarżenia przeciwko niej wpłynął do poznańskiego Sądu Okręgowego w 2014 roku. Prokurator zarzucił mieszkance Stęszewa, że w latach 2003-2013 wyłudziła pieniądze od wielu mieszkańców Wielkopolski. Niewykluczone, że może nawet kilka milionów, ponieważ nie wszyscy poszkodowani się zgłosili.

Proces Joanny B. rozpoczął się dopiero w tym roku. Początkowo sąd czekał, aż kobieta urodzi szóste dziecko... Potem Joanna B. ukrywała się - tak skutecznie, że konieczny okazał się areszt.

Od początku kobieta nie przyznawała się do winy. Mówiła, że jeżeli pożyczyła od kogoś pieniądze, to je oddawała.

- W 2003 roku przyszli do mnie dwaj panowie i pani. Niby prawnicy. Wiedzieli o nas wszystko. Mieli nawet zdjęcia z mojego ślubu - powiedziała Joanna B. podczas pierwszego przesłuchania. Mówiła, że wtedy dowiedziała się o spadku po dziadku, który mieszkał we Włoszech.

- Zostałem po prostu oszukany - powiedział podczas wczorajszej rozprawy jeden ze świadków. - Co tam będę mówił - przelałem na jej konto sto tysięcy złotych. Odzyskałem 15 tysięcy.

Świadek przyznał, że oszustka robiła wrażenie osoby majętnej. Tak naprawdę - „żyła ponad stan”. Joanna B. powiedziała mu, że odziedziczyła potężny spadek po dziadku. Twierdziła, że sama ma już dosyć, zabezpieczyła też dzieci i po co państwo ma zabrać resztę? Trzeba było tylko zapłacić podatek od spadku. Świadek chciał pomóc synowi i przelewał kolejne kwoty na konto wskazane przez Joannę B. , która straszyła go, że jeżeli nie wpłaci pieniędzy do określonego dnia, wszystko przepadnie. W ten sposób stracił wszystkie oszczędności i musiał się zadłużyć...

Joanna B. nie oszczędzała nikogo. Ani znajomych i ich rodzin, ani współpracowników.

- Była towarzyska, sympatyczna, dała się lubić - mówił kolejny świadek. Był u Joanny B. w domu w Stęszewie. Też „sprzedała” mu historyjkę o spadku i konieczności opłacenia podatku. Miał wpłacić tylko 1300 złotych, za co obiecywała mu 150 tysięcy. Skończyło się na przeszło 60 tysiącach, utracie oszczędności i długach.

- Pracowałam z oskarżoną w jednej firmie - zeznał inny świadek. - Od każdego pracownika na jakiś sposób próbowała wyłudzić pieniądze, na przykład na wycieczkę. Mnie wzięła na sprawę spadkową. Mówiła, że dziadek nakazał jej w testamencie, aby pomogła też innym. Nie daję się łatwo zmanipulować, ale ona była tak otwarta...

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Leszcze są po to, aby ich dymać!! Bardzo dobrze zrobiła, że wydymała tych idiotów. Nie powinna oddać ani grosza. Wyjdzie po roku, za dobre sprawowanie i pobaluje sobie!

g
głupota nie wybiera

W katolickim kraju wiara jest kwintesencją wszystkiego

Dodaj ogłoszenie