Puszczykowo: Bunkier z zimnej wojny. Co kryje? [ZDJĘCIA]

Andrzej Janas
W bunkrze 60 osób mogło przeżyć trzy miesiące. Dziś ten schron to kłopot miasta
W bunkrze 60 osób mogło przeżyć trzy miesiące. Dziś ten schron to kłopot miasta Fot. Andrzej Janas
Udostępnij:
Na temat podziemnego bunkra w Puszczykowie opowiadano legendy. Mówiono o wyrzutniach rakiet, tajnej bazie. Obecnie zdewastowany schron to kłopot dla miasta. Zajrzeliśmy do środka, by sprawdzić, co kryje zimnowojenna pamiątka.

Jest koniec lat pięćdziesiątych, szczytowy okres zimnej wojny. Nikt nie ma wątpliwości, że Poznań jest potencjalnym celem atomowego ataku ze strony NATO. Jest tu przecież lotnisko, ważny węzeł komunikacyjny, a Cegielski produkuje nieomal wyłącznie na potrzeby wojska. Wojewódzkie władze partii potrzebują bunkra, z którego mogłyby kierować obroną kraju po wybuchu nuklearnego konfliktu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Poznań: Na Golęcinie odkopali pruski schron
Znaleziono schron przeciwatomowy z zimnej wojny

Wybór pada na Puszczykowo. Przez dwa lata wojsko w wielkiej tajemnicy buduje schron w starej części Puszczykowa (obecnie jest to ulica Przecznica). Teren położony na uboczu, dość głęboko w lesie.

Aby jeszcze bardziej ukryć podziemny bunkier, na jego dachu wybudowano dom, w którym zamieszkał wraz z rodziną Aleksander Topolanek, cywilny pracownik KBW.

Drzwi do tego reliktu zimnej wojny otwiera nam Remigiusz Motycki, pracownik Urzędu Miasta, który jako dziecko bawił się z dziećmi A. Topolanka.

- Często pytaliśmy ich, czy to prawda, że gdzieś w pobliżu jest ukryty bunkier - wspomina R. Motycki. - Nigdy nie odpowiadali na takie pytania.

Schron ma powierzchnie ponad 400 metrów kwadratowych, powierzchni, i kilkadziesiąt pomieszczeń. Część sekcji oddzielają od reszty stalowe , hermetyczne drzwi. Bunkier miał wytrzymać nie tylko uderzeni atomowe, ale także chemiczne i biologiczne. Podobno 60 osób mogło przeżyć w nim trzy miesiące. Byli samowystarczalni, prąd, ciepło i wentylacje zapewniały dwa agregaty, mieli też własne źródło wody i oczywiście odpowiedni zapas żywności.

Dzisiaj trzeba sporo wyobraźni, by cofnąć się w lata sześćdziesiąte. Większość pomieszczeń jest pusta, a wyposażenie albo zniknęła, albo została zdewastowana. Jednak atmosfera zimnowojenna jest wyczuwalna. W kilku pomieszczeniach są zastawione trzypiętrowymi metalowymi łóżkami.

Nieźle prezentuje się sala w której niegdyś procował zapasowy generator (główny był ustawiony w osobnym budynku). Można tez wyobrazić sobie, jak kontrolowano zamykanie poszczególnych sekcji bunkra, bo tablica kontrolna z dziesiątkami lampek zachowała się w dość dobrym stanie.

Istotne dla przeżycia mieszkańców bunkra były też inne pomieszczenia, magazyny paliwa, wody, sprężonego powietrza. Łączność była najważniejsza, wszak z tego bunkra miały płynąć rozkazy dla walczących wojsk. Dzisiaj podniszczony panel łączności z dziesiątkami wtyczek i lampek prezentuje się dość archaicznie, ale ponoć kiedyś zapewniał połączenia ze wszystkimi podobnymi punktami dowodzenia w całym kraju.

Schron na szczęście nigdy nie został wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem, rzadko też był wizytowany przez wojskowych, choć ci pamiętali o obiekcie, bo na początku lat 70-tych został zmodernizowany, wymieniono no m.in. agregat prądotwórczy. Nadal jednak niewielu mieszkańców Puszczykowa wiedziało co kryje się pod domem Topolanków.

- Pracuje w Urzędzie Miasta od 1988 roku - mówi Barbara Mulczyńska. - Nikt z urzędu nie miał tam wstępu ani wiedzy, co tam się znajduje. Krążyły tylko plotki o podziemnych wyrzutniach rakietowych .
Na początku lat 90-tych wojsko przestało interesować się schronem, konsekwencją była postępująca dewastacja, kradzież części metalowych, wszystkiego co można było sprzedać. Wreszcie w 2005 roku wojewoda oficjalnie przekazał obiekt miastu.

Dom wyremontowano i obecnie znajduje się tam 5 mieszkań komunalnych. A schron? Jak na razie nie ma pomysłu jak go zagospodarować.

- Z jednej strony jest to obiekt ciekawy z historycznego punktu widzenia, z drugiej trudny do zagospodarowania - mówi Andrzej Balcerek, burmistrz Puszczykowa. - Cały czas czekamy na jakieś propozycje, czy pomysły. Na pewno byłaby to jakaś atrakcja turystyczna, ale wymagałoby to sporych nakładów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bunkierwerke gmbh
Pomyśl o odprowadzeniu ciepła z serwerów.
g
gość
Świetne miejsce na serwerownie
P
P.s
Moze byc nawet atrakcja turystyczna.
W
Witek
Proponuję zostawić bez opieki, złomiarze wezmą co się nada do sprzedaży, później może bezdomni skorzystają, dzieci się pobawią, a jak stanie się jakieś nieszczęście (np. ktoś zginie bo gdzieś wpadnie albo się schron zawali), to się zrobi akcję i wyburzy lub zasypie. Może nawet premier ogłosi, że trzeba zasypać wszystkie schrony w Polsce, a każdy Polak musi mieć w domu łopatę i kask.
o
obserwator
To takie nasze! Najpierw pozwala się na kradzieże i dewastację a po później myśli się ile trzeba dołożyć by to co pozostało rozsądnie zagospodarować. Dziwne jest tylko, że stało się to w polskiej stolicy gospodarności!
Więcej informacji na stronie głównej Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie