Recenzja: Nie trzeba się bać Wirginii Woolf w Gnieźnie [ZDJĘCIA]

Stefan Drajewski
"Kto się boi Wirginii Woolf?" w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie Bartłomiej Sowa
W salonie profesora na amerykańskim uniwersytecie można by się spodziewać książek. Tymczasem ściany obstawione są regałami, na których stoją puste butelki po wypitym alkoholu.

Ta scenografia Łukasza Błażejewskiego jest intrygująca a zarazem bardzo funkcjonalna. Intrygująca, bo może być kluczem do czytania dramatu Edwarda Albee’go „Kto się boi Wirginii Woolf?”. Jesteśmy tyle warci, ile wypiliśmy alkoholu. W tej sztuce wszyscy ostro piją. Skarbie (Martyna Rozwadowska) niemalże nie dorywa ust od butelki brandy.

Akcja dramatu rozgrywa się na amerykańskim uniwersytecie. George (profesor nieudacznik) i Martha (córka wszechwładnego rektora) zaprosili po przyjęciu oficjalnym młode małżeństwo biologa Nicka (Maciej Hązła) i Skarbie (jego żonę) do domu. Zanim młodzi się pojawią, Martha (Małgorzta Łodej-Stachoiwiak) i George (Bogdan Ferenc) zdążą wszcząć awanturę. Tę kłótnie słyszą pod drzwiami nadchodzący goście.

Od początku atmosfera dramatu jest gęsta. Martha i George mają około pięćdziesiątki i świadomość, że przegrali swoje życie. W zasadzie każdy żyje w swoim świecie, a kiedy te światy się spotkają w „butelkowym” salonie, zaczyna iskrzyć… Odżywają zadawnione pretensje, skrywane pod damską konwenansu żale, złości, frustracje. Z drugiej strony, są na siebie skazani. Są sobie potrzebni. Ale małżeństwo ze stażem traktuje też życie jako rodzaj zabawy, dodajmy - wyniszczającej ich wzajemnie. Jako motyw tej małżeńskiej gry przewija się piosenka ze słowami „Kto się boi Wirginii Woolf, Wirginii Woolf, Wirginii Woolf?”. W finale Martha przyzna się, że ona się jej boi. Ale czy na pewno boi się pisarki i losu jej bohaterek, czy może wilka, którym jest na przykład alkohol lub nienawistne jej otocznie?

Spektakl gnieźnieński z czarnej komedii zamienia się w psychodramę, w której w doświadczone małżeństwo i ledwo co zawarte, próbują załatwić swoje problemy. Alkohol rozwiązuje nie tylko języki, ale zwalnia wszelkie hamulce. Każdy chwyt jest dozwolony i usprawiedliwiony, aby zranić partnera czy drugiego – obcego - człowieka.

Siłą spektaklu wyreżyserowanego przez Marię Spiss dramatu jest aktorstwo. Małgorzata Łodej-Stachowiak dostała rolę stworzoną dla niej. Gra bebechowato i sensualnie zarazem. Jest krzykliwa i wredna, ale co jakiś czas pokazuje twarz, jaką pamiętam sprzed wielu lat, kiedy grała Ewę” w „Dziadach”, bezbronną, zagubioną…, potrzebująca poczucia bezpieczeństwa.

Teatr im. Aleksandra Fredry: Edward Albee, „Kto się boi Wirginii Woolf?”, przekład Jacek Poniedziałek, reżyseria Maria Spiss, scenografia Łukasz Błażejewski, muzyka Sławomir Kupczak, Gniezno, 7 czerwca 2014.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
z boku

Metoda p.Drajewskiego - jak nie chcę napisać dobrze lub źle, to opisuję treść i scenografię albo kostiumy.