Recenzja spektaklu "Demetrio" w Teatrze Wielkim: Operowa racja stanu

Andrzej Chylewski
Monika Mych i Piotr Friebe w spektaklu "Demetrio"
Monika Mych i Piotr Friebe w spektaklu "Demetrio" Marek Grotowski
Johannes Simon Mayr (1763-1845 r.) nie jest raczej znany melomanom, nie jest znany operomanom. Podobnie rzecz ma się z Demetrio. A przecież dla muzykologów Mayr to autor z górą 600 dzieł, w tym około 70 oper - postać, której dorobek stanowi kwintesencję przejścia od zdobyczy szkoły neapolitańskiej (wiek XVIII) do muzyki już romantycznej pokolenia twórców tej miary, co Rossini, Bellini i Donizetti.

Postać Demetria natomiast wzbudziła zainteresowanie wielu dziesiątków kompozytorów w czasach li tylko samego Mayra.
Realizatorzy polskiej premiery stanęli więc przed bardzo skomplikowanym zadaniem uprzystępnienia współczesnym odbiorcom wielominutowych wątpliwości królowej Cleonice, czy wybrać racje stanu, interesy Seleucji, czy raczej własne namiętności, czyli miłość do Alceste, który jak się okaże w poincie, jest w rzeczywistości tytułowym Demetrio, następcą tronu.

CZYTAJ TEŻ:
Kultura w Głosie Wielkopolskim
Teatr Wielki Demetrio: Męski tytuł, ale bohaterką jest kobieta
Powrót Cole Portera - recenzja spektaklu Kiss me Kate w Teatrze Muzycznym

Podstawową trudność realizatorów stanowi warstwa muzyczna, pozornie bardzo klasyczna, by nie rzec eklektyczna, ale, zwłaszcza w pierwszym akcie, zdecydowanie pozbawiona ekspresyjnych punktów kulminacyjnych. Bo wszelkie kunsztowne niuanse konstrukcyjne partytury giną niestety za sprawą niezbyt finezyjnej dyspozycji orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu (kierownictwo muzyczne Facundo Agudina).

Spore cięcia w tejże partyturze (choćby w porównaniu z wersją szwajcarską poznańskiego spektaklu) poczynione przez reżyserkę Natalię Babińską i dyrygenta dają jednak możliwości bardzo dobrego zaprezentowania się kameralnej (sześć postaci!) obsady solistów. Ich postawa sprawia dużą satysfakcję, zwłaszcza kreującej postać tytułową pół Francuzki - pół Hiszpanki Amayi Dominguez oraz Moniki Mych (Cleonice - wspaniała finałowa aria "No, non crede al mio contente") i Piotra Friebe (Olinto).

Jest jednak w owym długo zaledwie snującym się spektaklu jeszcze jeden element bardzo atrakcyjny w oglądzie. To zminimalizowanie rekwizytów idące w stronę jakże plastycznego splecenia "resztek" znakomitej scenografii (Luigi Scoglio - Ludwik Skała) z przemykającymi się po scenie postaciami w choreografii Iwony Pasińskiej, a wszystko w pięknych światłach Marka Rydiana.
Kulminacyjnym przykładem jest scena "tańca" z piaskiem i złotym deszczem.

Kolejna w Roku Mężczyzn w Teatrze Wielkim premiera raz jeszcze okazuje się raczej sukcesem kobiet.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie