Rolnik spod Szamotuł stracił ponad milion złotych. Prokuratura postawiła zarzut oszustwa dwojgu poznańskich radców prawnych. Tomasz Kaczmarek, chłop spod Szamotuł, miał też blisko hektar ziemi w Chybach. W 1997 r. urzędnicy z gm. Tarnowo Podgórne wywłaszczyli go z tej ziemi. Rolnik przyjął ten fakt do wiadomości, ale nie podjął żadnych kroków prawnych. Nic dziwnego. Nie miał nawet ukończonej podstawowej szkoły specjalnej.

Sprawa wróciła dziesięć lat później. W 2007 r. do Kaczmarka zadzwonił P. - radca prawny z Poznania. Poinformował rolnika, że należy mu się odszkodowanie za ziemię w Chybach. Obiecał pomóc w jego uzyskaniu. - Mówił, że zrobi ze mnie milionera - opowiada Kaczmarek.

To podziałało na wyobraźnię. Mężczyźni podpisali umowę, na mocy której za 30 proc. wartości odszkodowania radca miał reprezentować rolnika w staraniach o pieniądze.

Sprawa jednak się przeciągała.

Kaczmarek bardzo potrzebował pieniędzy, więc raz po raz dzwonił do prawnika, pytając o postępy. - On mówił, że sprawa musi trwać, że jest trudna i że jak potrzebuję pieniędzy, to mi pożyczy, a oddam mu z odszkodowania - mówi Kaczmarek I faktycznie pożyczał. - Mówił, że może pożyczyć tak do 100 tys. zł i to bez odsetek. Pożyczyłem łącznie 85 tys. zł - dodaje.
Jak twierdzi, kwitował odbiór pieniędzy na kartkach. W końcu, jesienią 2009 r., udał się do urzędu gminy spytać, kiedy otrzyma odszkodowanie. Tam dowiedział się, że żadnych pieniędzy nie dostanie. Dlaczego?

Urzędnicy poinformowali go, że przelew na ok. 1,3 mln zł trafił już na konto człowieka, któremu Kaczmarek miał kilka miesięcy wcześniej jakoby wierzytelność sprzedać. Nabywca - z zawodu fryzjer - złożył dokumenty o wypłatę odszkodowania, które wcześniej należało się rolnikowi. O dziwo reprezentował go ten sam radca prawny, czyli P. Dziś nabywca jest mężem córki pana P. - też radczyni prawnej.

Kaczmarek przeżył szok. - Nigdy tego człowieka nie widziałem. - mówi. - O tym, że zrzekam się odszkodowania, nigdy nie było mowy.

Tomasz Kaczmarek dostał z gminy kopię umowy. To dwie luźne kartki, tylko na drugiej widnieje podpis Kaczmarka i nabywcy. Pierwszej zaś, która zawierała wszystkie istotne zapisy - z zasadniczym - cesją wierzytelności - nikt nawet nie parafował.


Radczyni - mimo prokuratorskich zarzutów - może nadal prowadzić praktykę

Rolnik twierdzi, że takiej umowy nigdy nie podpisywał. - Wtedy zrozumiałem, że zostałem oszukany - twierdzi.

Jeszcze w tym samym roku do Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald trafiło odręcznie napisane przez Kaczmarka doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Jednocześnie na drodze cywilnej Kaczmarek, przy pomocy nowej pełnomocniczki, zabiegał o unieważnienie cesji. W pierwszej instancji przegrał. Jak zapewnia, walczyłby dalej, ale... trafił do więzienia, skazany za niepłacenie alimentów.

Wkrótce po tym, jak je opuścił, odnalazła go dorosła córka, z którą przez lata nie miał kontaktu. - Tato był w fatalnym stanie - mówi Michalina Kaczmarek. - Potrzebował pomocy w wielu podstawowych kwestiach. Wtedy też dowiedziałam się, że padł ofiarą oszustwa.

W 2014 roku prokuratura postawiła zarzuty dwojgu poznańskich radców: P. - reprezentującemu Tomasza Kaczmarka w staraniach o odszkodowanie za ziemię i jego córce.
Śledczy poinformowali o tym Okręgową Izbę Radców Prawnych. Ta jednak uznała, że prokuratorskie zarzuty nie są wystarczającym powodem, by radczyni, na której zarzuty także ciążą, zawiesić prawo do wykonywania zawodu. Oznacza to, że radczyni - mimo prokuratorskiego zarzutu oszustwa - może bez przeszkód prowadzić praktykę.

- Zupełnie tego nie rozumiem - mówi Michalina Kaczmarek. I nie pociesza jej fakt, że radca P. stracił prawo do wykonywania zawodu na 5 lat. Nie ukarano go jednak za oszustwo, a za mniejsze, choć związane ze sprawą przewinienia.

Obecnie trwa śledztwo o oszustwo. Prokuratura nie wyklucza, że postawi zarzuty kolejnej osobie. - Prowadzimy jeszcze pewne czynności - przyznaje prok. Piotr Kotlarski z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald. - Przewidujemy, że zakończymy postępowanie na przełomie czerwca i lipca.