Roman Jakóbczak: Sam Lewandowski nie zapewni nam sukcesu

Radosław Patroniak
Roman Jakóbczak: Sam Lewandowski nie zapewni nam sukcesu
Roman Jakóbczak: Sam Lewandowski nie zapewni nam sukcesu Waldemar Wylegalski
Roman Jakóbczak, uczestnik Mistrzostw Świata w 1974 r., opowiada nam o rozwoju futbolu, atmosferze dawnych lat i faworytach mundialu w Brazylii.

Jak bardzo zmieniła się piłka od czasu, kiedy był Pan członkiem srebrnej drużyny Kazimierza Górskiego na pamiętnym mundialu w Niemczech?
Roman Jakóbczak: W zasadzie to wszystko się zmieniło, począwszy od boisk i sprzętu, a skończywszy na arbitrach i technologiach ułatwiających im podejmowanie decyzji. FIFA wciąż wierzy w siłę ludzkich komórek, ale po eksperymentach z sędziami bramkowymi widać, że w przyszłości panów z gwizdkiem prawdopodobnie zastąpią maszyny. Poza tym piłka stała się szybsza w przenośni i dosłownie. Tak sobie czasami myślę, że gdybym dziś jeszcze był piłkarzem, to gdybym strzelał z dystansu lub wolnego, to bramkarze byliby w poważnych opałach. Szkoda, że w latach 70. minionego wieku futbolówki nie były tak zabójcze jak Brazuca.

Jakie wspomnienia ma Pan z Niemiec? Czy turniej o MŚ był dla Pana spełnieniem marzeń i czy spodziewał się Pan, że wspólnie z kolegami będziecie tworzyć historię polskiej piłki?
Roman Jakóbczak: Przede wszystkim dla mnie to była niesamowita nobilitacja, bo w kadrze byłem przecież jedynym poznaniakiem. Piłkarzy, którzy mogliby być na moim miejscu było chyba kilkunastu. Taka była wtedy konkurencja w lidze. Teraz rozważa się dwa nazwiska, po czym dochodzi się do wniosku, że obaj piłkarze też nie spełniają wymogów reprezentacji. Wtedy jak ktoś otrzymał powołanie do kadry, to naprawdę było coś. Nie da się więc obecnej selekcji porównać z tą sprzed lat. Byłem ostatnio na zaproszenie prezesa PZPN w Gdańsku na meczu Polska - Litwa. Przyjrzałem się zwłaszcza drugiej linii naszej drużyny. Występują w niej gracze przeciętni, co najwyżej średniej klasy europejskiej. Nie dołączyłem do grona tych, którzy cieszyli się z wygranej nad Litwinami. Przekonałem się tylko, że o awans do Euro 2016 nie będzie łatwo, bo jak przyjdzie nam grać ze Szkocją czy Irlandią, to wątpię, by ci obecni reprezentanci stanęli na wysokości zadania. Zmartwiło mnie także to, że blado wypadł Kamil Glik, kreowany na "szefa" biało-czerwonych na boisku i poza nim. Tak naprawdę to mamy tylko solidnych bramkarzy i Roberta Lewandowskiego.

40 lat temu polscy piłkarze nie mieli idealnych warunków do tego, by osiągać sukcesy. Mimo to w Pana piłkarskim pokoleniu mieliśmy grupę wybitnych jednostek. Jak to wytłumaczyć?
Roman Jakóbczak: Pojechaliśmy do Murrhardt koło Stuttgartu, bo tam była nasza baza, praktycznie bez niczego. Nikt nie przejmował się żywieniem, możliwością wpadki dopingowej czy brakiem psychologa. Tymczasem Brazylia przyleciała do Niemiec z kucharzem i kompletnym prowiantem. W jej sztabie było chyba z trzy razy więcej osób niż u nas. A to jednak oni zeszli z boiska pokonani. Wyjaśnienie jest bardzo proste. Ogólny poziom wyszkolenia, a zwłaszcza techniki, w naszej drużynie był nieporównywalny z tym obecnym. Ponadto w zespole panowała harmonia pod hasłem "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Na wszystkie posiłki, bilarda, ping-ponga czy karty chodziliśmy razem. Nie było takiej sytuacji, że ktoś funkcjonował poza grupą i kontaktował się z kolegami i trenerem za pomocą wymuszonego "dzień dobry". Dlatego jak słyszę o izolacji niektórych obecnych kadrowiczów, to mi ręce opadają.

Na kogo Pan stawia w Brazylii, kto może zostać królem strzelców, a kto czarnym koniem MŚ?
Roman Jakóbczak: Faworytów upatruję w Brazylii, bo gra u siebie i w Hiszpanii. Obrońcy tytułu wciąż mają w składzie plejadę ponadprzeciętnych zawodników. Czarnym koniem może być Francja, która okres konfliktów ma już za sobą. Didier Deschamps poukładał trójkolorowych i może z nimi sporo zwojować. A królem strzelców będzie, moim zdaniem, Diego Costa, jeśli tylko nie będzie miał problemów zdrowotnych.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Warciarz

Tak wtedy spiewali kibice na meczach Lecha na stadionie im. 22 lipca. Najbardziej niesamowite byly
mecze wiosna 72 - na Uranie Ruda Slaska przyszlo 40 tysiecy, na mecz z ROW-em 55 i na pol godzi
ny przed meczem mozna bylo usiasc tylko na schodach miedzy sektorami a na meczu z Zawisza bylo
65 tys, Rekord frekwencji na meczu drugoligowym. Ludzie powchodzili na topole wokol stadionu, na
szczescie nie bylo zadnego wypadku. Bardzo szkoda tego obiektu. Pozdrawiam Pana

f
fc bayern

wszystkim kopaczom zamiast treningu powinni pokazywac filmy jak grali prawdziwi polscy pilkarze w kazdym klubie byly wielkie slawy a dzis kopacze z tato na ciele a w nogach i glowach sloma i kasa i do tego pseudo dzialacze nie majiacy zielonego pojiecia o zawodowym futbolu ,bylo biednie a wszystko z serca sie robilo .dzis zygam na to wszystko .

t
trampkarz

oj ,jestem Twoim rówieśnikiem i przeżyłem wiele emocji gdy grałeś w Lechu i reprezentacji ,chciało Wam się grać i potrafiliście to robić ....oj nie wrócą chyba te czasy,wypełnionego po brzegi stadionu 22lipca i tej wspaniałej atmosfery ....życzę zdrowia ,chciałbym by obecni kopacze potrafili strzelać tak jak TY z wolnego ,uzyskując gola !!!!!oj rozmarzyłem się .....

Dodaj ogłoszenie