Rząd może tylko przedłużyć kryzys

RedakcjaZaktualizowano 
Archiwum prywatne
Z amerykańskim ekonomistą Tadem DeHavenem z Instytutu Cato rozmawia Tomasz Pompowski

Prezydent Rzeczypospolitej w orędziu na forum parlamentu dał polskiemu rządowi za wzór m.in. Stany Zjednoczone, które - jego zdaniem - "usiłują ożywiać procesy rozwojowe poprzez stymulowanie popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego". Co Pan na to?
Zupełnie nie zgodziłbym się z tym stwierdzeniem. I nie polecałbym nikomu korzystania z recepty administracji obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. W skrócie polega na podwyższaniu podatków, wprowadzaniu interwencji państwowej w gospodarkę na szeroką skalę i zaciąganiu długów. Eksperci, którzy zaproponowali to rozwiązanie, wyobrażają sobie, że uzdrowienie gospodarki polega na upuszczeniu czy nawet wyssaniu z niej krwi. Większość antykryzysowych programów Obamy nie promuje wzrostu.

Prezydent Kaczyński wyraźnie sugerował też, że polski rząd powinien wzorem zachodnich przygotować pakiet antykryzysowy.
Któż jak nie Polska powinien pamiętać o swoim doświadczeniu niewydolnej i centralnie sterowanej gospodarki socjalistycznej? Wątpię, czy Polacy chcieliby powrócić do tych czasów. Reformy zaproponowane przez kraje zachodnie niestety tylko na chwilę poprawiają sytuacją, ale na dłuższą metę przedłużą kryzys, bowiem zwiększają deficyt budżetowy. Bo i tak podatnicy będą musieli go sfinansować.

Jeden z doradców prezydenta w ramach koncepcji załatania ewentualnej dziury w polskim budżecie zaproponował, żeby podwyższyć stawkę podatkową nawet do 50 procent.
To byłoby gospodarcze samobójstwo. Polska powinna skorzystać z kryzysu i wprowadzić jak największe udogodnienia podatkowe dla inwestorów rodzimych i zagranicznych, poczynając od zwolnień podatkowych na dłuższy czas. Opodatkowanie powinno sprzyjać innowacji i sukcesowi. USA na razie zmierzają w drugim kierunku. Oto przykład. Od 2011 r. nowojorczyk, którego dochód roczny wynosi 200 tys. dol., będzie płacił 60 proc. podatku. To więcej niż we Francji czy w Niemczech, gdzie podatki pokrywają opłaty szkolne i opiekę zdrowotną na przyzwoitym poziomie. I co się dzieje? Młode talenty wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii.

Ale skutkiem kryzysu jest likwidacja miejsc pracy. Także w tej sprawie państwo powinno być powściągliwe?
Podstawowe pytanie brzmi, kto tworzy miejsca pracy: sektor państwowy, czy prywatny? Amerykańskie media chwaliły polski rząd za wolnorynkową politykę, która nie doprowadziła do takiego kryzysu, jaki jest gdzie indziej. Niestety, administracja Baracka Obamy stoi na stanowisku, że to publiczne przedsięwzięcia, a nie prywatne, są podstawą gospodarki. To błąd, który popełnili socjaliści. W Ameryce nie było jeszcze socjalizmu, ale wy go mieliście. I zdajecie sobie sprawę, że prowadzi on do sytuacji, w której państwo bohatersko walczy z problemami, które samo tworzy. To złudzenie, że państwo może uratować miejsca pracy.

A jeśli okaże się, że deficyt budżetowy jest stosunkowo wysoki, to może jednak rząd powinien podwyższyć akcyzę?
Nie. Trzeba ograniczyć wydatki. Kryzys to wspaniały czas na takie cięcia. Każdy budżet można odchudzić. Jeśli firmy prywatne zarządzałyby swoimi budżetami jak politycy publicznymi pieniędzmi, to szybko by zbankrutowały. W dwadzieścia lat po upadku muru berlińskiego wiele państw postkomunistycznych to zrozumiało i zdecydowało się na uwolnienie gospodarek. A w tym czasie kraje Europy Zachodniej na czele z USA wpadają w długi.

Nie powinniśmy bardziej inwestować w pomoc socjalną, pakiety ochronne, których domagają się związki zawodowe?
Margaret Thatcher mówiła, że związki zawodowe są najgorszym doradcą zwłaszcza w okresie kryzysu. Z doświadczenia Stanów Zjednoczonych wynika, że trzeba wystrzegać się sytuacji, w której zbyt duża pomoc społeczna może zniechęcać bezrobotnych do poszukiwania pracy. Rozbudowany system socjalny jest nie tylko kosztowny, ale również utrudnia rozwiązywanie problemów. Jeśli ktoś zarabia 10 dolarów na godzinę i traci pracę, to woli pobierać zasiłek, niż zacząć pracować za 5 albo 6 dolarów. Czasem trudno się z tym pogodzić, ale rynek działa w taki sposób, że okresowo musi nastąpić restrukturyzacja kapitału. Niektóre przedsiębiorstwa znikają, a na ich miejsce wchodzą nowe, które wykorzystują nowe możliwości. Państwo nie powinno przeszkadzać temu procesowi i psuć wolnego rynku.

Niektórzy postulują, by w Polsce podobnie jak w Chinach akcję kredytową przejął bank państwowy.
I zmniejszył udział kredytów prywatnych instytucji finansowych? To bardzo niebezpieczna droga.
Interwencja rządu w sferze bankowej jest bardzo szkodliwa. W USA związane z rządem instytucje kredytowe Freddie Mac i Fannie Mae wykorzystywały pomoc rządu federalnego, by obniżać koszty, eliminować konkurencję, i stosowały w tym celu niezwykle ryzykowne strategie. Na takie ryzyko nigdy nie zdecydowałyby się instytucje prywatne, ale szefowie Freddie Mac i Fannie Mae i ich inwestorzy wiedzieli, że jeśli dojdzie do najgorszego, to uratuje ich rząd. Problem z pieniędzmi rządowymi jest taki, że decyzje inwestorów nie są oparte na racjonalności mechanizmów rynkowych, ale na polityce. W sytuacji, kiedy banki prywatne widzą, że ich konkurenci są wspierani przez państwo, czują presję do podejmowania zbytniego ryzyka. Duża interwencja rządu może doprowadzić do uspołecznienia całej struktury bankowej. A to byłoby jak wpaść z deszczu pod rynnę.

To na jaką interwencję powinien zdecydować się polski rząd?
Na żadną. Rząd może tylko pogorszyć sytuację. Z dziejów świata wynika, że aparat państwa od zawsze korzystał z kryzysów, żeby poszerzyć zakres władzy rządu centralnego. Ten proces zaczyna się od nadzwyczajnej interwencji, ale rząd tak naprawdę nigdy się nie zatrzymuje w dążeniu do przejęcia maksymalnej kontroli. I nie chodzi tu tylko o nasze finanse, ale również o kontrolę nad aktywnością i wolnością obywateli.

Ale chyba zgodzi się Pan, że trzeba dążyć przynajmniej do zmniejszenia zadłużenia?
Trzeba ciąć wydatki. Nie można od tego uciec. Inna strategia to zwiększenie wzrostu gospodarczego i rozsądne inwestowanie w innowację i naukę. Polska wzorem innych krajów powinna szukać talentów. Opłacać im studia i zatrudniać w nowoczesnych laboratoriach, by tworzyli Polskę przyszłości opartą na nowych technologiach. Żadne pakiety pomocowe tego nie zastąpią.

A jaką ma Pan receptę na zwalczenie obecnego kryzysu.
Wielu ekonomistów w Stanach Zjednoczonych rozważa ideę polskiego noblisty Leona Hurwicza. Polega ona na kombinacji bodźców zmierzających do zmniejszenia zadłużenia poprzez przyspieszenie wzrostu gospodarczego.

Hurwicz mówił m.in. o tym, że można zmobilizować społeczeństwo do osiągnięcia jakiegoś celu wspólnego.
I jemu właśnie udało się pokazać, że można - osiągając cele w gospodarce mikroekonomicznej - realizować je także w makroekonomii.

A praktycznie?
Można umotywować lepiej pracowników, obniżając koszty pracy czy obniżając podatki. A Polska może zyskać na tym kryzysie.

W jaki sposób?
Możecie zwiększyć napływ kapitału poprzez stworzenie rajskich warunków podatkowych. Politycznie jest to trudne do wykonania, bo takie działania nie przynoszą krótkoterminowych rezultatów, a politycy myślą w takich kategoriach. Ale bez wątpienia Polska zaczęłaby odnosić z korzyści z takiej decyzji najdalej w ciągu pięciu, dziesięciu lat.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3