Zobacz
    koniecznie

    Czy Twoje imię i nazwisko jest na liście?

    Rozwiń
    Skok ze spadochronem przerwał jej karierę

    Skok ze spadochronem przerwał jej karierę

    Marcin Idczak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Zofia Bielawska była jedną z pierwszych osób, występujących w Mazowszu. Pierwszy wyjazd był do Moskwy. Na widowni byli Polacy, którym po zsyłce na Sybir
    1/7
    przejdź do galerii

    Zofia Bielawska była jedną z pierwszych osób, występujących w Mazowszu. Pierwszy wyjazd był do Moskwy. Na widowni byli Polacy, którym po zsyłce na Sybir pozwolona zamieszkać w stolicy ZSRR ©Adrian Wykrota

    Tylko jedna osoba mogła pomagać Tadeuszowi Sygietyńskiemu. Była nią Zofia Bielawska (z domu Górska). Dzięki Mazowszu poznała świat. Przez miłość do spadochronów skończyła karierę.
    W skromnym pokoju w poznańskim Domu Pomocy Społecznej tuż przy os. Piastowskim mieszka Zofia Bielawska, jedna z pierwszych śpiewaczek i tancerek, które znalazły się w składzie zespołu Mazowsze. Najbardziej znanego, prezentującego polski taniec oraz muzykę ludową.

    - Miałem kilkanaście lat i ogromne doświadczenie życiowe, niestety związane z wojennymi przeżyciami - wspomina Zofia Bielawska. - Jednak przede mną otworem stał świat, który mało kto w naszym kraju mógł poznać - opowiada i dodaje, że udało jej się poznać osoby, które na stałe zapisały się w historii polskiej kultury: Tadeusza Sygietyńskiego, Mirę Zimińską- Sygietyńską, czy Juliana Tuwima. Jej karierę przerwała druga pasja...

    Zofia z domu Górska urodziła się w 1935 roku w okolicach Lublina. - Mieszkaliśmy we dworze, mój tata był lekarzem, osobą bardzo szanowaną w okolicy - wspomina była członkini zespołu Mazowsze. Życie mogło być sielanką, jednak rozpoczęła się wojna. Życie napisało więc inny scenariusz. Ucieczka, bombardowania i tragiczna śmierć ukochanego ojca (padł ofiarą bandytów). - Po wojnie niczego nie było, no może poza zniszczeniami - wspomina. - Nie wiedziałam, co mam robić - dodaje.

    Pewnego dnia dowiedziała się o tym, że odbywają się zapisy do powstającego zespołu pieśni i tańca. Postanowiła spróbować swoich sił.

    - Poszłam na przesłuchanie - wspomina Zofia Bielawska i jak podkreśla nie liczyło się tam wykształcenie muzyczne (którym mało kto w tamtych czasach mógł się poszczycić), ale liczył się słuch absolutny, czyli taki, dzięki któremu będzie można w przyszłości zarówno śpiewać, jak i tańczyć. Na przesłuchania przyszły tłumy. Niektórzy z własnymi instrumentami.

    - Musiałam się zaprezentować przed całą grupą osób, wśród nich był Tadeusz Sygie-tyński, twórca Mazowsza - wspomina kobieta. Udało się jej pomyślnie przejść próby i została zaangażowana.

    Praca w Mazowszu była ciężka. Próby ciągnęły się godzinami. Na nic innego nie było czasu. Specjalnie dla występujących zaadaptowano pałacyk w Karolinie. Wcześniej znajdował się w nim szpital psychiatryczny. - Tadeusz Sygietyński wraz z żoną Mirą Zimińską-Sygietyńską mieszkali w budynku obok - opisuje Zofia Bielawska.

    Po miesiącach przygotowań i ciężkich prób nastał czas na pierwszy wyjazd zagraniczny Mazowsza. Było to w 1951 roku. Oczywiście w tym czasie kierunek musiał być tylko jeden - czyli Moskwa. We wspomnieniach poznanianki utrwaliło się to, że Warszawa podobnie jak wiele innych polskich miast była bardzo zniszczona. - W Moskwie nie było widać żadnych oznak wojny. Miasto tętniło życiem, było zupełnie inne od tego, co oglądałam od dziecka - wspomina Z. Bielawska i dodaje, że pierwszy występ pamięta tak, jakby odbył się on wczoraj. Choć sala była pełna, to członkowie Mazowsza mieli zakaz rozglądania się na boki, mogli patrzeć jedynie na wprost. Pierwszym odśpiewanym utworem był hymn Związku Radzieckiego. Po nim przyszła kolej na Mazurka Dąbrowskiego. - Odśpiewaliśmy go na całe gardła, z całego serca i nagle okazało się, że przyłączyło się do nas wiele osób z widowni - mówi poznanianka. Potem, wraz z kolegami dowiedziała się, że duża część osób, które przyszły, to byli Polacy. - Głównie ci, którzy po 1939 roku zostali zesłani na Syberię, a późnej pozwolono im osiedlić się w Moskwie. Wśród kobiet były głównie sprzątaczki, a z mężczyzn zapamiętałam maszynistów - wyjaśnia. - Dopiero podczas bisów pozwolono nam na uśmiechy i rozglądanie się na boki. Widziałam tę radość w oczach naszych rodaków, którzy przymusowo znaleźli się w ZSRR - dodaje.

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo