Śmierć Cybulskiego wspomina jego przyjaciel Alfred Andrys

    Śmierć Cybulskiego wspomina jego przyjaciel Alfred Andrys

    Maria Zawała

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Dla Zbyszka Cybulskiego Alfred Andrys był Alfą - najlepszym przyjacielem. Razem wypili niejedną wódkę, przegadali niejedną noc. Razem skoczyli też do ekspresu z Wrocławia do Warszawy. Zbyszkowi się nie udało. Alfa trzymał rannego za rękę, a po śmierci odwiózł na cmentarz.
    Alfred Andrys spędził z Cybulskim ostatnie dni jego życia.

    Alfred Andrys spędził z Cybulskim ostatnie dni jego życia.

    8 stycznia 1967 roku, godz. 4.20

    Ekspres "Odra" czasem się spóźniał, ale tego dnia, choć za oknem siarczysty mróz, postanowił odjechać do Warszawy planowo o 4.20. Wagony powoli przesuwały się po torze przy peronie trzecim wrocławskiego dworca.

    Lodowatą ciszę poranka zburzył nagle tupot biegnących spóźnialskich. Nie pierwszy raz gonili pociągi. Spragnieni życia, nowych wrażeń, tak naprawdę cały czas żyli w biegu. Zwłaszcza Zbyszek. Tego dnia musiał być w Warszawie, choćby nie wiadomo co się działo.

    Alfred, poganiany przez kolegę, skoczył pierwszy do jednego ze środkowych wagonów. Był otwarty. Udało się. Zbyszek próbował zrobić to samo.
    Niestety. Nie był już tak sprawny jak kiedyś, zmęczenie nieprzespanej nocy też dało o sobie znać. Ostatniej doby tak wiele wydarzyło się w jego życiu... No i ten cholernie gruby, krępujący ruchy kożuch. Ulubiony, obok chlebaka, z którym nie rozstawał się prawie nigdy, tak jak ze szkaplerzem i małym modlitewnikiem noszonym w kieszeniach marynarek, albo w tym chlebaku, obok różnych pamiątek.

    Podobał się kobietom w tych swoich ciemnych okularach, za którymi kryły się pełne buntu oczy pokolenia dzieci wojny. Dzieci? Wojna kazała im szybko dorastać.

    Zbyszek urodził się 3 listopada 1927 w Kniażach koło Stanisławowa. W 1939 r. miał zaledwie 12 lat, a już musiał być świadkiem przesłuchiwania własnej matki przez NKWD. Wojna ich rozdzieliła. Matka, z domu Jaruzelska, zesłana na Syberię, opuściła ZSRR dopiero z armią Andersa. Po wojnie odnalazła w Paryżu swojego męża, któremu wcześniej udało się przejść rumuńską granicę. Zbyszek z bratem Antonim przetrwali okupację u krewnych pod Warszawą. Był jeszcze Dzierżoniów, w którym zdał maturę. Próbował szczęścia w Akademii Handlowej, studiował trochę dziennikarstwo. W końcu zdecydował się na aktorstwo. Szkołę teatralną w Krakowie skończył w 1953 roku i... wyjechał do Gdańska. Jego rodzice zamieszkali w Katowicach.

    Alfreda, chłopaka z chorzowskich Azotów, Zbyszek poznał na Wybrzeżu, gdzie Andrys odsługiwał na Helu trzy długie lata służby w marynarce. Ale każdą przepustkę spędzał jak nie w teatrze, to na spotkaniach. W zimie na Helu było pustkowie kulturalne, a Klub Marynarza nie każdemu przypadał do gustu. Z dyrektorką biblioteki założyli więc teatr.
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wrocławski Klub Prawnika na Pl. Teatralnym - ostatnie godziny

    cxi (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4

    Mieszkam od ponad 40 lat poza Wrocławiem, ale tamtego wieczoru byłem mieszkańcem Wrocławia. Już pracowałem, ale dodatkowo także grałem jako muzyk w różnych zespołach muzycznych.
    Tego styczniowego...rozwiń całość

    Mieszkam od ponad 40 lat poza Wrocławiem, ale tamtego wieczoru byłem mieszkańcem Wrocławia. Już pracowałem, ale dodatkowo także grałem jako muzyk w różnych zespołach muzycznych.
    Tego styczniowego dnia grałem w takim zespole w Klubie Prawnika na pl. Teatralnym we Wrocławiu i to w tym klubie wieczorem był Zbigniew Cybulski z kobietą, której danych już nie pamiętam, spędzając ostatnie godziny swojego życia. Wieczorki taneczne w tym klubie były chyba do 23 lub 24-ej. Kolegą z zespołu był m. in. klarnecista Bogusław Sołuk (jak dobrze pamiętam), a zespół był 4-osobowy.
    Zapewne była to sobota lub niedziela, bowiem w takie dni grał tam zespół.
    To był jedyny dzień, kiedy widziałem Cybulskiego na żywo. Jestem ciekaw, czy ten klub w dalszym ciągu jeszcze istnieje.
    Inny klub studencki - "Pandora" w akademiku na pl. Teatralnym już nie istnieje.
    Jestem też ciekaw, czy pobyt Zbigniewa Cybulskiego na kilka godzin przez jego śmiercią w Klubie Prawnika został w jakikolwiek sposób upamiętniony.
    cxi
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo