reklama

Śmierć Daniela jest niewygodna

Mariusz Staniszewski
Kpt. Daniel Ambroziński zginął 10 sierpnia od kul snajpera fot. archiwum rodzinne
Z Ewą Gniadek, siostrą zastrzelonego w Afganistanie kpt. Daniela Ambrozińskiego, rozmawia Mariusz Staniszewski

Stara się Pani wyjaśnić okoliczności śmierci brata. Co Pani ustaliła?
Zaczęłyśmy to robić razem z Natalią Ambrozińską, wdową po Danielu, gdy okazało się, że armia wcale nie chce, by prawda o okolicznościach śmierci mojego brata wyszła na jaw. Tuż po śmierci gen. Dariusz Wroński, dowódca 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego, zapewniał nas, że pomoże nam wszystko wyjaśnić. Przez osiem dni po śmierci Daniela przyjeżdżali do nas ludzie generała i przekonywali, by nie udzielać wywiadów mediom. Mówili, że gdy pojawią się "hieny", to należy je spławiać lub wzywać policję. Przyjechał zresztą też sam gen. Wroński. Kiedy jednak zaczęłyśmy go naciskać w tej sprawie, sytuacja się skomplikowała.

Ale toczy się śledztwo. Ono powinno wszystko wyjaśnić.
Tak, ale nie mamy żadnych informacji o tym, na jakim etapie jest to śledztwo. Nie mamy wglądu do dokumentów. Wdowa po Danielu dostała tylko wyniki sekcji zwłok. I tu pojawia się pierwsza wątpliwość. Według pierwszych relacji, jakie pojawiły się po śmierci mojego brata, po postrzeleniu miał on być reanimowany. Lekarze, którzy przeprowadzili sekcję, stwierdzili, że nie ma śladów reanimacji.

Ale po co ktoś miałby kłamać w takiej sprawie?
A po co pan minister Bogdan Klich zaraz po śmierci mojego brata wymyślił historyjkę o bohaterskim mł. chor. Dariuszu Zwolaku, o którym - jak mówił - będą pisać książki i kręcić filmy. Ten młodszy chorąży trzy dni przed śmiercią mojego brata został dowódcą bazy Vulcan.

Mł. chorąży dowodził bazą?
Tak, dowodził oficerami, którzy kończyli wyższe szkoły i akademie wojskowe, szkolili się w kraju i za granicą i mieli znacznie większe od niego doświadczenie.

Dlaczego młodszy chorąży kierował oficerami?
Wcześniej bazą przez dwa tygodnie dowodził mój brat. Domagał się wsparcia bojowego, logistycznego i lotniczego. Podobnie zresztą jak inni oficerowie. Stwarzali więc problemy. Wygodniej było mianować dowódcą niedoświadczonego chorążego bez odpowiedniego wykształcenia, który nie przeciwstawiał się dowództwu. Chcieli mieć święty spokój.

Któremu dowództwu?
Temu, które znajdowało się w głównej bazie w Ghazni. Chcemy, by ludzie odpowiedzialni za śmierć mojego brata odpowiedzieli za swoje czyny. Domagamy się spotkania z płk. Rajmundem Andrzejczakiem, który dowodził polskim kontyngentem w Afganistanie, mjr. Danielem Różańskim i ppłk. Stanisławem Kaczyńskim, którzy wydawali rozkazy.

Jakie rozkazy?
O tym, jakie wsparcie powinno być udzielone, ile osób i kiedy idzie na patrol, kto dowodził bazą. Oni być może odpowiadają także za to, że mój brat znalazł się w miejscu, w którym nie powinno go być. On jechał do Afganistanu na stanowisko logistyczne. Przerzucenie go na inne stanowisko było niezgodne z prawem.

Jeśli są w Polsce, to dlaczego nie rozmawialiście z nimi?
Gdy próbowałam skontaktować się z płk. Rajmundem Andrzejczakiem poprzez 34. Brygadę Kawalerii Pancernej w Żaganiu, to okazało się, że on już tam nie służy. Poinformowano mnie, że znajduje się w rezerwie kadrowej armii i jest w dyspozycji ministra obrony narodowej. Trochę to dziwne, że dowódca zmiany nie ma żadnego stanowiska.

A pozostali oficerowie?
10 listopada razem z mężem pojechałam do Tomaszowa Mazowieckiego na przywitanie żołnierzy wracających z Afganistanu. Tam nie było. Myślę, że mogli dostać polecenie, by się na tej uroczystości nie pojawiać, bo wdowa po Danielu też domagała się kontaktu z nimi.

Ktoś Pani wytłumaczył, jak się z nimi skontaktować?
Przed uroczystością spotkaliśmy się z gen. Wrońskim. Tłumaczyłam, że chcę się z nimi spotkać. Powiedział, że pojechali na badania do Wrocławia. To było dziwne, bo zarówno mój brat, jak i inni żołnierze z jego jednostki badali się w Łodzi. Powiedziałam mu, by nie utrudniał kontaktów z tymi oficerami, bo my i tak dotrzemy do prawdy.

Rozmawiała Pani z oficerami, którzy służyli z Pani bratem?
Po uroczystości zaprosili wszystkich na wojskową grochówkę. Na sali był mikrofon, więc podeszłam do niego, przedstawiłam się i powiedziałam, że muszę rozmawiać z mjr. Różańskim i ppłk. Kaczyńskim, bo oni mogą być odpowiedzialni za śmierć mojego brata. Po tych słowach wszyscy stali bez ruchu, nawet powietrza nie nabierali.

Nikt nic nie powiedział?

Mam wrażenie, że nikomu nie zależy na wyjaśnieniu tej sprawy, bo zbyt wiele osób musiałoby odpowiedzieć. Nad trumną brata premier Donald Tusk obiecywał, że ojczyzna nigdy nie zapomni tej ofiary. Ale ta śmierć właśnie jest zapominana, bo jest niewygodna.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

t
tej

Przecież ta cała machina zupełnie nie liczy się z życiem ludzkim i w ogóle z ludźmi.To jest interes i tylko interes.Na tzw."misje pokojowe" jedzie się: a/ po kasę,b/na wojnę i c/po śmierć.Płacz po stracie najbliższego,"żywiciela rodziny",to tylko krokodyle łzy.Myśleć trzeba było wcześniej.Jeżeli tego się nie rozumie to później można sobie tylko pogadać.Następne czarne worki już są gotowe na przyjęcie walecznych najemników"broniących naszej ojczyzny" w Afganistanie,Iraku,Syrii,Czadzie."Kochające "żony i matki już się palą do wysłania swoich"ukochanych"po:a/kasę,b/na wojnę,i c/po śmierć.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3