Sprzedajcie, kupujcie, ale niekoniecznie przepłacajcie!

Radosław Patroniak
Świat piłkarski oszalał już dawno temu i z tego powodu karuzela transferowa wzbudza większe emocje niż futbolowy spektakl. Rozważania o wartości zawodników zabiły maestrię futbolu. Bohaterowie handlowego serialu nic sobie jednak nie robią z nieprzyzwoitych kwot, tylko pompują co pół roku finansowy balon.

Kibice to kupują, bo jedna z katalońskich gazet przed meczem o mistrzostwo Hiszpanii osiem razy więcej miejsca poświęciła na transfery Barcelony niż na rozpisanie słabych i mocnych stron rywala z Madrytu. U nas zamiast balona jest transferowy balonik, ale i tak nie ma chętnych, żeby go przekłuć.

Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Najlepiej chyba trzymać się odwiecznej i sprawdzonej zasady wolnego handlu, czyli „tanio kupić, drogo sprzedać”. Przy Bułgarskiej ta maksyma jest szanowana jak żadna inna, więc kibice Kolejorza o dziurę w budżecie na pewno nie muszą się martwić. Czasami jednak łatwy zysk prowadzi do długotrwałych strat, a tego w biznesie piłkarskim trzeba się wystrzegać w równym stopniu, co smutnej miny księgowego.

Kogo więc Lech powinien sprzedać, a kogo kupić, by nie spaść ze średniej półki europejskiej? Sprzedać może każdego, bo wbrew rozpowszechnianym opiniom w jego składzie nie ma ani graczy wybitnych, ani wybitnie uzdolnionych. Lech najlepiej radził sobie w ostatnich latach z szukaniem napastników, więc najszybciej powinien się pozbyć Łukasza Teodorczyka, tym bardziej, że może na nim najwięcej zarobić, a porównywanie jego umiejętności choćby do Artjoma Rudniewa jest mocno chybione.

Kupić jest tylko pozornie łatwiej niż sprzedać, bo na naszym podwórku o piłkarzach pisze się jak o gwiazdach (w stylu chorzowski Kaka, warszawski Robben), płaci się im jak włoskim wyrobnikom, a drży się o wynik ich konfrontacji w pucharach z azerskimi nowicjuszami. Drużyna z Bułgarskiej występuje w polskiej lidze, więc z niej powinna czerpać następców Mirosława Okońskiego, Piotra Reissa i Roberta Lewandowskiego. To jednak tylko teoria, bo w czasach kryzysu ekonomicznego lepiej spenetrować rynek grecki, portugalski czy afrykański niż brnąć w niepewny interes. Inna sprawa, że każda filozofia i założenie jest do podważenia, jeśli agent piłkarski ma siłę przekonywania i lepsze od kolegów po fachu dojścia do działaczy.

Dlatego jak słyszę, że na celowniku Kolejorza znalazł się 26-letni Maciej Wilusz, który za podpis na kontrakcie ma dostać 800 tys. zł, to zastanawiam się, czy to nie żart. Jak słusznie zauważył jeden z pisarzy „kto szuka, ten najczęściej znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba”...

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie