"Stary Rynek stał się klozetem Poznania". Zgadzasz się?

Adam ZiajskiZaktualizowano 
Adam Ziajski, szef Teatru Strefa Ciszy, prowadzi swą Scenę Roboczą z dala od śródmieścia Paweł Miecznik
"Mój powrót ze Starego Miasta nocą był jak ucieczka z piekła" - pisze poznański reżyser Adam Ziajski. Jego tekstem otwieramy dyskusję o Starym Rynku w Poznaniu. Czy Państwa doświadczenia są podobne, jak te opisywane poniżej? Czekamy na listy i komentarze.

Ostatni sobotni wieczór spędziłem w reprezentacyjnej części półmilionowego miasta w Europie Środkowo-Wschodniej. Pewnie nie byłoby tego tekstu gdyby nie wstrząs, jakiego doznałem przemierzając okolice Starego Rynku w swoim rodzinnym Poznaniu.
Nie będę przebierał w słowach: Stary Rynek to obecnie śmierdzący uryną jeden, wielki klozet z pawimi plackami na chodnikach.

"Spacer między 4.30 a 6.00? Odradzamy"
Gdybym powiedział, że poziom chamstwa i agresji równy jest zezwierzęceniu obraziłbym śmiertelnie swojego psa. Naćpane laski ryczą przy wtórze muzycznej kakofonii w świetle stroboskopów na czwartych i piątych kondygnacjach kamienic, które dotychczas kojarzyłem wyłącznie ze starszą generacją mieszkańców śródmieścia.

Inne laski, kusymi gaciami wycierają witryny klubów go-go w rytm koreańskich przebojów. Ambitną kulturę klubową w stylu Meskaliny czy Dragona wypierają szot bary z najgorszej maści wódą o smaku zepsutej wątrobianki. Taksówkarze zbierają żniwa, ale co bystrzejszych stać na chwilę refleksji i określają panującą atmosferę "padaką gówniarzy". Stanowczo odradzają spacery między 4:30 a 6:00. Natomiast patrolujący policjanci zamiast dbać o bezpieczeństwo nieśmiało ziewają, w najlepszym wypadku pobłażliwie uśmiechają się. No bo jak tu zatrzymać kilka tysięcy osób w ciągu tylko jednej godziny?

Dla wielu z czytających z pewnością nie odkryłem niczego nowego. Mój powrót do domu, był jak ucieczka z piekła. Jakie to szczęście, że do Ratusza mam aż 3700 metrów. Chyba już najwyższy czas skończyć z wciskaniem kitów dzieciakom o poznańskich koziołkach bo mogą nam kiedyś najzwyczajniej zwymiotować.

Godzina policyjna?
Stary Rynek, jaki pamiętam z przełomu lat 80. i 90, zionął prowincjonalnym smutkiem, oszczanym ratuszem, nawiedzonymi punkami i sklepem filatelistycznym. Smród, brud i ubóstwo. "Miodosytnia", "Sukiennicza", "Ratuszowa" i tak w kółko. I chociaż niektóre wspomnienia budzą sentyment to odnoszę wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie.

W takiej sytuacji rodzi się jedno zalecenie: pilnie wprowadzić godzinę policyjną w obrębie Starego Miasta, egzekwować przestrzeganie istniejącego prawa i surowo karać. Patrole winny składać się z komandosów oraz - na wszelki wypadek - z międzynarodowych obserwatorów.

Pewne jest bowiem że radni i władze miejskie wiedzą o tym, co tu się dzieje, jako że powyższy stan potęguje się w ich bezpośrednim sąsiedztwie już od dłuższego czasu, dokładniej od Euro. Uważam, że brak jakiejkolwiek reakcji jest równy akceptacji.

Rynek przejęło penerstwo
Kiedy się to zaczęło? Tego nie wie nikt. Może podczas kilkutysięcznej fety Kolejorza, który zdobył majstra? To wtedy w przypływie euforii z pomników odpadały ręce, płonęły race, tłukły się flaszki i grzmiały śpiewy. Może wtedy penerstwo poczuło, że Stary może być ICH? Musimy jednak ten historyczny salon i centrum miasta, stający się skansenem z Zamkiem Gargamela w tle, trzymać w ryzach, by nie został do końca zawłaszczony przez barbarzyńców.

Zanim zaprzepaścimy możliwość współistnienia wielu funkcji na Starym Rynku, co będzie równe jego upadkowi pamiętajmy, że rewitalizacja to proces rozłożony na pokolenia. Starzy mieszkańcy tu nie wrócą, a nowi raczej nie przybędą, księgarnie znikają, sklepy i galerie też, a nieliczni restauratorzy karmią tylko do 20. Potem nadciąga armagedon.

Dla mnie Stare Miasto jako kulturalne centrum miasta jest stracone, choć wcale nad tym tak bardzo nie ubolewam. Moje przerażenie dotyczy raczej zdziczenia obyczajów. Poznań to nie jest miasto deweloperów, jak niektórzy twierdzą, ani tym bardziej artystów, jak oni sami sądzą, lecz najzwyklejszych penerów, wśród których coraz liczniejszą sforę stanowią studenci - bandyci, choć ciężko mi to przez gardło przechodzi.

Nie zatrzymamy śmierci Starego Miasta?
Oto największy grzech mojego miasta, które lekką ręką stawiając wątpliwej urody purchawę sportu nie potrafi sprostać własnym sloganom politycznego pijaru. "Noł chał"? Nie widać ani wiedzy, ani umiejętności.

Sztuką jest zachować równowagę we wszystkich sferach życia publicznego. Sztuką jest kreowanie potrzeb kulturalnych a nie tylko schlebiania ich najbardziej prymitywnym formom, ale to wymaga wysiłku i zrozumienia, że inwestowanie w kulturę zwraca się w postaci umiejętności spędzania czasu wolnego oraz twórczego bycia razem.

Widzę jednak światełko w tunelu. Wilda, Łazarz, Grunwald, Jeżyce i wszystkie inne dzielnice.
Śmierć Starego Miasta, jako miejsca spotkań, tygla życia publicznego, to proces, którego nie zatrzymamy. Nawet barak, który od lat służy mojemu zespołowi, stał się centrum, tyle, że rezydencji teatralnej.

Na razie jest wstyd
Skończmy ze staromiejską fetyszyzacją i stawmy czoła faktom, że we współczesnym świecie tradycyjne funkcje przestrzeni publicznych ulegają przemianom. Ta sytuacja stanowi bowiem ogromną szansę dla innych dzielnic miasta, w których dotąd życie towarzyskie i kulturalne jeśli w ogóle miało miejsce to głównie w domach.

Jeśli chcesz robić sprawnie biznes, spokojnie zjeść albo zobaczyć dobry teatr nie musisz zasuwać na Stary. Tam już nie ma "dobrej lokalizacji". Niemniej uważam, że Poznań musi zachować integralność. Stając w obronie Starego Rynku chcę by tradycyjne przestrzenie publiczne były bezpieczne, a nie tylko wstydliwe.

* Autor jest reżyserem, szefem poznańskiego teatru Strefa Ciszy.
Współpraca: Magdalena Raczkowska - Ziajska, architekt

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 70

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
a
antyfan

Ból d*** adasia taki pieniężny

K
Kamila T.

Ten proces rozpoczął się dość dawno temu. Dobrze, że zaczyna się mówić głośno, bo jak się nic nie mówi, to widać, że jest tylko gorzej.
Jakieś 10 lat temu, po powrocie zza granicy, byłam wstrząśnięta poziomem chamstwa pijanych ludzi na Rynku. Powrót nocą to był wielki strach. Jakbym wróciła do kraju zdziczałych prymitywów, przed którymi muszą się ukrywać ci, którzy preferują jakiś normalny standard życia. Od tego momentu unikałam Rynku, a spotykałam coraz więcej ludzi, którzy przyznawali że omijają Rynek szerokim łukiem, bo się boją. A powroty MPK nocą? Sama bywałam świadkiem, jak bandziorstwo z Rynku dobijało do Kaponiery na nocne autobusy, a potem się zaczynały awantury i perfidne zaczepki, żeby komuś wpieprzyć. Od tego czasu nocą tylko taksówki, bo strach...
Jaki jest sens monitoringu, jeśli służy do tego, że ktoś kogoś zaczepia, leje i nie ma natychmiastowych reakcji? To znaczy, że jak ktoś kogoś zabije to tylko, żeby z grubsza wiadomo było co to za gęba zrobiła?
Myślący ludzie dość powszechnie wypowiadają kwestię - dlaczego nie ma prac społecznych dla niszczycieli? Zniszczyłeś coś, to napraw z nawiązką. Zobacz jak to jest, wysil się.
Studenci degeneraci? Może ranking uczelni z ilością „zasłużonych inaczej dla miasta”? Może niech uczelnie zyskają świadomość, że mają na wydziałach bandziorów. Może niech bardziej egzekwują zapisy uczelniane, że „student godnie reprezentuje swoją uczelnię”.
Świadomość obywatelska podobno jest wtedy, kiedy społeczeństwo interweniuje. To nie jest tylko kwestia służb. Dajcie nam własny mieszczański, alarmowy numer telefonu, który jest gwarancją szybkiej interwencji i poczucie, że jak się dzwoni z informacją „bandyci, wandale i różnej innej maści gremliny atakują!” to nie będzie to kwestia jedynie wyrzuconych pieniędzy na telefon.
A może jak się ludzie nie potrafią bawić to rzeczywiście lokale czynne do 23?
Za granicą w wielu zwyczajnych klubach, panowie na bramkach reprezentują najwyższe maniery. Nie ma chamstwa, obowiązuje grzeczność, kultura i wysoki poziom obsługi. Nie ma ujmy na honorze, że kłaniają się klientowi. I to oni wyznaczają standardy zachowania, rozładowują agresję według wyższej szkoły jazdy. W Poznaniu jak widać, nie ma się od kogo uczyć. Nie wiem jak jest teraz, ale pamiętam kiedyś przy bramkach wiele aktów agresji.
W końcu penerstwo uznaje, że tak po chamsku się funkcjonuje, skąd mają wiedzieć, że można inaczej? To chyba po prostu jest światek, gdzie już nikt nie mówi, że przeginają.
Ale dlaczego dostaje się tym, którzy nie chcą się wstydzić za bezkarną dewastację Rynku i bać się o swoje bezpieczeństwo?

K
Kamila T.

Ten proces rozpoczął się dość dawno temu. Dobrze, że zaczyna się mówić głośno, bo jak się nic nie mówi, to widać, że jest tylko gorzej.
Jakieś 10 lat temu, po powrocie zza granicy, byłam wstrząśnięta poziomem chamstwa pijanych ludzi na Rynku. Powrót nocą to był wielki strach. Jakbym wróciła do kraju zdziczałych prymitywów, przed którymi muszą się ukrywać ci, którzy preferują jakiś normalny standard życia. Od tego momentu unikałam Rynku, a spotykałam coraz więcej ludzi, którzy przyznawali że omijają Rynek szerokim łukiem, bo się boją. A powroty MPK nocą? Sama bywałam świadkiem, jak bandziorstwo z Rynku dobijało do Kaponiery na nocne autobusy, a potem się zaczynały awantury i perfidne zaczepki, żeby komuś wpieprzyć. Od tego czasu nocą tylko taksówki, bo strach...
Jaki jest sens monitoringu, jeśli służy do tego, że ktoś kogoś zaczepia, leje i nie ma natychmiastowych reakcji? To znaczy, że jak ktoś kogoś zabije to tylko, żeby z grubsza wiadomo było co to za gęba zrobiła?
Myślący ludzie dość powszechnie wypowiadają kwestię - dlaczego nie ma prac społecznych dla niszczycieli? Zniszczyłeś coś, to napraw z nawiązką. Zobacz jak to jest, wysil się.
Studenci degeneraci? Może ranking uczelni z ilością „zasłużonych inaczej dla miasta”? Może niech uczelnie zyskają świadomość, że mają na wydziałach bandziorów. Może niech bardziej egzekwują zapisy uczelniane, że „student godnie reprezentuje swoją uczelnię”.
Świadomość obywatelska podobno jest wtedy, kiedy społeczeństwo interweniuje. To nie jest tylko kwestia służb. Dajcie nam własny mieszczański, alarmowy numer telefonu, który jest gwarancją szybkiej interwencji i poczucie, że jak się dzwoni z informacją „bandyci, wandale i różnej innej maści gremliny atakują!” to nie będzie to kwestia jedynie wyrzuconych pieniędzy na telefon.
A może jak się ludzie nie potrafią bawić to rzeczywiście lokale czynne do 23?
Za granicą w wielu zwyczajnych klubach, panowie na bramkach reprezentują najwyższe maniery. Nie ma chamstwa, obowiązuje grzeczność, kultura i wysoki poziom obsługi. Nie ma ujmy na honorze, że kłaniają się klientowi. I to oni wyznaczają standardy zachowania, rozładowują agresję według wyższej szkoły jazdy. W Poznaniu jak widać, nie ma się od kogo uczyć. Nie wiem jak jest teraz, ale pamiętam kiedyś przy bramkach wiele aktów agresji.
W końcu penerstwo uznaje, że tak po chamsku się funkcjonuje, skąd mają wiedzieć, że można inaczej? To chyba po prostu jest światek, gdzie już nikt nie mówi, że przeginają.
Ale dlaczego dostaje się tym, którzy nie chcą się wstydzić za bezkarną dewastację Rynku i bać się o swoje bezpieczeństwo?

M
Marcin

Adamie...po prostu na Stary Rynek zajechały Manieczki. Z całym swoim ekwadorskim dobrodziejstwem inwentarza. Witamy serrdecznie. Się Panie i Panowie bawią. To obraz mojego miasta. To obraz naszego kraju. I nie ma co się obrażać. To przecież nasi, krew z krwi, krajanie, rodacy. A Ty chcesz na nich policje wysyłać, godzinę wprowadzać jak Niemiec jaki.....A na poważnie. Oczywiście trzeba wprowadzić jakieś ograniczenia (głośna muzyka), zacząć sprzątać po ułańskiej fantazji ale będzie bardzo trudno cokolwiek z tym zrobić. Takie problemy mają również inne miasta. W całej Europie. Pechem Poznania jest to że ta rzeźnia odbywa w potencjalnie najbardziej reprezentacyjnej części miasta. Trzeba było reagować wcześniej( obniżać czynsze dla księgarni, restauracji,galerii), mieć jakąś wizje tego miejsca. No ale kto miał to zrobić. Na kolegiackim też są Manieczki. I one dostały się tam drogą legalnych wyborów moje Panie i Panowie. Sami je wybraliśmy.Co można robić? Nie wiem, nie jestem alfą i omegą jak duży odsetek internautów. Tak sobie myślę że zaistniała sytuacja wbrew pozorom może temu miastu pomóc. Ludzie uciekają z tego chlewu i coraz więcej powstaje miejsc po za centrum w których zaczynają się dziać ciekawe rzeczy. Stara Piekarnia i La Ruina na Śródce , Baza na Wildzie, Kolektyw 1a na Wojciechu, Malingrad na Jeżycach Twoje Centrum i Winiarnia na Starym Grunwaldzie. Nie wszystkie miejsca znam i mam nadzieje że jest ich więcej. Te miejsca robią jedną zasadniczą rzecz. Budują lokalne więzi, wspólnoty sąsiedzkie. W Poznaniu tradycje mieszczańskie były bardzo silne, może jeszcze nie zaniknęły. Może uda nam się jeszcze raz stworzyć społeczeństwo obywatelskie. Ostatnio jak to się udało wygraliśmy Powstanie:)

c
czytelnik z grunwaldu

Pan Adam na swoim profilu na fb wyśmiewa komentarze innych, również wyszydzając pisownię, tymczasem sam, podpisuje się pod tekstem: "Puki co muszę uznać, że radni i władze miejskie wiedzą o tym, jako, że powyższy stan potęguje się już od dłuższego czasu a dokładniej od Euro." Błąd ortograficzny i grafomania.
Gdzie tu kultura, której Pan Adam broni i której mianuje się przedstawicielem?

W
Wioletta Dadej

Nie musi tak być... Od 2 lat walczymy o to aby sztuka wróciła do centrum miasta. Organizując festiwal "Ożywianie - Jesienna Kampania Teatralna" staramy się przywrócić życie kulturalne właśnie w sercu miasta, koncentrując nasze działania na osi Półwiejska - Stary Rynek. Naszą ideą jest sztuka w bezpośrednim kontakcie z odbiorcą - każdym odbiorcą , a najbardziej tym przypadkowym, który przechodzi obok i ... zatrzymuje się - bez biletów i zamkniętych przestrzeni. W ostatnią niedzielę odbył się na Rynku spektakl pt. "Zapomniana historia" Teatru Ewolucji Cienia - owszem były incydenty z "podchmielonymi" w roli głównej, jednak takie zdarzenia bardziej dodają pieprzu spektaklom ulicznym jak im szkodzą. Na centrum nie ma też kłopotu z widownią, więcej, można sądzić, że ludzie tego typu działań bardzo potrzebują... Utwierdzają nas w tym zrealizowane happeningi "Latarnik", "Ping -pong" czy choćby "Kozłowanie", w którym wzięły udział całe rodziny z dziećmi. Może to jest właśnie recepta? Jeśli sztuka wyjdzie do ludzi, to "penerstwo" wśród wielu normalnych widzów poczuje się nieswojo i zniknie z przestrzeni, która bądź co bądź powinna być wizytówką miasta.... Jak by nie było Sztuka nie może się poddawać.
Tylko o czym mówić skoro "miasto" zezwala aby na Rynku panowały kluby go go, na deptaku sex shopy, a prasa i media w dalekim poważaniu mają wydarzenia kulturalne , które nie są "Maltą"... To raczej nie zachęca artystów do tworzenia, ale na szczęście są jeszcze zapaleńcy którym zależy.
Pewnie działania takie jak nasze są kroplą w morzu potrzeb ale od czegoś trzeba zacząć.

W
Wioletta Dadej

Nie musi tak być... Od 2 lat walczymy o to aby sztuka wróciła do centrum miasta. Organizując festiwal "Ożywianie - Jesienna Kampania Teatralna" staramy się przywrócić życie kulturalne właśnie w sercu miasta, koncentrując nasze działania na osi Półwiejska - Stary Rynek. Naszą ideą jest sztuka w bezpośrednim kontakcie z odbiorcą - każdym odbiorcą , a najbardziej tym przypadkowym, który przechodzi obok i ... zatrzymuje się - bez biletów i zamkniętych przestrzeni. W ostatnią niedzielę odbył się na Rynku spektakl pt. "Zapomniana historia" Teatru Ewolucji Cienia - owszem były incydenty z "podchmielonymi" w roli głównej, jednak takie zdarzenia bardziej dodają pieprzu spektaklom ulicznym jak im szkodzą. Na centrum nie ma też kłopotu z widownią, więcej, można sądzić, że ludzie tego typu działań bardzo potrzebują... Utwierdzają nas w tym zrealizowane happeningi "Latarnik", "Ping -pong" czy choćby "Kozłowanie", w którym wzięły udział całe rodziny z dziećmi. Może to jest właśnie recepta? Jeśli sztuka wyjdzie do ludzi, to "penerstwo" wśród wielu normalnych widzów poczuje się nieswojo i zniknie z przestrzeni, która bądź co bądź powinna być wizytówką miasta.... Jak by nie było Sztuka nie może się poddawać.
Tylko o czym mówić skoro "miasto" zezwala aby na Rynku panowały kluby go go, na deptaku sex shopy, a prasa i media w dalekim poważaniu mają wydarzenia kulturalne , które nie są "Maltą"... To raczej nie zachęca artystów do tworzenia, ale na szczęście są jeszcze zapaleńcy którym zależy.
Pewnie działania takie jak nasze są kroplą w morzu potrzeb ale od czegoś trzeba zacząć.

I
Ira

Czytelniku, urywanie posągom rąk, wtykanie puszek i rzucanie krzeseł to wspaniała zabawa. Szkoda by było jakby zniknęła z krajobrazu Starego Miasta.

P
Pomidorowa

Drogi Pawle, biedronka na starówce służy nie tylko studenckiej braci spragnionej taniego piwa. Biedronka na starówce służy ludziom mieszkającym w tym rejonie. Tak trudno w to uwierzyć ale tam naprawdę mieszkają ludzie. Z ludzkimi potrzebami. Nie weekendowi. Nie klubowi.
Tanie spożywczaki nie są przyczyną wypierania kultury z centrum.

D
Deadbeat

Co sie stało z "ulicznym" festiwalem Malta? - panie reżyserze - wiekszość spektakli w zamknietych salach za okazaniem biletu... Masz pan pretensje do penerstwa, że zawłaszczyło stary rynek? Na dzielniach grasuje policja, brakuje knajp i miejsc gdzie mozna sie spotykac, masz pan pretensje, że centrum pół milonowego miasta tak wygląda? Zdejmij pan szalik, sztruksowe spodnie, załóż dres i pogadaj z ludzmi u siebie pod sklepem. Najlepiej pan zrobisz jak wystawisz sztukę o tym na kolejnej "Malcie", może na starym rynku? bez biletu? Dyskusje pan wywołałeś, przyjdź pan na stary to podyskutujemy, potrzebujesz pan na wódkę, postawie, nie trzeba burzy wywoływać.

J
Jacek

Popieram Panie Adamie w całej rozciągłości,cieszę się że wreszcie Ktoś się odważył tak to opisać,może wreszcie dotrze ta informacja do naszego Pana Prezydenta,ja próbowałem parę razy.
Polecam Kraków,3 razy więcej ludzi i imprez i 5 razy czyściej.
Poznański "porzundek?" to już prehistoria!!! Mam 60-lat i pamiętam jak było.

y
ygrek

Chciałem napisać swój komentarz do artykułu, lecz po przeczytaniu wszystkich wpisów, stwierdziłam, że prawie wszystko zostało już opisane i skrytykowane jak należy.
Problemem St. Rynku jest hałas emitowany przez głośniki Van Diesla, Bee Jeysa, Fevera i od jakiegoś czasu lokal Pasja, wystawia głośnik na zewnątrz i "zaszczyca" przechodniów i mieszkańców dzwiękami gitary i śpiewem do późnych godzin nocnych. Głośniki z w/w dyskotek, powodują, że impreza przenosi się na płytę Starego Rynku, a także tworzy jazgot dźwięków, zwany przez imprezowiczów muzyką.
Tak więc nie do końca winni są bywalcy starówki (tzw.piątkowo-sobotnie penerstwo), lecz warunki jakie stworzono do tego, aby ich przyciągnąć.
Więc może człowiek odpowiedzialny za ten stan, pan Kayser, ruszy d...psko zza biurka i wzorem dawnego gospodarza tego miasta J.Drwęskiego, dokona niezapowiedzianej lustracji stanu obecnego i pochwali się publicznie jakie wyciągnął wnioski. Chyba najwięcej informacji uzyska od mieszkańców, przeżywających conocną traumę. Tak więc panie wiceprezydencie i prezydencie, dość działań pozoracyjnych i do roboty. Dość już wstydu przed znajomymi, którzy tylko przez grzeczność i kurtuazję nie wyrażają swojej opini (negatywnej) o naszym mieście i poziomie kultury.

a
am

Nie pamiętam – ile razy pisałam już z prośba do różnych portali w tym Głosu Wielkopolskiego o zajęcie się tematem starego Rynku i okolic. Być może wreszcie coś drgnie..

Pracuję tuż przy Rynku mam wiec możliwość na bieżąco obserwowania tego „reprezentacyjnego miejsca”..Rano ok. godz 8.30- wiec nie na tyle wcześnie by móc powiedzieć/ tłumaczyć- że służby sprzątające „jeszcze nie zdążyły posprzątać” .Na płycie Rynku , chodnikach – ale też ul Szkolnej czy Wrocławskiej- walają się papiery, puszki, rozbite szkło- w ilościach astronomicznych..smród sików i psich odchodów- "powalający"..w ciągu dnia zaś ulotki rozdawane przez szkoły językowe i panie z klubu go go- lezą wszędzie..z przepełnionych koszy – których jest EWIDENTNIE za mało – wylewają się śmieci..Za to policja łapie za przejście na czerwonym przy kupcu poznańskim!brawa!

Wieczorami –strach przejść przez Rynek, pijane bydło – ciska wulgaryzmami, obsikuje kamienice i zaczepia ludzi. Z klubów-na zewnątrz co parę metrów dobiega inna muzyka (kto zezwala na wystawianie głośników na zewnątrz klubów???)
Policji- oczywiście nie widać… W artykule jest mowa o godzinach 4- 6 rano. Proszę mi wierzyć w okolicach 24-1.00 jest chyba gorzej.

Nikt nad tym nie panuje i najwyraźniej nie ma zamiaru. ..

Na krzywej nawierzchni Rynku, z dziurami między kostką brukową sięgających kilku centymetrów prędzej można złamać nogę , upaść na twarz i natrafić na puszczonego pawia niż natrafić na miejsce warte odwiedzenia czy policyjny patrol.

P
Paweł

To na prawdę przykre, że jeden z najpiękniejszych rynków w tej części Europy robi się najzwyklejszą imprezownią. Wspomniana ucieczka Księgarni Powszechnej, która była jednym z bastionów kultury na Starym to dowód na to, że komercjalizacja i spenerzenie tej przestrzeni postępuje w zatrważającym tempie. Chcieliśmy Euro w mieście, to teraz mamy tego konsekwencje. Wszyscy myśleli, że po iprezowej fecie wszystko wróci do normy, a tu zonk. Poczekajmy jeszcze trochę, może zamiast jednego z muzeów powstanie Lidl albo Bieda, wszak spragniona napojów i chrupek "brać studencka" musi się gdzieś tanio i szybko zaopatrzyć.Nie jestem przeciwny klubom i kawiarniom w centrum, wręcz przeciwnie, ich istnienie nadaje miejscom kolorytu. Nawet brakuje ich trochę. Wkurza mnie, że w centrum więcjej jest penerskich klubodyskotek, które głównie generują wokół siebie ogólnie pojęty syf. Wydaje mi się, że komercjalizacja Starego wymknęła się spod kontroli urzędników. A może się mylę...

N
Nam już trawa rośnie.

ale trafne. Swoją drogą sytuacja na Starym Rynku pięknie odzwierciedla stan umysłu poznańskich elit rządzących, poczynając od urzędu Szczotkogłowego, a kończąc na urzędzie pana bez matury. Słowem: degrengolada.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3