Śmiały projekt XIX w. szwajcarskiego przemysłowca, budowy kolejki na górską przełęcz położoną w szwajcarskich Alpach, do dziś zachwyca swoim kunsztem nie tylko turystów, ale i współczesnych inżynierów

Tym wizjonerem był Adolf Guyer-Zeller. Wszystko zaczęło się od wędrówki po górach i odręcznego szkicu. W 1896 r. uroczyście zainaugurowano budowę. Wedlug wstępnych założeń Guyer przyjął, że kolejka powstanie przez 7 lat i będzie kosztować ówczesne 10 mln franków szwajcarskich. W rzeczywistości trwała lat 16 i kosztowała około 15 mln franków. Zakładano też, że kolejka ma dotrzeć na sam szczyt Dziewicy (niem.

Jungfrau) jednak nie było to realne ani teraz ani tym bardziej w XIX wieku. Na samym szczycie nie ma fizycznie miejsca, żeby postawić choć w minimalistycznej formie potrzebną infrastrukturę. Budowa pochłonęła wiele ofiar. Budowniczy musieli zmagać się z rorzedzonym powietrzem jaki panuje na takich wysokościach oraz skrajnymi warunkami pogodowymi. Nie było też takich jak dziś możliwości technologicznych i technicznych. W końcu udało się otworzyć końcową stację dokładnie na wysokości 3160 m n.p.m. w narodowe święto Szwajcarii 1 sierpnia 1912 roku. Do dziś jest to najwyżej położona w Europie kolej zębata w Europie. Kolej taka charakteryzuje się tym, że między torami położona jest specjalna szyna z kołem zębatym. Energia hamowania przetwarzana jest w prąd, co zmniejsza od 15 do 20 proc. zapotrzebowanie na energię z zewnątrz kolejki.

Pociąg jedzie tylko pierwsze 2 km po odkrytym terenie - pozostałe 10 km wiedzie przez wydrążony w skałach tunel wykuty w masywie gór: Eiger, Mönch(niem. Mnich) i Jungfrau. Podczas podróży są dwa krókie 5 minutowe przystanki: Eigergletscher, Eigerwald gdzie przez okna możemy podziwiać m.in. płn. ścianę Eigera. Między stacjami są setki metrów różnic wysokości. Turyści wtedy nie tylko mogą podziwiać przy dobrej pogodzie piękne widoki, ale również stopniowo adaptować swój organizm do tak dużej wysokości. Trzecia, końcowa stacja to Eismeer (Top of Europe) – Ocean Lodowaty.

Kiedy wysiądziemy na końcowej stacji, na szczyt 110 metrowej wieży (obserwatorium Sfinksa zbudowanej ze stali i szkła) szybka winda wwiezie nas w zaledwie 25 sekund na wysokość 3471 m n.p.m. Taras widokowy oferuje 360-stopniowy widok przede wszystkim na 3 szczyty górujące nad lodowcem: Jungfrau ( 4158 m n.p.m.), Monch (4099 m n.p.m.) oraz Eiger (3970 m n.p.m.). W dole zaś mamy rozległą panoramę nie tylko na Kanton Berneński, ale i dalsze rejony, także po stronie niemieckiej i francuskiej. To nie koniec atrakcji.

Później przechodzimy do Lodowego Pałacu wykutego w lodowcu. Ponad 20 metrów pod powierzchnią lodu w latach 30 -tych ubiegłego wieku wykuto ok. 1 tys. m kw. korytarzy biegnących wewnątrz lodowca. Zaprowadzą one nas do głównej sali z lodowymi rzeźbami zwierząt. Znaleźć tam można również uwięzioną w lodzie wiewiórkę stale goniącą żołędzia, bohaterkę filmu Epoka Lodowcowa.

Utrzymanie lodowego pałacu to również wyzwanie inżynierskie. Lodowiec przesuwa się co roku o średnio pół metra, dlatego też konieczne jest dokonywanie korekt sklepienia pałacu. Problemem jest też ciepło. Temperatura w środku nie może być wyższa niż minus dwa stopnie, a przecież tysiące turystów odwiedzających to miejsce w naturalny sposób je „ociepla”. Poradzono sobie i z tym - specjalne maszyny wykorzystują ciepło generowane przez ludzi do ogrzewania znajdującej się wyżej budynku. Nowoczesny kilkupiętrowy budynek powstał w latach 70. i zastąpił spalone schronisko z 1924 roku. Turyści znajdą tam: hotel, restauracje, sklepy z różnymi pamiątkami jak również pocztę.Warto zaznaczyć, że to najwyżej położony urząd pocztowy w Europie. Oczywiście sam wjazd czy podziwianie widoków to nie jedyne atrakcje. Kto chce - może pojeździć na nartach lub snowboardzie - w cenie jest wypożyczenie sprzętu i korzystanie z letniego wyciągu. Można też przejechać się psim zaprzęgiem. Dla lubiących adrenalinę jest możliwość dwustumetrowego zjazdu na tzw. tyrolce czyli zjazd po linie w specjalnej uprzęży. Pod okiem doświadczonego przewodnika można też wybrać się na wycieczkę przez lodowiec. Wyprawa jest z noclegiem w prawdziwym igloo. Oczywiście turyści wyposażani są w odpowiedni sprzęt i asekurację.

Imponujące są również rozwiązania związane z utrzymaniem budynku. Nie lada wyzwaniem przecież jest dostarczenie na taką wysokość wody, żywności czy zapewnieniu ogrzewania itp. Podstawowe źródło energii otrzymuje się dzięki bateriom słonecznym. To w zupełności wystarcza. Nawet gdy na zewnątrz temperatura spada, nie potrzeba dodatkowego ogrzewania. Tylko wody zużywa się tam około 9 mln litrów rocznie. Kolejowymi cysternami przywozi się jej 5tys. m sześc wody pitnej. Do bieżącego użycia czerpane jest 4tys. m sześć., które pochodzi z topniejącego lodowca. Nieczystości odprowadzane są specjalnym, prawie 9,5 km rurociągiem do położonej prawie 2,5 tys. metrów niżej oczyszczalni ścieków w Grindelwald. Kolejka razem z całą infrastrukturą na lodowcu w zeszłym roku przyniosła 119,4 mln franków (netto). Dochody w porównaniu do 2014 roku wzrosły o ponad 11 proc. Jungfraujoch i cała jego okolica, jako obszar wpisany jest na światową listę UNESCO.