Swiatłana Cichanouska na Uniwersytecie Warszawskim mówiła, że Białorusini nie poddadzą się i nie przerwą protestów

Wojciech Rogacin
Wojciech Rogacin
09.09.2020 warszawa spotkanie premiera i swietlany cichanouskiejn/z swietlana cichanouskafot. adam jankowski / polska press
09.09.2020 warszawa spotkanie premiera i swietlany cichanouskiejn/z swietlana cichanouskafot. adam jankowski / polska press Adam Jankowski
Swiatłana Cichanouska wygłosiła wykład na Uniwersytecie Warszawskim. - Mamy do czynienia z wydarzeniem rangi historycznej. Naród, który był uciskany przez 26 lat w końcu ma szansę się wyzwolić i stać się krajem demokratycznym - mówiła liderka białoruskiej opozycji.

Po spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim liderka białoruskiej opozycji, Swiatłana Cichanouska wygłosiła wykład na Uniwersytecie Warszawskim.

Kiedy przybywała kampus Uniwersytetu witały ją rzesze polskich i białoruskich studentów. - Jestem poruszona taką solidarnością. Dziękuję za możliwość wystąpienia na Uniwersytecie Warszawskim - mówiła Cichanouska.

Dodała, że jeszcze kilka miesięcy temu nie przyszłoby jej do głowy, że będzie występować w takim miejscu i przemawiać w imieniu narodu białoruskiego. Przyznała, że żył w swoim prywatnym świecie i niewiele wiedziała na temat polityki i tego, co się naprawdę dzieje w jej kraju. Potem wszystko się zmieniło, kiedy w wyborach prezydenckich zastąpiła swego męża, aresztowanego przez władze.

- Dla mnie wszystko zmieniło się kiedy mój mąż prowadził na YouTube swoją działalność społeczną. Dowiedziałam się o sytuacji w kraju, o ubóstwie, o korupcji, o nierówności i niesprawiedliwości. Zrozumiałam, że stabilność Białorusi jest tylko mitem - mówiła opozycjonistka.

- Siergiej, mój mąż podczas wszystkich swych podróży po kraju dawał ludziom głos. Ludzie ufali mu, a on dawał im coś więcej niż władze mogły zapewnić - dawał im głos oraz poszanowanie dla samych siebie - mówiła.

- Wszystko zmieniło się, kiedy Siergiej został aresztowany przed kampanią wyborczą. Kiedy do tego doszło zarejestrowałam swoją grupę inicjatywną, aby ubiegać się o prezydenturę. To był mój wybór, zrobiony tylko i wyłącznie z miłości do męża. Potem z dnia na dzień zrozumiałam, że wszyscy ci ludzie, którzy uwierzyli mojemu mężowi, zaczęli wierzyć we mnie. Zrozumiałam, że nie mogłam się odsunąć - dodała.

Niejako zatem z konieczności - w zastępstwie męża - wystartowała w wyborach prezydenckich, choć nie była politykiem. Widziała jednak, że Białorusini zaczęli w nią wierzyć. - To było trudne. Bałam się każdego dnia. Każdego dnia budziłam się i musiałam pokonywać swój strach. Wiedziałam, że muszę to zrobić, razem ze wszystkimi Białorusinami - wyznała. Jest przekonana, podobnie jak większość Białorusinów, że to ona wygrała wybory prezydenckie 9 sierpnia, a ich wyniki zostały sfałszowane.

- Nasze głosy zostały skradzione. Wiem, że to ja zostałam wybrana na prezydenta Białorusi. Ale głosy zostały skradzione, nie jesteśmy w stanie tego udowodnić - mówiła.

Dodała, że poszła na wybory, by dać Białorusinom głos i władzę, które zostały im odebrane. Białorusini przez lata byli upokarzani i zastraszani, nie mieli swojej władzy i nie mieli prawa głosu. - Najgorsze, że nikt nie wierzył, iż można to zmienić - mówiła opozycjonistka.

Cichanouska podkreśliła ogromną rolę kobiet w rewolucji na Białorusi. - Kobiety na Białorusi zawsze stały na pierwszej linii, stały ze mną ramię w ramię - mówiła. - To one przerywały kordony policji, broniły mężczyzn przed policją. Tak bardzo jestem im wdzięczna za ich postawę w tej walce.

Przyznała, że kobiety zapewne inspirowały się trzema liderkami protestu na Białorusi i zrozumiały, że mogą odgrywać tę ważną rolę w przemianach na Białorusi.

Dodała, że teraz jest ogromna szansa, by naród białoruski wyzwolił się i stał się krajem demokratycznym po 26 latach rządów Aleksandra Łukaszenki. Jej zdaniem demonstracje na Białorusi nie ustaną, gdyż władza przekroczyła czerwoną linię, którą było atakowanie bezbronnych ludzi podczas pokojowych demonstracji.

- Przekroczyliśmy punkt, za którym nie ma już odwrotu - mówiła Cichanouska. - Reżim stara się nas zastraszyć i zdemoralizować, stosuje rozwiązania siłowe, ale my opieramy się na solidarności - dodała.

jej zdaniem wysłanie wojska przeciw obywatelom, to oznaka słabości reżimu. A każdy na Białorusi chce zmian. - Władza nie będzie w stanie wygnać wszystkich z kraju. Demonstracje nigdy się nie skończą - zapewniła opozycjonistka.

Odniosła się również do solidarności okazywanej przez Polskę studentom z Białorusi, którzy byli wyrzucani ze swojego kraju z powodów politycznych. Polska przyjmowała ich i kształciła na swoich uniwersytetach. - Polska przyjmowała Białorusinów wyrzucanych z kraju. Dziękuję za to - mówiła. - Mam nadzieję, że w tym roku nie będziemy musieli prosić o przyjmowanie naszych studentów - mówiła Cichanouska.

Wideo

Materiał oryginalny: Swiatłana Cichanouska na Uniwersytecie Warszawskim mówiła, że Białorusini nie poddadzą się i nie przerwą protestów - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Skoro liderka Białoruska twierdzi że mają szanse się wyzwolić to niech się wyzwalają, co nas tu w kraju nad Wisłą obchodzi? Czy zawsze musimy ładować swoje gęby w nie swoje sprawy? Polak to zawsze był głupi i temu narodowi ta cecha pozostanie na wieki.

Dodaj ogłoszenie