Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Szkoła w Tulcach: mobbing przyczyną udaru Zofii H.? „W pokoju nauczycielskim padły o niej wulgarne słowa”

Łukasz Cieśla
Zofia H. doznała udaru po konflikcie dotyczącym świadectwa syna innej nauczycielki. Jak nam mówiła, wcześniej została publicznie wyzwana przez tę nauczycielkę, a postawa dyrekcji szkoły zaogniła sprawę.
Zofia H. doznała udaru po konflikcie dotyczącym świadectwa syna innej nauczycielki. Jak nam mówiła, wcześniej została publicznie wyzwana przez tę nauczycielkę, a postawa dyrekcji szkoły zaogniła sprawę. Pixabay
Czy nauczycielka Zofia H. padła ofiarą mobbingu w szkole w Tulcach? Konflikt zakończonym jej udarem powstał w związku ze świadectwem pierwszaka, syna innej nauczycielki. W procesie, który Zofia H. później wytoczyła szkole, we wtorek zeznawali kolejni nauczyciele. Niektórzy potwierdzili, że Zofia H. była źle traktowana. Zupełnie inaczej zeznawała jednak wicedyrektorka szkoły. Jednocześnie domagała się, by... w mediach nie opisywać jej zeznań.

Nauczycielka Zofia H., która pozwała szkołę o mobbing, na wtorkowej rozprawie się nie pojawiła. Jak mówi, trwający proces to kolejne nerwy i emocje, które trudno jej znieść.

WIĘCEJ:
Mobbing w szkole w Tulcach? "Ty s..., oblałaś moje dziecko pomyjami"
Sprawa o mobbing w szkole w Tulcach: niektóre nauczcielki chcą usunąć dziennikarza

Konflikt w szkole rozpoczął się w czerwcu 2014 roku. Zofia H. zamierzała na świadectwie opisowym ucznia pierwszej klasy, syna innej nauczycielki, krytycznie opisać jego zachowanie. Ale na „prośbę” pani wicedyrektor poprawiła mu świadectwo. Spór narastał. Po rozpoczęciu nowego szkolnego przyznano jej kilku „nauczycieli wspomagających”, w tym skonfliktowaną z nią matkę chłopca, do którego miała zastrzeżenia o złe zachowanie. Na początku października 2014 roku, po kolejnej spornej sytuacji z matką chłopca, Zofia H. doznała udaru. Ze szkoły, nieprzytomna, trafiła do szpitala. Do dziś nie wróciła do pełnej sprawności.

We wtorek zeznawały cztery kolejne nauczycielki. Dwie pierwsze były wezwane przez adwokat reprezentującą Zofię H.

Szkoła w Tulcach: "na radzie pedagogicznej nikt nie kwestionował oceny"

**
Najpierw zeznawała nauczycielka będąca w dobrych relacjach z Zofią H.

- Zosia w czerwcu 2014 roku przedstawiła notatkę z krytyczną oceną zachowania chłopca, syna innej nauczycielki. Ocena była surowa, ale adekwatna do jego zachowania. Na lekcjach wkładał sobie ołówek do nosa i uszu, przerywał zajęcia, sprawiał kłopoty. Podczas tamtej rady pedagogicznej nikt nie zaprotestował przeciwko takiej ocenie. Potem od Zosi dowiedziałam się, że jedna z pań wicedyrektor już po radzie powiedziała jej, by zmieniła ocenę na łagodniejszą. Zosia była zapłakana, ale świadectwo zmieniła. Nigdy wcześniej taka sytuacja się nie zdarzyła, by zmieniać uczniowie ocenę zaakceptowaną na radzie pedagogicznej.
Nauczycielka opowiadała też, że Zofii H. trafiła się trudna, niezdyscyplinowana klasa. - Ale ona sobie radziła, potrafiła utrzymać porządek. Gdy doznała udaru i się leczyła, syn tej nauczycielki, od którego świadectwa wszystko się zaczęło, mówił, że "tęskni za panią Zosią”. To znaczyło, że między nią, a tym uczniem, były dobre relacje – dodawała nauczycielka.

Drugim świadkiem była nauczycielka, która w 2014 roku krótko pracowała w Zespole Szkół w Tulcach. Z klasą Zofii H. miała język angielski. - Widziałam, że między wychowawczynią, czyli panią Zofią, a inną nauczycielką, mamą tego chłopca, był konflikt. Byłam raz świadkiem sytuacji w pokoju nauczycielskim: mama tego chłopca w emocjonalny i wulgarny sposób wypowiadała się o Zofii H. To było takie obgadywanie za plecami. Tamtych słów już nie pamiętam, ale to było przykre. Jesteśmy przecież ludźmi wykształconymi. Ale w szczegóły sporu nie wchodziłam - zeznała anglistka.

Wicedyrektor szkoły w Tulcach: nie chce, by cytowano moje zeznania

**
Potem przyszedł czas na zeznania dwóch nauczycielek powołanych przez pozwaną szkołę.

Jedna z nich wskazała, że przed udarem, na początku września 2014 roku, zauważała kiepski wygląd Zofii H. - Pytałam ją, czy coś się stało. Opowiedziała mi wtedy o konflikcie z jedną z koleżanek z pracy w związku ze świadectwem tego chłopca. Potem, po udarze Zofii H., prosiłam innych nauczycieli, byśmy zebrali dla niej pomoc. Zawiozłam jej pieniądze do szpitala, byłam tam z mężem, nikogo więcej ze strony szkoły wtedy nie było. Pani Zosia początkowo nie chciała tego przyjąć, ale przekonałam ją, by to zrobiła, że jej dobrze życzymy. Z tej zbiórki nie wzięła pieniędzy tylko od jednej osoby, od skonfliktowanej z nią nauczycielki. Potem pani Zosia wróciła do pracy w szkole. Atmosfera nie była najlepsza. Ja trzymałam się z boku tego wszystkiego - zeznała nauczycielka.

We wtorek jako ostatnia zeznawała wicedyrektor szkoły w Tulcach. Miała obiekcje do obecności dziennikarza „Głosu Wielkopolskiego”. Domagała się niecytowania jej zeznań, niepodawania jej danych. Uważa, że z artykułem należałoby zaczekać do końca procesu.

To właśnie ta pani wicedyrektor w 2014 roku wpływała na Zofię H., by poprawiła świadectwo synowi innej nauczycielki. Dlaczego już po radzie pedagogicznej poleciła zmienić ocenę? We wtorek, wbrew relacjom innych osób, pani wicedyrektor twierdziła, że „wszyscy byli zszokowani” propozycją ocen przedstawioną przez Zofię H.

- Wcześniej Zofia H. nigdy nie zgłaszała kłopotów w tej klasie. Dlatego na radzie wszyscy byliśmy zszokowani jej słowami. Zrobiła się cisza. Potem, po radzie, prosiłam ją o łagodniejsze ocenienie czterech uczniów, ale ocenę poprawiła tylko synowi nauczycielki – zeznawała w sądzie pani wicedyrektor.
Na czym polegała poprawa świadectwa? - Najpierw w szkicu świadectwa napisała o tym chłopcu, że obraża się na inne dzieci, wzbudza ich gniew. A potem zmieniła na słowa, że popada w zniechęcenie i stara się poprawić swoje zachowanie. To już nie było tak drastycznie opisane - dodała pani wicedyrektor.

Jeszcze kilku świadków, potem wyrok ws. mobbingu

**
Pani wicedyrektor twierdziła również, że po zakończeniu roku szkolnego wielu rodziców domagało się zmiany nauczyciela. Bo Zofia H. miała przywiązywać zbyt wielką wagę do dyscypliny, często uciszać dzieci, ciągle mówić „ciiii”, „ciiii”, kazać stać im w parach, za dużo zadawać do domu. Niegrzecznym uczniom miała zadawać pisanie zdań w stylu „Nie będę przeszkadzać na lekcjach”.

Tymczasem Zofia H. mówiła nam wcześniej, że przeciwko niej wystąpiło tylko kilku rodziców, a nie większość klasy. W nowym roku szkolnym, krótko przed udarem, dyrekcja przydzieliła do jej klasy „nauczycieli wspomagających”. Zdaniem dyrekcji, mieli pomagać podczas lekcji. Tymczasem w opinii części kadry pedagogicznej chodziło o kontrolowanie Zofii H. Jednym z tych nauczycieli wspomagająco-kontrolujących została… nauczycielka skonfliktowana z Zofią H., matka chłopca sprawiającego trudności.

- Dlaczego również ona została jednym z asystentów w klasie Zofii H.? Matka tego chłopca przychodziła na lekcje informatyki. W szkole był jeszcze jeden nauczyciel tego przedmiotu, ale jemu najwyraźniej nie pasował plan, by przychodzić do tej klasy - twierdziła wicedyrektorka.

Podczas rozprawy pojawił się również wątek listu, jaki w 2014 roku trafił do władz szkoły. Jedna z matek skarżyła się, że prowodyrką akcji przeciwko Zofii H. jest nie kto inny, jak skonfliktowana z nią nauczycielka. Zorganizowała nieformalne spotkanie pod szkołą, miała już gotowe pismo atakujące Zofię H. Jak dyrekcja szkoły zareagowała na tamten list jednej z matek?

- List pamiętam. Ale to było słowo przeciwko słowu, na tym to zakończyłam - przyznała w sądzie pani wicedyrektor.

Proces zmierza ku końcowi. Poznański Sąd Okręgowy zamierza przesłuchać jeszcze kilku świadków. Potem zapadnie wyrok.

POLECAMY:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski