Szymon Mysłakowski: Lubię silnych reżyserów

Stefan Drajewski
Szymon Mysłakowski jako Iluzjonista w "Orkiestrze Titanic"
Szymon Mysłakowski jako Iluzjonista w "Orkiestrze Titanic" Fot. Agnieszka Kot
Z Szymonem Mysłakowskim, laureatem Medalu Młodej Sztuki w kategorii "Teatr", rozmawia Stefan Drajewski

Co sprawiło, że krakus z urodzenia wybrał jako miejsce do życia Kalisz?

Szymon Mysłakowski: - To Kalisz mnie wybrał. Dyrektor Robert Czechowski zaprosił mnie i moich kolegów ze szkoły, abyśmy tu przyjechali.

Zadomowił się Pan w Kaliszu?

Szymon Mysłakowski: - Trudno mi mówić o zakorzenieniu. Raczej traktuję Kalisz jako przystanek w drodze… Ale nie narzekam, dobrze się tu czuję.

Trudno, żeby się Pan czuł źle w teatrze, w którym praktycznie nie schodzi ze sceny...

Szymon Mysłakowski: - To prawda. Ale mam świadomość, że poza Kaliszem istnieje inny świat. Może warto by go zobaczyć.

Jeszcze w szkole zadebiutował Pan w spektaklu reżyserowanym przez kobietę, "Nierządach" według Geneta. Na zawodowej scenie zadebiutował Pan u tej samej reżyserki - Agaty Dudy-Gracz w spektaklu "Wybrani" również według Geneta. Lubi Pan powroty do autorów, reżyserów...

Szymon Mysłakowski: - Do Kalisza przyjechaliśmy grupką a zaraz za nami Agata Duda-Gracz. Ale z perspektywy czasu patrząc, lubię wracać do reżyserów. Odpada moment poznawania się, wyczuwania… Od razu możemy szukać nowych rzeczy, czegoś, czego nie znaleźliśmy w poprzedniej pracy. Kiedy zaczynaliśmy próby "Orkiestry Titanic" z Rudolfem Zioło, to tak jakbyśmy kontynuowali naszą "rozmowę" z poprzednich dwóch realizacji.

Niemalże na początku zawodowej drogi spotkał się Pan z Mają Kleczewską, która zrealizowała w Kaliszu "Woyzka". To było chyba dla pana ważne spotkanie, sądząc po efekcie waszej wspólnej pracy?

Szymon Mysłakowski: - Dla mnie - jak do tej pory jest to jedno z ważniejszych spotkań reżyserskich. To było przede wszystkich spotkanie z młodą duchem reżyserką, która wie od początku czego chce. Jej odwaga pozwalała samemu się otworzyć. To był mój drugi spektakl w Kaliszu i od razu uruchomiło się we mnie myślenie, że nie znalazłem się na prowincji. Przekonałem się, że w Kaliszu można robić dobry teatr, tylko trzeba być uczciwym. Można tu spotkać świetnych reżyserów, kolegów…

W pierwszej chwili chciałem zapytać, czy dobrze pracuje się z reżyserkami, ale zorientowałem się, że poza wspomnianymi już paniami, nie pracował Pan więcej z kobietami.

Szymon Mysłakowski: - To prawda, że od tamtej pory nie pracowałem już z reżyserkami, ale miło je wspominam. Obie są silnymi osobowościami i twardą ręką trzymają zespół.

Lubi Pan silnych reżyserów?

Szymon Mysłakowski: - Absolutnie tak. Lubię dać się uwieść sile i pewności reżysera, gdzie ja z moimi wątpliwościami mam za kim iść.

Gra Pan w komediach i farsach. Jak się czuje aktor, któremu czasami wcale nie jest do śmiechu, a potrafi rozbawić innych. Ma Pan jakiś patent?

Szymon Mysłakowski: - Patentu nie mam. Komedie i śmieszność na scenie przychodzą mi dosyć łatwo. Może jest to gdzieś w mojej naturze? Czasami wieczorna farsa rzeczywiście nie współgra z moim samopoczuciem, ale przychodzi godzina 19, trzeba się skupić, wyjść do publiczności i zagrać.

Prywatnie jest Pan śmieszkiem?

Szymon Mysłakowski: - Tak, oczywiście.

Łatwo Pana "ugotować" na scenie?

Szymon Mysłakowski: - Nie.

A sam Pan lubi "gotować" innych?

Szymon Mysłakowski: - Tak, ale nie przekraczam pewnych granic.

Obok komedii wciela się Pan w poważne role. I znowu przykuwa Pan wzrok publiczności. Jak Pan to robi?

Szymon Mysłakowski: - Każda rola dramatyczna jest dla mnie wyzwaniem, ponieważ w naturalny sposób łatwiej mi bawić.

W ostatnich miesiącach zagrał Pan dwie bardzo różne role: Tobiasza w "Gwałtu, co się dzieje" i Iluzjonistę w "Orkiestrze Titanic". Co jest trudniejsze: grać w sukience (Tobiasz) czy robić na scenie magię?

Szymon Mysłakowski: - Rola Iluzjonisty była trudniejsza, bo mniej uchwytna. Wspólnie z reżyserem Rudolfem Zioło chcieliśmy stworzyć na scenie świat iluzji, nie odwołując się do tricków. Tobiasz natomiast mierzy się tylko z narzuconą mu przez otaczającą rzeczywistością rolą…

Od jakiegoś czasu na afiszu przy Pana nazwisku pojawiają się słowa "ruch sceniczny". W "Summertime" śpiewał pan, a potem pojechał na Przegląd Piosenki Aktorskiej do Wrocławia i znalazł się w finale.

Szymon Mysłakowski: - Ruch sceniczny to powrót do czasów młodości, kiedy tańczyłem w harcerskim zespole. Kiedy nadarzyła się okoliczność, spróbowałem układać ruch najpierw na Scenie Inicjatyw Aktorskich a teraz w "Orkiestrze Titanic".

Podobnie jak wielu aktorów grających w teatrze z dala od kina, chyba zaniechał Pan trochę ten "ogródek".

Szymon Mysłakowski: - To prawda. Nie mam czasu, ale nie ukrywam, że lepiej się czuję na scenie niż na planie. W teatrze czuję się bezpiecznie, można każdą rzecz sprawdzić. Na planie mam wrażenie, że coś mi umyka. Jeszcze się nie rozejrzę do końca, a okazuje się, że już po wszystkim.

Rozmawiał Stefan Drajewski

Wideo

Materiał oryginalny: Szymon Mysłakowski: Lubię silnych reżyserów - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie