Teatr budzi z letargu

    Teatr budzi z letargu

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Tegoroczne "Maski" - festiwal młodego (czasem duchem, a nie metryką) teatru - rozciągały się między tematami, które mogą nam spędzić sen z powiek oraz swego rodzaju "dobranockami" dla dorosłych. Wątkiem przewodnim miał być człowiek w kontekście społeczno-historycznym. Dwa najważniejsze festiwalowe spektakle to dla mnie "Homo Polonicus" Teatru Provisorium oraz "Nostro$olle" Evy Rufo.
    Zespół z Lublina sięgnął po książkę Krystiana Piwowarskiego. Pisarz z Częstochowy bierze na warsztat wszystkie nasze narodowe przywary i, stylizując swą opowieść na szlachecką gawędę, daje nam nieźle popalić. Polak to - w jego karykaturalnej wizji - pazerny ksenofob i mitoman, a także kłótliwy prostak, nierób i zazdrośnik. Na scenie za jego zapyziały dwór robią wyrwane z kinowej widowni krzesła: nadłamane, nadpalone, brudne. Po nich wspinają się i z nich spadają bohaterowie wydarzeń. Xsiążę Stanisław (Jarosław Tomica) roi sobie, że zostanie polskim królem.

    Jego paranoiczne monologi wpisane są w historyczny kontekst Polski pod zaborami, ale równie dobrze może je przenieść do współczesnego prezydenckiego pałacu, do słuchawki telefonu gminnego urzędnika, a także do dużego pokoju w niejednym blokowisku, gdzie sfrustrowany obywatel Rzeczypospolitej wylewa jad na telewizyjny ekran i zatruwa nim własną rodzinę. Stanisław nienawidzi swojego teścia, który chowa przed nim spadek. Nienawidzi sąsiada Niemca, który przyciąga do swego majątku okolicznych chłopów (bo im - bezczelny - płaci). Nienawidzi Rosjanina, co nie przeszkadza mu wcale pić z nim wódki i jeździć do burdelu. Nienawidzi Żyda, z którym robi pokrętne interesy. Nienawidzi własnej żony, która ma romans z francuskim guwernerem. Nienawidzi w końcu i księdza, który domaga się datków na Kościół. Łagodnieje jedynie w obecności kochanki, której wyznaje uczucia płomienne, zaprawione romantycznym uniesieniem. Oto nasza narodowa tradycja! Patrzcie Państwo i się przeglądajcie! A jeśli ktoś ma wątpliwości... Cóż, pozazdrościć dobrego samopoczucia.

    Eva Rufo, Hiszpanka mieszkająca w Poznaniu, zajmuje się w teatrze... opowiadaniem historii. To tradycja przywieziona z jej rodzinnego kraju. W premierowym przedstawieniu "Nostro$olle" poznajemy losy afrykańskich uchodźców: chłopaka, który chciał kupić nową furgonetkę, żeby zarobić na rodzinę, młodziutkiej wdowy, która została prostytutką, żeby kupić bilet do lepszego świata, a także jej synka, którego bawi kołysanie łódki płynącej do Europy. Wszyscy zginą zatopieni przez swojego przewoźnika, kiedy ten zobaczy ścigających ich patrol. Aktorka dzieli teatralną salę na dwie części. Widzowie siedzą jakby na brzegach dwóch światów. Niemal się stykają w wąskim przesmyku najeżonym jednak odwróconymi do góry nogami krzesłami. Poruszające historie opowiedziane w pierwszej osobie zostają zderzone ze sceną, w której europejska dziennikarka, relacjonuje je dla potrzeb swojej gazety. Widzimy ją przy pisaniu tekstu: spieszy się, niecierpliwi, dobiera przymiotniki, sprawdza statystyki. Profesjonalnie. Technicznie. Bezosobowo. Wreszcie kończy niewdzięczną robotę i może iść do domu. Eva Rufo zostawia nas w ciemnej sali z włączonym telewizorem. Słyszymy kolejne głosy w sprawie emigrantów.

    Zderzenie "prawdziwej opowieści" z tym, na co zamieniły ją dziś media, zostawia w poczuciu goryczy, ale też nadziei: trzeba się tylko spotykać z ludźmi, patrzeć im w oczy, słyszeć ich głos. Choćby w teatrze.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo