Tomasz Kot: Starałem się rozebrać Hansa Klossa

Jacek Sobczyński
Tomasz Kot
Tomasz Kot archiwum
Rozmowa z Tomaszem Kotem, odtwórca roli Hansa Klossa w"Stawce większej niż śmierć"

Jest Pan młodszy od serialu "Stawka większa niż życie" o 10 lat. Nie załapał się Pan na pierwszą falę popularności Hansa Klossa, czy zatem dla dorastającego w latach 80. chłopaka nasz superbohater był w stanie konkurować z ówczesnymi popkulturalnymi superbohaterami: Indiana Jonesem i Arnoldem Schwarzeneggerem?
Tomasz Kot: To nie do końca tak. PRL-owska rzeczywistość nawet w latach 80. nie otwierała dla nas drzwi na Zachód. W telewizji były dwa kanały, a wiele informacji o zagranicznych fenomenach popkulturalnych po prostu do nas nie docierało. "Stawka większa niż życie" była wyświetlana dość często, a myśmy chłonęli ją z pełnym entuzjazmem.

ZOBACZ TEŻ:
Hans Kloss - powrót kultowego bohatera
Wiesław Kot o "Stawce większej niż śmierć"

Czy w takim razie ugięły się pod Panem nogi, gdy producenci "Stawki większej niż śmierć" zaproponowali Panu wcielenie się w postać Klossa? W końcu to branie się za bary z prawdziwą legendą...
Tomasz Kot: Myślę, że aktorzy zawodowi muszą umieć przyjmować takie wiadomości na chłodno. Choć... faktycznie, na początku myślałem, że to żart. Ale potem doszedłem do wniosku, że trzeba spróbować, skoro za kamerą stanie Patryk Vega, facet, który świetnie wywraca do góry nogami wizerunki swoich aktorów - tak, jak choćby robił to w "Pitbullu".

Kloss jest postacią pokoleniową, więc wiedziałem, że jeśli zagram go źle, ludzie mi nie wybaczą a ja skończę z plamą na życiorysie. Postanowiłem więc bardzo metodycznie przygotować się do roli. Wie Pan, na tym polega trudność aktorstwa - z jednej strony szukamy tzw. "uniesienia", a z drugiej musimy cały czas pamiętać o ważnych drobiazgach. Na przykład, żeby zrobić maksymalnie cztery kroki, bo przy piątym wyjdziemy już poza zasięg kamery.

Wiem, że przygotowując się do roli Ryszarda Riedla w "Skazanym na bluesa", zamieszkał Pan w jego mieszkaniu w Tychach. Czy przy pracy nad postacią Klossa też starał się Pan wczuć w bohatera w niekonwencjonalny sposób?
Tomasz Kot: Na pewno starałem się rozebrać Klossa na czynniki pierwsze. Na przykład miałem kurs prawa jazdy na sprzętach wojskowych, uczyłem się ich specyfiki. Uczyłem się też o umundurowaniu wojskowym, o niemieckiej lojalności... tak, było tego naprawdę sporo.

Kiedy w latach 70. ogłoszono, że Daniel Olbrychski ma zagrać w "Potopie", Polacy wyrazili głośny sprzeciw. Olbrychski się nie ugiął i stworzył świetną rolę. Wygląda na to, że Polska widzi Pana w roli Klossa - dziś nikt głośno nie buntuje się przeciwko Pańskiej roli...
Tomasz Kot: Naprawdę? Co zaglądam do internetu, to zawsze znajdę głosy krytyczne (śmiech). Ale tak samo było przed "Skazanym na bluesa". Pamiętam, że w Krakowie jakiś facet chciał mnie nawet bić, choć "Skazany..." nie wszedł jeszcze na ekrany. Powiedziałem mu: "człowieku, daj mi szansę i obejrzyj chociaż film!"

Podchodzi Pan do roli Klossa z dystansem czy raczej z pozycji na kolanach?
Tomasz Kot: Jest miejsce na dystans, ale nie ma na komikowanie. "Stawka większa niż śmierć" będzie wszak filmem poważnym. Najrozsądniej będzie czuć czołobitność w sercu, ale mieć dystans na zewnątrz. Jasne, że strasznie cieszę się z wcielenia w tak kultową postać, ale dystans do Klossa jest niezbędny w technicznych aspektach pracy. Wtedy muszę przypominać sobie, że to taka sama rola, jak każda inna.

W filmie Vegi pojawia się także Stanisław Mikulski. Mieliście Panowie okazję spotkać się i porozmawiać?
Tomasz Kot: Nie, ani na planie, ani poza nim. Mikulski grał swoje partie latem, my nasze sceny kręciliśmy zimą.

Jakim człowiekiem będzie Pański Kloss?
Tomasz Kot: Bardzo skoncentrowanym na pracy. Trochę ciężko mówić, że to "mój" bohater - ja tylko kontynuuję rolę, pięknie zapoczątkowaną w serialu przez Stanisława Mikulskiego. Ale sądzę, że Kloss przyciągnie do kin wiele pokoleń. Starsi przyjdą, żeby zobaczyć swojego ukochanego bohatera po latach, młodszych może skusić nowoczesna forma filmu. Jest rozmach, jest bardzo fajny zwrot akcji w połowie filmu - oczywiście nie mogę powiedzieć, jaki. Ja sam mam wrażenie, że "Stawkę" ogląda się jak dobry hollywoodzki film akcji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie