Tomasz Raczek: Rozmowy z widzami po filmach to pewien rodzaj kinoterapii [ROZMOWA]

Kamil Babacz
Tomasz Raczek organizuje w kinie Muza przegląd polskiego kina
Tomasz Raczek organizuje w kinie Muza przegląd polskiego kina Tomasz Bolt/Polskapresse
- Siedząc w domu, nigdy nie dowiem się o sobie, o świecie i o innych tego, czego mogę dowiedzieć się rozmawiając z widzami - mówi Tomasz Raczek, który organizuje w czerwcu w kinie Muza przegląd polskiego filmu.

Dlaczego warto przyjść na Pański przegląd?
Tomasz Raczek:
Do kin studyjnych przychodzą głównie młodzi ludzie, którzy przyznają się, że nie znają wielu polskich filmów. Nie wszystkie emituje telewizja. Chcę więc przypomnieć filmy, które z całą pewnością są perłami, ale zbyt szybko okryły się kurzem. Starałem się nie umieszczać w programie filmów obecnych w każdym przeglądzie polskiego kina. Chcę na przykład przypomnieć, nieco zapomniany w porównaniu do "Rejsu" czy "Misia", nurt abstrakcyjnego kina komediowego, który tworzyli Andrzej i Janusz Kondratiukowie. To polski Monty Python, dzisiaj nieco odsunięty na dalszy plan.

CZYTAJ TAKŻE:
Kino polskie wg Tomasza Raczka w Muzie: Nieocenzurowana Kalina Jędrusik tylko w Poznaniu!

Z którego filmu najbardziej się Pan cieszy?
Tomasz Raczek:
Bardzo cieszę się, że rozpoczniemy przegląd od "Dybuka". Już od dawna szukałem okazji, by porozmawiać o polskim kinie realizowanym w języku jidysz w II Rzeczpospolitej. Cieszę się także bardzo z pełnej wersji "Ziemi obiecanej". Byłem na premierze tego filmu w latach 70. i pamiętam, że już wtedy wiedzieliśmy, że jest to arcydzieło. Nie rozumiem dlaczego po latach ktoś wyciął z arcydzieła kawałek. To jedyna okazja w Polsce by zobaczyć film w całej wersji.

Czego nie udało się Panu włączyć do przeglądu?
Tomasz Raczek:
Kilku filmów, na których mi bardzo zależało, na przykład "Płonących wieżowców" Tomasza Wasilewskiego - pierwszego polskiego filmu gejowskiego. Chciałem, by przegląd kończył się filmem nowym, przedpremierą. Jednak ze względu na wymogi festiwalowe, które często mówią, że film może być przyjęty do konkursu, pod warunkiem, że nie będzie wcześniej publicznie pokazywany, dystrybutorzy nie zgodzili się na umieszczenie go w tym przeglądzie.

Podobno lubi Pan prowokować podczas dyskusji, zmuszać publiczność do rozmowy. Jak przebiegają pańskie dyskusje?
Tomasz Raczek:
Zawsze patrzę widzom w oczy. Pytania powstają w chwili rozmowy. Staram się postępować tak, jak Zygmunt Kałużyński. Miał umiejętność rozmawiania z każdym, bardzo mu tego zazdrościłem. Potrafił w taki sposób zainteresować się opinią widza, że widz nie zaczynał wypowiedzi od "Może ja się nie znam…", "Ja nie jestem krytykiem…", ale od razu mówił, co myśli i nie wstydził się tego. Po latach mnie też udaje się tak rozmawiać, choć nie naśladuję Zygmunta, poza tym patrzeniem widzowi w oczy.
W każdym mieście, w każdym kinie, po każdym filmie wychodzi to zupełnie inaczej. Zdarzyło się już parę razy, że po dyskusjach dostawałem maile, w których widzowie pisali, że coś ważnego stało się w ich życiu w wyniku tych rozmów - na przykład że podjęli jakąś decyzję, postanowili odbyć jakąś rozmowę… Film nie pozostał dla nich jedynie filmem, ale miał dalszy ciąg w życiu. Kino właśnie po to jest. Oczywiście jest rozrywką, ale ma też pomagać w naszych emocjach. Rozmowy po filmach to pewien rodzaj kinoterapii, której każdy z nas potrzebuje. Ja też ją sobie funduję, gdy rozmawiam z widzami. Nawet jeśli muszę jechać przez pół Polski, by pogadać o filmie, to uwielbiam to robić. Siedząc w domu, nigdy nie dowiem się o sobie, o świecie i o innych tego, czego mogę dowiedzieć się rozmawiając z widzami.

Jak bardzo zaskakujące zdarzają się wypowiedzi widzów?
Tomasz Raczek:
Najbardziej zaskakujące są opinie osób, które przychodzą z założeniem, że na pewno nie zabiorą głosu. Taki widz nagle zaczyna mówić, w sali w której jest 100 osób, o tak prywatnych sprawach, o których nie rozmawia nawet z najbliższymi. W ogóle o tym zapomina, ale najważniejsze, że potem tego nie żałuje. Uważam, że są to bezcenne momenty. W najtrudniejszych momentach życiowych, kino wielokrotnie stanowi rodzaj ucieczki, lekarstwa i terapii. Dlatego kino żyje i rozwija się.

Jeżeli kino ma się tak dobrze, to czemu "Film" znika z rynku?
Tomasz Raczek:
Magazyn "Film" jeszcze walczy. Wydawca zrezygnował z wydawania "Filmu". Oczywiście jest kryzys na rynku mediów, a prasa papierowa jest w odwrocie, ale nie jest jeszcze tak źle, by odejście czasopisma było nieuchronne. Odkąd jestem redaktorem naczelnym "Filmu", czyli od października ub. roku, jego sprzedaż wzrosła o 36 procent. W tym czasie spadła sprzedaż większości kolorowych magazynów. Kilku inwestorów jest zainteresowanych, by kontynuować tytuł - pytanie tylko, czy dogadają się z właścicielem praw do tytułu, którym nie jestem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie