Tor Poznań: SuperOes - wyścigi dla każdego

Mateusz Pilarczyk
SuperOes na Torze Poznań Paweł Miecznik
Ryk silników subaru i warkot maluchów towarzyszył rozgrywanym na Torze Poznań zawodom z serii SuperOes. W sobotę na stracie rywalizacji amatorów stanęło 111 załóg z całej Polski, a samochody za kilkaset tysięcy złotych były w zdecydowanej mniejszości.

Co trzeba zrobić, żeby się pościgać na torze?
- Najważniejsze to się zgłosić. Trzeba mieć auto, w którym jest apteczka, gaśnica i kierowca z prawem jazdy - przedstawia krótki przepis na poczucie się kierowcą wyścigowym Magdalena Żółtowska, jedna z organizatorek zawodów, w których liczy się jak najszybsze pokonanie wyznaczonej trasy.

CZYTAJ TEŻ:
Monster Truck na Torze Poznań
Drifting: sportowe samochody i emocje
Driftingowe mistrzostwa na Torze Poznań

SuperOes to impreza dla kierowców amatorów, którzy nie mają licencji wyścigowej, ale też dla zawodników z licencją - nie ma podziału na osobne klasy, bo zawodnicy sami tak zdecydowali. Weekendowi rajdowcy chcą konkurować z zawodowcami, dla których SuperOes to rozgrzewka przed sezonem zasadniczym.

- To dodaje autentyczności zawodom, które bardzo wciągają. Czuje się adrenalinę - przyznaje Robert Mielczarek z Koła, który na
SuperOesy przyjeżdża z synem citroenem C2. - Mamy całkiem cywilny samochód. Troszkę zmian w silniku, ale to właściwie seryjne auto. Trzeba tylko uważać, żeby się nie obetrzeć.

A o to w cale nie jest trudno, jeśli chcemy jeździć na granicy możliwości naszego samochodu i nas samych, jako kierowców. Dlatego na torze można spotkać wiele maluchów, seicento i cinquecento na których karoserii obtarty lakier, albo wgniecenia bolą o wiele mniej.

- Na malucha nie wydałem dużo. To jest impreza dla amatorów, więc mogłem przyjechać niemodyfikowanym autem, ale już na pierwsze zawody obniżyłem trochę zawieszenie. Potem kupiłem siedzenia kubełkowe, pasy, kierownicę sportową i zrobiłem modyfikację gaźnika - wylicza Kamil Krzeszkiewicz. Jak mówi, na wyniki przyjdzie czas po modyfikacji silnika i poprawieniu przyspieszenia leciwego fiata 126p tak, aby wyrabiał się w przynajmniej dwadzieścia kilka sekund do setki. A takie podrasowane maluchy potrafią osiągać nawet prędkości w granicach 160 km/h.

- Nigdy maluch mnie nie ciągnął. Zaczynałem przed kilkoma laty fiatem 125p, właśnie tu w Poznaniu. Samochód kupiony za 1500 złotych od starszego pana posłużył mi bez przeróbek cały sezon - wspomina Lech Kaczmarek, teraz za kierownicą BMW 318i z zamontowaną w środku klatką bezpieczeństwa i ambicjami na wygrywanie.

Miejsca na pudle w każdej z sześciu klas wyznaczonych głównie litrażem silników są jednak okupione nie tylko doświadczeniem w ściganiu, ale i gruntowną przebudową samochodu. Lecz nie jest ona wymagana, aby dobrze bawić. Najbliższa okazja ku temu już 10 marca.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
motozubr

Poczciwe polskie Fiaty nadal służą młodym fanom wyścigów. Fajnie że legendy polskiej motoryzacji nie gniją na złomowiskach czy w stodołach tylko dostają kolejne intensywne życie i przynoszą radość swoim użytkownikom. Polskie Fiaty zasługują na jak najdłuższe życie, renowacje i wielki szacunek.

Dodaj ogłoszenie