Tydzień Baby: Byle do świąt

    Tydzień Baby: Byle do świąt

    Zdjęcie autora materiału

    Kamilla Placko-Wozińska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    To już za chwilę. Święta piękne się odbędą. Myśli złych pozbyć się należy, ale babie trudno tak jakoś. Nie tylko dlatego, że passy dobrej to ona w tygodniu wielkim nie miała. Postawa dziada dotknęła ją jeszcze.
    Tydzień Baby: Byle do świąt
    O sprzęgło poszło, co to spaleniu uległo całkowitemu, co kosztownym bardzo się okazało. Baby diagnoza taka była, że dziad to nogę za ciężką na owo ma, bo samochodem małym i delikatnym jeżdżą. Dziad zaś obstawał, że czynniki inne być muszą. Niezależne.

    Jak już auto odbierali, dziad pytanie fachowcowi zadał o przyczyny zdarzenia przykrego, co to nie pierwszy raz miejsce miało.

    – Nie powiem – mechanik stanowczo oświadczył. – Bo będzie to, co u mnie w domu, awantura…

    Na te wieści baba wdzięcznie się uśmiechnęła, co by widać było, że wyrozumiałą bardzo jest i dziada czepiać się nie zamierza. Ale satysfakcji trochę miała, że na jej wyszło.


    – Czyli, że błąd w sztuce? – dziad, jakby uwierzyć nie mógł, dopytywał. A pan miły głową pokiwał jedynie smutno. A potem coś dziwnego się stało, bo do baby się zwrócił, jakoś tak porozumiewawczo na dziada łypiąc:

    – Pani po mieście jeździ głównie czy w dalsze trasy też?

    – I tak i tak… – „jeździmy” baba dodać chciała. I jeszcze to, że dziad częściej. Znacznie częściej. Ale nie zdążyła, bo pan tłumaczyć zaczął, jak sprzęgła używać należy. Babie tłumaczył. A dziad ze zrozumieniem potakiwał. Nawet bąknął coś typu „właśnie”.

    – Dziadzie powiedz, że to… – baba sytuację wyjaśnić próbowała.

    – Nie ma co gadać – dziad uspokajająco odparł. – Stało się i koniec – na słowa te mechanik spojrzenie pełne uznania dziadowi rzucił. Że ugodowy taki.

    Zły nastrój baba miała, gdy do sklepu się udała. Pomyślała, że zaraz jej się poprawi, bo przed świętami to mili tacy wszyscy są, a sprzedawczynie życzenia składają. Wyjątek jednak nastąpił, gdy baba na kolej swoją do kasy czekała. Koleżanka jej młodsza (od dziecka baby nawet młodsza) z pracy do ekspedientki z boku podeszła.

    – Przepraszam bardzo, byłam tu przed chwilą i pani się przy wydawaniu reszty pomyliła – grzecznie się odezwała.

    – Na pewno nie – odburknęła sprzedawczyni. – Takie uwagi to przy kasie robić należy. Teraz to za późno jest już. Każdy może tak powiedzieć...

    – Ale… – dziewczyna jeszcze walczyć próbowała.

    – Nie ma „ale” – ekspedientka dokończyć nie pozwoliła. I tekst żywcem z epoki minionej wygłosiła: – Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się!

    Bardzo się babie żal koleżanki zrobiło, że straty przed świętami samymi ma.

    – Dużo Kasiu tego było? – po wyjściu ze sklepu z troską spytała.

    – No, trochę… – koleżanka odpowiedziała. – Tylko jogurt kupowałam, dziesięć złotych dałam, a ta pani ze stu mi wydała…

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo