Tydzień baby: Gorączka nie tylko wyborcza

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Żar z nieba się lał i buchał z nagrzanej ziemi. Atmosfera też gorąca była, gdy baba z koleżankami z kijami duktami leśnymi podążały. I wcale o wybory się nie kłóciły, o wodę spór trwał, a dokładnie o to, która właściwie zapas większy zabrać obiecywała. Małe butelki dawno opróżnionymi były, a na horyzoncie ani strumyczka, ani sklepu żadnego.

– Jak dom jakiś się trafi, to do gospodarza zajdźmy – baba zaproponowała. – O szklankę wody poprośmy…

– Oszalałaś chyba – przyjaciółka zaprotestowała. – Pomyśli, że nie na wnuczka, a na wodę kraść chcemy, albo co…

– A nawet jak nie, to wstyd przecież tak żebrać – drugiej przyjaciółce pomysł też się nie spodobał. Ale olśnienie miała, które to tej pierwszej też się spodobało: – Wiem, chyba że udawać kogoś innego będziemy, że my ze sprawą, a tę wodę to tak przy okazji…

– Ciekawe, kogo też udawać zamierzacie – baba urażona burknęła.

– Ankieterki na ten przykład – koleżanka odparła – że my spytać o wybory przyszłyśmy, na kogo głosowali.

– Zaraz oszustwo wyjdzie – baba zapał studziła. – Wszędzie trąbili, że ankieterzy to pod punktami wyborczymi będą.

– To możemy zwykłe ankieterki być – odpowiedź padła. – Jak się żyje, spytamy.

– Z kredytami twoimi, to raczej pytajcie jak żyć, gospodarzu… – baba się opierała i słusznie, bo zza drzew tablica się wyłoniła, że do baru kilometr jest!

– Damy radę! Jak przyspieszymy, to za dziesięć minut napoje będą – przyjaciółka w radość popadła, a baba aż ślinkę przełknąć na tę myśl zamierzała, tyle że owej nie miała już wcale.

Po dwudziestu minutach z hakiem przystanęły pod drzewem, co cień dawało lekki, że to niemożliwe, żeby baru nie było jeszcze. Sprawdziła baba w komórce, że już ponad dwa kilometry zrobiły.

– Może przegapiłyśmy? – jedna z koleżanek spytała, głupio tak jakoś, bo drogą prostą czas cały szły.

– Nie ma co stać, idziemy dalej – baba zdecydowała. No to szły. I szły, a baba zastanawiała się kiedy omamy wzrokowe mieć z pragnienia tego zacznie. Albo kiedy zemdleją wszystkie, a potem koniec rychły nastąpi. Aż wreszcie napis „bar” się ukazał i wcale fatamorgana to nie była!

– Panie, to skandal jest! – baba ustami wysuszonymi wydukała. – Tablica, że kilometr raptem jest głosiła! Kto coś takiego postawił?

– Dobra tablica jest – pan zza baru odparł.

– Jaka dobra! – teraz to już baba w nerwy popadła, a ów znów powtórzył, że dobra.

– Od tablicy dokładnie trzy kilometry osiemset metrów jest – baba z komórki odczytała.

– Co za uparta baba! – niegrzecznie barman się odezwał. – Mówię, że tablica dobra, to dobra. No, może jedynie w miejscu złym stoi…

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabi

Żyjesz babo pewnie dłużej ode mnie, a nie wiesz, że faceci to z długością zawsze problemy mają! Częściej odwrotne - coś co wydaje im się bardzo długie jest hm... takie sobie

31 węzłowy Burke

Z podobnej beczki, gdzieś w hołubionym Beskidzie : utrudzona wejściem na Babią Górę trójka wędrowców zeszła szerokim traktem do góralskiej wsi . I napotkała w ten skwar coś na kształt górala i jego pyta : dobry człowieku , gdzie tu się można napić ? A na to " kształt górala" : " Ja nie dobry człowiek , ja sołtys". Ale powiedział. Dodam przy tym że pierwej na Markowych Szczawinach piwem z beczki trójka popiła serwowaną tam jedyną strawę czyli kaszę ze słoniną o paskudnym smaku . Paliło tych trzech wędrowców aż do samego Żywca którego akurat było tam pod dostatkiem. To były czasy i bez kijków się chodziło i bez gaśnicy na niedźwiedzia.31

Dodaj ogłoszenie