Tydzień Baby: Kuchenne pogaduchy

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Takie prace kuchenne to dobre są – przyjaciółka baby, co to razem święta szykowały, oceniła. – Zobaczcie, ile ze sobą rozmawiamy! – zachwycała się. – A zwykle czasu na to nie ma wcale.

Bratowa baby znad garnka bigosu potaknęła, a i teściowej sytuacja ta do gustu przypadła.
Też mi rozmowy – pomyślała baba, bo było o tym, czy, jak chce bratowa, kłaść boczek na pasztet, czy może nie, jak woli baba. I czy, jak chce teściowa, w foremkach go piec, czy blachę wybrać.

Ledwo jednak baba pomyśleć tak zdążyła, temat poważny się zrobił.

– Biedne dziecko – przyjaciółka westchnęła.

– Twoje, moje czy bratowej? – baba spytała. Bo jakby jej to miało być, to protestować gotowa była. Dziecko co prawda zgodnie z zapowiedziami wcześniejszymi tydzień przed świętami zjechało, ale reszta już się nie sprawdziła, bo zamiast w pracach kuchennych uczestniczyć, do stolicy się udało, celem sportu uprawiania.
I w Sobotę Wielką wrócić zamierza dopiero. Jak już ugotowane będzie wszystko, jak już nawet kolce z migdałów powbijane w jeże zostaną.

– Obce, no wiesz, to, co to je przed komisję w Tygodniu Wielkim ciągają – przyjaciółka wyjaśniła. – A co młodzieniec niby zrobić miał? Pracy dobrej nie przyjąć?

– W sumie to racja jest, on sam nie winien – baba się zgodziła. – Jakbyś ty na ten przykład w charakterze cioci pracę taką dziecku mojemu załatwiła, to kogo czepiać by się można było? A minister to jak wujek dla niego jest przecież. Dobry wujek...

Przyjaciółka, co nie tylko w kuchni, ale i duchowo do świąt się szykowała, pochwaliła baby postawę współczującą. Wszystkie zasadniczo zgodne w tej kwestii politycznej były. Ale przyszedł dziad, żeby w telewizor łypnąć, jak za owym młodym bohaterem, co krajem wstrząsnął tłum dziennikarzy biegnie, żeby powiedzieć coś zechciał.

– Teraz to już ścianki tylko… celebryta jak nic. Z gwiazdami zatańczy jeszcze – przyjaciółka oceniła. A baba żałować przestała, że tę dobrą pracę za pieniądze duże młody człowiek po dwóch dniach stracił. Taka to wredność w nią wstąpiła.

A jak wstąpiła, to mimo ducha świątecznego, trzymała mocno. Na śliwki na ten przykład do kaczki się nie zgodziła, bo przepis jej nie przewidywał owych. Próżno przyjaciółka, co już zęby pomału zaciskała, na babkę piaskową namawiała. Baba przy drożdżowej się uparła.

– Kończę na razie robotę – przyjaciółka oświadczyła nagle, gdy końca jeszcze nie widać było wcale. – Pilnie jechać muszę. Przez ciebie babo, zresztą...

– Jak to? – baba się oburzyła, bo zakupy z listy wszystkie zrobiła przecież.

– Zwyczajnie, coś sobie pomyślałam… - przyjaciółka wyjaśniła. – I do spowiedzi muszę teraz...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie