Tydzień Baby: Nowe życie na wiosnę

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Bzdura to jakaś z tym nowym życiem na wiosnę – przyjaciółka baby oceniła. - Jak ja na te wszystkie badania profilaktyczne namówić ci się dałam? – To twój pomysł przecież był – baba odparła. I rację miała i przekonała przyjaciółkę, że to ona gdzieś tak w lutym wymyślać zaczęła, że raz w roku, to zadbać o siebie należy. I to nie jedynie w kwestii kosmetyczki czy fryzjera, że nowocześnie myśląca kobieta na listę wizyt niezbędnych lekarzy też wpisuje.

– No tak, ale skąd zimą pamiętać miałam, że dzieci tak głupio urodziłam… – koleżanka westchnęła. – Coś poskreślać muszę, masaże na ten przykład. I dermatologa może… Ani czasu ani środków na wszystko nie starczy.

Baba ze zrozumieniem głową pokiwała, bo przyjaciółkę dwa wydarzenia ważne czekają – jeden syn do komunii się udaje, a drugi maturę zdawać będzie. Co się równa dwa garnitury w sezonie jednym, jeden obiad dla 23 osób (nie licząc tortu, co osobno płatny jest), dodatki przeróżne.

– A do tego jeszcze ornat i dwa drony – przyjaciółka wyliczała.

– Zbyszek księdzem zostać zamierza? – baba się zadziwiła, bo do tej pory maturzysta o AWF-ie mówił. Ale okazało się, że nie, że to prezent jest dla księdza, co się na niego rodzice dzieci komunijnych składają.

– A drony? Po co Markowi dwa? – baba o prezent komunijny dopytywała.

– Jeden jest dla niego, a drugi dla wychowawcy Zbyszka, klasa cała się składa…

A że przyjaciółka w radzie rodziców jest, to na nią zakup spadł. I teraz tyle biegania i załatwiania ma, że skreślać z listy na nowe życie musi. Kosmetyczka to sama jej wypadła. Wychodzić właśnie miała, gdy ciocia z wnukiem wpadła, bo tak przechodzili właśnie.

– Może ciasteczko chociaż – koleżanka tłumacząc, że spieszy się bardzo talerz podsunęła. Wnuczek cioci zjadł.

– A ciocia nie? – przyjaciółka grzecznie spytała.

– No, dobrze, ale słodkie to ja tylko z kawą – ciocia miejsce wygodne w fotelu zajęła…

Baba to bardzo przyjaciółkę wspierała, co by te badania lekarskie dała radę zrobić, bo terminy długie bywają. Do apteki siłą ją prawie zaciągnęła z receptą od dermatologa.

– Nie ma. Mamy tylko kwas borowy trzyprocentowy, a przepisany jest jednoprocentowy – farmaceutka receptę oddała.

– To nie szkodzi, rozcieńczyć przecież można – koleżanka uspokoiła.

Aptekarka łypnęła i głową pokręciła.

– Nie, bo to by przeliczyć trzeba było – wydania kwasu odmówiła. I nie pomogły zapewnienia, że liczyć i baba i przyjaciółka potrafią.

Baba też badania zrobiła. Stała sobie w kolejce w laboratorium, myśląc, w której ręce żyłę lepszą ma, gdy uwagę jej młodzieniec miejsce przed nią zajmujący zwrócił. Matkę z dzieckiem na ręku przepuścił, potem panią z laseczką. Grzeczny taki był. A jak jego kolej przyszła, słowa mało grzeczne usłyszał:

– Co mi pan te siuśki dajesz? Bierz pan to, skierowanie na krew tylko jest – rejestratorka na powitanie się odezwała, a chłopak poczerwieniał na twarzy. Cała kolejka oczy na niego skierowała. I na pojemnik, który nerwowo z ręki do ręki, purpurowiejąc coraz bardziej przekładał.

– Oddaj jej to pan – uspokajający głos z kolejki w końcu się rozległ. – Powiedz, że ty im ten mocz honorowo...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie