Tydzień Baby: Walentynkowo

Kamilla Placko-Wozińska
Kamilla Placko-Wozińska
Refleksję taką baba miała, że jakoś te walentynki skromniej się odbyły. To znaczy u baby wcale się nie odbyły, bo dziad zapomniał, kartki ani maile nie przyszły, a kolega żaden to ciepłego słowa nie powiedział nawet. Wszędzie jakoś tak ciszej było, mniej serduszek w oczy się rzucało, tudzież kobiet rozpromienionych z kwiatami w dłoni.

– Bo to nie polskie, a amerykańskie święto jest – przyjaciółka wytłumaczenia szukała. – Wyciszać je więc będziemy, ale za to w czerwcu wianki sobie popuszczamy i kwiatu paproci poszukamy…

– Nie w tym rzecz, po mojemu to święto normalnie całkiem się odbywa, tylko nas jakby z roku na rok coraz mniej dotyczy – po wyjaśnieniu drugiej przyjaciółki cisza zaległa. Smutna cisza. Ale w telewizji akurat pokazali, jak prezes PiS pani premier, co w szpitalu przebywa, kwiaty przyniósł.

– Patrzcie, patrzcie, a premierka to tak z naszych roczników raczej! – baba się ucieszyła.

– Ale te kwiaty to w charakterze pacjentki dostała, a nie walentynki – koleżanka oceniła.

– Nieprawda! Do szpitala kwiatów przynosić nie wolno – baba przy swoim trwała. – Na walentynki więc być muszą.

– Komu nie wolno, temu nie wolno – przyjaciółka skwitowała. – Na zwolnieniu też pracować nie wolno, a pani premier pracuje. Jak jej tam kontrola z ZUS wpadanie, to się pracodawcy dostanie!

I zaraz zastanawiać się zaczęły, kto właściwie pracodawcą owym jest. I że suweren, na koniec im wyszło.

– Czyli nam wszystkim się dostanie, bez względu na sort – przyjaciółka westchnęła. – E, nie ma co gadać, może jutro lepiej będzie…

I prorocze to słowa były. Przynajmniej w baby przypadku. Od rana już się zaczęło, gdy jabłko jedno kupić zamierzała, a pani ze straganu pieniędzy nie wzięła. Nawet list polecony z banku, co się baba obawiała, że o racie jakiejś zapomniała, miłym się okazał – bon to na zakupy był, promocja taka…

Ale najlepsze to babę po pracy czekało. Samochód jej ozdobiony czerwonymi balonami w kształcie serc był. Zaniemówiła aż z wrażenia. Do dziada zadzwoniła, czy to nie on przypadkiem. Nie widziała tego, ale w głosie wyczuła, że po głowie się stuka.

– Anka pewnie, bo jak marudziłaś, wczoraj słyszała – ocenił. Ale przyjaciółka to też nie była. Jak nic babie wyszło, że wielbiciela ma. Zasnąć z wrażenia nie mogła. Dziad chyba też, bo on do wniosku doszedł, że to pomyłka być musi. On częściej autem jeździ, więc dla niego pewnie balony owe były.

Rano baba balonik jeden na dowód do pracy wzięła, co by koleżankom pokazać. Pierwsza to go zobaczyła, ledwo baba zaparkowała, bo zatrzymała się obok zaraz.
Rozpromieniona baba z serduszkiem z auta wysiadła.

– O! – jakby zdziwiła się przyjaciółka, a baba aż zarumieniła się z wrażenia. A owa dodała: – Jak wczoraj dekoracje z tego baru wywalali, też mi takie wcisnęli...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie