Tydzień Baby: Witajcie pomidory

    Tydzień Baby: Witajcie pomidory

    Zdjęcie autora materiału

    Kamilla Placko-Wozińska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Chcesz zobaczyć moje pomidory? – dziad z nieskrywaną dumą spytał, więc baba celem niepsucia nastroju natychmiast potaknęła i w stronę balkonu ruszyła. – Piękne! – rzekła, ale dziad minę dziwną zrobił. – Na pelargonie patrzysz, pomidory są tu – na ścianę wskazał.
    Tydzień Baby: Witajcie pomidory
    I rzeczywiście – krzaczki w doniczkach równo stały. Podparte kijkami, że jak już pomidory będą, żeby ciężarem swym nie połamały owych.

    Ot, ma dziad takie dziwactwo drobne. Niezrozumiałe całkiem dla baby, bo dziad na wsi to dziesiątki krzaków takich ma, ale te na balkonie ceni jakby bardziej. Zachwyca się, że żadne pomidory na świecie tak dobre nie są jak jego. Z sąsiadką, co hodowlę podobną prowadzi, okazy porównują, o ziemi dyskutują. Babie to podlewać nawet nie wolno, bo nie umie ponoć. Jak dziad wyjeżdża, to właśnie zaprzyjaźniona sąsiadka z wiaderkiem wpada.

    Ale i tak źle nie jest. Mąż przyjaciółki jednej, to większe dziwactwo pomidorowe ma i jeszcze szklarnię małą. Gdy owa karnie podziwiać krzaki przyszła, oczom jej widok niespodziewany się ukazał. Jak na cmentarzu, świeczki i znicze wśród zieleni płonęły.

    – Pomidory umarły? – współczującym głosem spytała, bo wie, jak ważne dla męża były.

    – Zwariowałaś? Przecież pomidory nie umierają – zdumiał się. – W blasku i cieple świec szybciej rosną! To naukowo dowiedzione.

    Że zabobony to są, przyjaciółka orzekła. Ale po dniach paru mąż ją pod telewizor zaciągnął, gdzie włoscy plantatorzy świece winoroślom palili. I dumny teraz jest, że światowe metody wprowadził.

    Ale co tam, pomidory rosną, udręczone dzieci maturę zdają, to znaki najlepsze, że wiosna już przyszła. Z tej okazji, to dziad nawet biegać zaczął. A raz to z babą na wycieczkę rowerową się udał. Drugi raz już nie chciał, to pojechała sama. Aż jej serce rosło na widok dziesiątek rowerzystów, biegaczy i ludzi z kijami w puszczy spotykanymi. Endorfin też przy okazji dużo produkowała, więc w nastroju radosnym do sklepiku wiejskiego na wodę zajechała.

    – Pani z Poznania jest – kilkuletni chłopiec, co pod sklepem się bawił, obwieścił. Baba potaknęła. Wodę łykała z trudem, bo dziecko intensywnie się w nią wpatrywało.

    – A po czym poznałeś? – krępującą ciszę baba przerwać próbowała, ale malec milczał i tylko palcem na głowę jej wskazał.

    – Po okularach? – baba się zdziwiła.

    – Nie – zaprzeczył. – Tata panią poznał…

    Zaskoczył babę tym, że sympatyczny sprzedawca ją zna. Miło jakoś tak jej się zrobiło, żal tylko, że bez dziada była. Nie uwierzy, jak nic.

    – Tata mówi – kilkulatek kontynuował – że z Poznania to przyjeżdżają debile w kaskach…

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo