Urządzamy pierwszy ogródek. Co będzie potrzebne na poczatek?

Andrzej Janas
Wreszcie udało nam się wyprowadzić z ciasnej klitki w wielkim boku do małego domku na przedmieściu. Nawet spłata kredytu nie mąci radości z własnego domu, no i co nie mniej ważne, małego ogródka.

Wreszcie mamy skrawek zieleni przed domem. No, wprawdzie na razie jest to jeszcze plac gołej ziemi wymieszanej z gruzem, ale możemy i musimy szybko to zmienić. Możemy, bo przyjemnie będzie spędzać wiosenne i letnie dni w otoczeniu zieleni, a musimy, bo przecież nie możemy być gorsi od naszych sąsiadów, którzy już krzątają się przy urządzaniu ogródka.

Od czego jednak zacząć? Otóż nie zrobimy nic, póki nie będziemy mieli podstawowego zestawu do uprawy naszego ogródka. Wybór narzędzi ogrodowych jest ogromny i generalnie chętnie kupilibyśmy wszystko, co się da, jednak nasz reżim finansowy (wszak zaczynamy spłacać raty za dom) nie pozwala na rozrzutność. Warto więc przed wyprawą do sklepu zastanowić się, co tak naprawdę jest nam niezbędne, a jaki zakup możemy odłożyć na później.

Na początku czeka nas najcięższa robota, czyli przekopanie naszego przyszłego pięknego ogrodu i nawiezienie go "przyzwoitym" kompostem. W Poznaniu z tym może być trochę kłopotu, bo jak się wczoraj dowiedzieliśmy, produkowany na wysypisku kompost o nazwie Agro-Felek, (może być stosowany na wszystkich rodzajach gleb, a szczególnie polecany jest na terenach o małej zawartości próchnicy oraz na zdegradowanych w wyniku intensywnego użytkowania), jest wręcz rozchwytywany przez działkowców. Agro-Felek cieszy się popularnością bo kosztuje tylko 3 zł za 20-kilogramowe opakowanie i jego zapasy właśnie się skończyły. Kolejna dostawa będzie dopiero w sierpniu. Z braku Agro-Felka trzeba więc zainwestować w ziemie uniwersalną, najtańsza kosztuje około 10 złotych za worek 50 litrowy.

Nie zrobimy nic, póki nie będziemy mieli podstawowego zestawu do uprawy naszego ogródka

Mamy nawóz i teraz potrzebujemy przyzwoitego szpadla, by przekopać ogródek. Szpadel będzie nam towarzyszył zawsze, więc akurat w tym przypadku lepiej kupić taki z wyższej półki, by mieć pewność, że nie rozpadnie się nam w ręku po miesiącu. Przyzwoity szpadel ( nie mylić z łopatą) to wydatek około 60-80 złotych. Tańsze narzędzia powinny wzbudzić nasze podejrzenia. Ogródek już przekopany, więc możemy zacząć siać trawę, sadzić krzewy, drzewka, iglaki, czyli to, o czym marzyliśmy jeszcze niedawno, spoglądając z balkonu na 10. piętrze.

Ale czeka nas kolejna wizyta w sklepie ogrodniczym, bo do kolejnego etapu niezbędne będą następne narzędzia. Niezbędne będą grabie, sekator, łopatka, no i wąż ogrodowy, bo spacery z konewką (którą też trzeba kupić) mogą być męczące.
Powinniśmy zainwestować w dwa rodzaje grabi, te klasyczne z zębami oraz z grabie do liści i trawy, które zakończone są końcówkami z drutu sprężystego. Te drugie muszą mieć koniecznie regulację szerokości. Koszt pierwszych to koło 30-40 złotych, tych drugich od 40 do 50 złotych.

Mała łopatka będzie nam potrzebna do sadzenia kwiatów czy cebulek kwiatów, musi być solidna, by po pierwszych nasadzeniach w ręku nie została nam tylko drewniana rączka. Porządna łopatka to koszt około 30 złotych i na tym nie warto oszczędzać. Równie często posługiwać się będziemy sekatorem, bo nasze krzewy na dobrym nawozie będą rosły szybko i wkrótce trzeba będzie zacząć je przycinać ze względów estetycznych i sanitarnych. Ceny takiego urządzenia wahają się od 20 do nawet 130 złotych. Wybierzmy złoty środek, czyli sekator w cenie około 70 złotych, wcześniej oceniając solidność ich wykonania.

Dwa ostatnie elementy niezbędne do "rozruchu" naszego ogródka to wąż ogrodowy oraz kosiarka, bo niedawno posadzona trawa zaczyna się pięknie zielenić. Na wężu ogrodowym nie wolno nam oszczędzać, bo musi nam służyć przez długie lata i być odporny na mechaniczne uszkodzenia.

Jeśli nasz ogródek ma od 100 do 200 merów kwadratowych, to w zupełności wystarczy wąż o długości 25 metrów. Warto kupić go razem z wózkiem, by nie plątał się po całym ogrodzie. Sam wąż to koszt około 100 zł. Osobiście polecam wyroby Gardeny, bo są praktycznie niezniszczalne, a tańsze odpowiedniki po kilku sezonach przypominają durszlak, o czym sam się przekonałem skuszony ceną 40 złotych za 25 metrów. No i ostatni niezbędny wydatek, czyli kosiarka, ale ogrodowymi urządzeniami elektrycznymi zajmiemy się w przyszłym tygodniu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie