Za jakiś czas będzie można to ocenić. Jeśli rolnik chce budować duże gospodarstwo, to ustawa może mu pomóc - mówi Artur Chmaj, dyr. Centrum Innowacji i Przedsiębiorczości WSIiZ w Rzeszowie.

 

Rozmowa z Arturem Chmajem, dyrektorem Centrum Innowacji i Przedsiębiorczości WSIiZ w Rzeszowie

- Lada dzień wejdzie w życie ustawa o obrocie gruntami rolnymi. Sceptyczni wieszczą gospodarcze trzęsienie ziemi.

Jeśli ktoś chciał sprzedać lub kupić i obudził się za późno, to może mieć problem, duzi inwestorzy mieli czas, żeby się przygotować. Sam pomysł jest echem naszych narodowych obaw z czasu, kiedy przystępowaliśmy do Unii Europejskiej: że naszą ziemię wykupią mieszkańcy bogatej Unii.

Z perspektywy czasu okazuje się, że masowego wykupu w celach spekulacyjnych nie było, a są przykłady, że cudzoziemcy, na przykład Holendrzy w Zachodniopomorskim, kupowali dla celów rolniczych. I nie sądzę, żeby ta tendencja miała się zmienić, szczególnie w kontekście sytuacji politycznej. Przypuszczam, że Niemcy czy Francuzi nie będą pchać się z inwestycjami kapitałowymi w Bieszczady, dokąd docierają echa wojny na Ukrainie, a i sytuacja polityczna w Polsce jest taka, że inwestorzy zagraniczni raczej wstrzymują się z lokowaniem tu kapitału. Poza tym w Unii zauważalna jest tendencja, że państwa bardziej niż dotychczas zaczynają dbać o interesy własne, kosztem wspólnych.

- Liberałowie mówią o kolejnym kagańcu dla przedsiębiorczości i gospodarki.

Wszelkie ograniczenia, regulacje zabraniające są dla gospodarki szkodliwe. W przypadku tej ustawy dochodzi jeszcze ograniczenie prawa własności. Nie odrzucam argumentu, że ziemia jest szczególnym rodzajem dobra, że państwo powinno tworzyć gospodarkę przestrzenną w sposób uporządkowany, pytanie, czy ta ustawa jest właściwym sposobem na osiągnięcie tego celu. Trudno na tym etapie wyrokować, jakie i jak daleko idące skutki będzie miała, łatwiej będzie ją oceniać za kilka lat i po skutkach. W gospodarce jest tak, że ktoś zyskuje, kiedy ktoś traci, zakładam, że na tej ustawie ktoś zapewne zyska.

- Nie deweloperzy, którym trudniej będzie zdobyć teren pod budowę, i nie przedsiębiorstwa usługowe i produkcyjne, związane z budownictwem.

Nie da się tego wykluczyć, ale budownictwo nie przestanie istnieć, po prostu branża będzie miała trudniej. To zapewne przełoży się na ceny dla odbiorców końcowych i raczej w terenach zurbanizowanych niż „zielonych”. A jeśli mniej i trudniej będzie budować, to może się do negatywnie odbić na przedsiębiorstwach budowlanych.

- Rolnictwo zyska, czy straci?

Dopiero za jakiś czas można to będzie ocenić. Jeśli ktoś chce budować duże gospodarstwo rolne, to ustawa może mu w tym pomóc. Natomiast należy się spodziewać, że regulacja w obrocie ziemią może mieć wpływ na system popytu i podaży produkcji rolnej.

- Ceny ziemi pójdą w górę, bo podaż będzie ograniczona, czy w dół, bo niewielu będzie chciało kupić ze świadomością, że państwo decyduje, co z tym kapitałem może zrobić?

Jedna wielka niewiadoma, w ogóle ruchy cen są trudno przewidywalne. Obydwa scenariusze są możliwe i jeśli którykolwiek z nich nastąpi, to z pewnością nie natychmiast po wprowadzeniu ustawy. Będzie trzeba czasu, by rynek dostosował się do nowych przepisów.

- Generalnie: ustawa ograniczająca swobodę gospodarczą może mieć dobry wpływ na przedsiębiorczość?

Paradoksalnie - może. Kiedy przedsiębiorca będzie miał utrudniony taki czy inny ruch biznesowy, to „Polak potrafi” i utrudnienia wyzwolą w nim rezerwy pomysłowości i przedsiębiorczości. Pytanie tylko, czy to najlepszy sposób na wywołanie aktywności gospodarczej Polaków.