W dużej mierze tu nie chodzi o aborcję. To przykrywka do rządowych kryzysów – mówi aktywistka katolicka Justyna Zorn

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
– Tu nie chodzi o aborcję. To przykrywka do rządowych kryzysów – mówi aktywistka katolicka Justyna Zorn
– Tu nie chodzi o aborcję. To przykrywka do rządowych kryzysów – mówi aktywistka katolicka Justyna Zorn Przemyslaw Swiderski
Mam poczucie, że to jest tylko takie cyniczne rozgrywanie spraw polityczno-społecznych, bez zastanawiania się nad dobrem tych dzieci, o które politycy tak deklaratywnie chcą walczyć – mówi Justyna Zorn, aktywistka katolicka.

Czekała Pani na publikację wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji?

Szczerze mówiąc, nie czekałam. Mam wrażenie, że wszystko, co się działo wokół tej publikacji i wyroku, spowodowało więcej zła niż dobra.

Mam poczucie, że to jest tylko takie cyniczne rozgrywanie spraw polityczno-społecznych, bez zastanawiania się nad dobrem tych dzieci, o które politycy tak deklaratywnie chcą walczyć.

W jakim sensie więcej zła?

Widzę, że ten wyrok wywołał olbrzymie wzburzenie społeczne. Jeszcze bardziej spolaryzował nasz naród. I przez takie dociskanie tego aborcyjnego pasa, po kolejnych wyborach może nastąpić odwrócenie sytuacji i całkowita liberalizacja prawa aborcyjnego. Najgorsze jest to, że w społeczeństwie zakiełkowało poczucie, że oni coś nam każą. A skoro każą, to znaczy zmuszają. Wtedy w ludziach budzi się opór.

Rozumiem, że jako aktywistka katolicka jest Pani przeciwko aborcji?

Generalnie tak, aczkolwiek uważam, że są w życiu takie sytuacje, w których nikt z nas nie chciałby się znaleźć. Ja nie dokonałabym aborcji, ale jestem w stanie zrozumieć kobiety, które się na to decydują.

Wiem, że kompromisy to nie najlepsze rozwiązanie. Zawsze ktoś na tym traci, ktoś się nie zgadza. Ale myślę, że ten niedawny kompromis aborcyjny gwarantował jednak kobietom minimalne poczucie bezpieczeństwa. Obecnie już go nie mają.

Smuci mnie to, że od października, kiedy Trybunał Konstytucyjny podjął tę decyzję o zakazie aborcji, aż do momentu publikacji, nie pojawiły się żadne ustawy, rozporządzenia zwiększające, na przykład, pomoc matkom i rodzinom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji.

Rozumie Pani to wzmożenie Polek i Polaków, którzy wychodzą protestować na ulice?

Rozumiem. Bo czuję, tak jak wiele osób, że w dużej mierze tu nie chodzi tylko o aborcję, ale o narzucanie siłą pewnych rozwiązań, które nie były wcześniej konsultowane, poddawane dyskusji i dialogowi. Rząd nawet nie postarał się wcześniej o przeprowadzenie jakiejś kampanii informacyjnej. Nie obiecał, że na przykład zbuduje miejsca wsparcia dla takich kobiet, że powstaną kolejne hospicja perinatalne albo że na każdym oddziale ginekologiczno-położniczym zostanie zatrudniony psycholog, tak żeby kobieta od pierwszych dni miała wsparcie.

Pojawiają się głosy, że publikacja tego wyroku właśnie teraz jest próbą przykrycia pewnego chaosu w naszym życiu, jaki wprowadzają rządzący w związku ze szczepieniami i lockdownem.

To najtrudniejszy czas, jaki przeżywamy od lat. I ta przykrywka dla tych rządowych kryzysów jest jak dolewanie oliwy do ognia, który ma odwrócić uwagę od innych pożarów.

I co dalej, Pani zdaniem?

Na razie patrzę na to ze smutkiem. I cały czas czekam na posunięcia pomocowe rządu, skierowane do osób z dużymi niepełnosprawnościami. Sama jestem mamą dziecka z niepełnosprawnością. Prowadzę też grupę wsparcia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. I te mamy deklarują, że one nie dokonałyby aborcji.

Ale są wzburzone tym, że rząd zmusza kobiety do heroizmu, do tego, żeby rodziły dzieci z ciężkimi wadami, jednocześnie nie wyciągając do nich ręki z pomocą. Te kobiety potem zostają same ze swoimi dziećmi. Większość tych mam ma koszmary, lęki, niektóre wykazują nawet objawy psychosomatyczne, związane z przyszłością swoich dzieci.

Często jest tak, że to ich jedyne dziecko. I ono po śmierci rodziców trafia do DPS-ów. Bo to nie są dzieci, które kwalifikują się do fajnych placówek, w których mogą mieszkać samodzielnie. One nie chodzą, wymagają karmienia i wszelkiej innej opieki. A wiemy, jak jest w DPS-ach. Tam nawet limit pampersów jest ograniczony.

Rząd bardziej pochyla nad nienarodzonymi niż nad urodzonymi, którym rzeczywiście potrzebna jest pomoc.

Zgadzam się i jako katoliczka jestem rozdarta. Uważam, że aborcja jest złem. Ale wiem, że nikogo nie powinno się zmuszać do heroizmu. Najgłośniej o tym, że aborcja jest zła, krzyczą osoby, które prawdopodobnie nigdy nie zmierzą się z takim dramatem. I to jest właśnie cyniczne.

Kolejne protesty w sprawie aborcji na Pomorzu 28.01.2021 r. ...

POLECAMY NA STRONIE KOBIET:

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Materiał oryginalny: W dużej mierze tu nie chodzi o aborcję. To przykrywka do rządowych kryzysów – mówi aktywistka katolicka Justyna Zorn - Dziennik Bałtycki

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

... mówi Justyna Zorn, aktywistka katolicka.

Pan Przydent (USA) Joe Biden również mówi, że jest katolikiem. W polityce można mieć (jedynie) "korzenie katolickie". Te korzenie mogą być "żywe", lu "martwe". Ot co !.

G
Gryf Pomorski

Zdjęcie pod Kurią z innego sezonu ... Czy ta Pani zna tylko ten adres do manifestacji??

A wyborze zdjęcia "gratuluję" Redakcji.

Dodaj ogłoszenie