W Poznaniu przybywa dzieci. Mieszkanki stolicy Wielkopolski idą pod prąd trendów i powiększają rodziny

Monika Kaczyńska
Monika Kaczyńska
Jeszcze na początku stulecia w szkole czy przedszkolu dziecko innej narodowości niż polska było rzadkością. Dziś takich dzieci jest kilkoro w każdej placówce Grzegorz Dembiński
Demografowie alarmują - w 2020 roku urodziło się o blisko 20 tysięcy mniej dzieci niż w 2019. Dane za 2021 rok będą zapewne jeszcze bardziej dramatyczne - w styczniu urodziło się najmniej dzieci od II wojny światowej. Ale nie w Poznaniu. Stolica Wielkopolski jako jedno z dwunastu miejsc w kraju notuje wzrost urodzeń. Choć wzrost ten nie ratuje sytuacji w regionie, to dobra wiadomość. Dlaczego w Poznaniu łatwiej zdecydować się na powiększenie rodziny, niż gdzie indziej? Czy mamy przepis na zażegnanie kryzysu demograficznego?

- Wpływ pandemii widoczny w liczbie urodzeń obserwujemy dopiero w tym roku - zwraca uwagę dr Krzysztof Szwarc, demograf z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. - Główny Urząd Statystyczny jeszcze nie publikuje tych danych, jednak faktem jest, że w styczniu tego roku liczba urodzeń była najmniejsza od II wojny światowej. W lutym i marcu nieco się poprawiło, ale można się spodziewać, że w 2021 roku dzieci urodzi się jeszcze mniej niż w 2020 roku. Pandemia oczywiście ma na to wpływ, ale nie zamykajmy oczu na fakty - to kontynuacja utrzymującego się od wielu lat trendu. Jak zła jest sytuacja niech zobrazuje fakt, że od 2007 roku dzietność kobiet w Polsce spadła o 2700 procent. Nie ma tu pomyłki. Ten spadek jest tak duży. I pandemia jeszcze dodatkowo go pogłębiła - podkreśla.

Co to oznacza w praktyce? Że nas ubywa i będzie ubywało w następnych pokoleniach.

Przyszłość w tej materii demografowie prognozują na podstawie wskaźnika nazywanego czynnikiem reprodukcji netto. Określa on liczbę urodzonych, przez przeciętną kobietę, córek, które dożyją wieku, w którym będą mogły powoływać na świat kolejne pokolenia. Gdy wskaźnik ten wynosi 1 oznacza to, że jedna kobieta rodzi jedną córkę. W 1983 roku, gdy rodziły się dzieci, o których żartobliwie mówiono, że są owocami 20 stopnia zasilania, skutkującego wyłączeniami prądu w mieszkaniach, wskaźnik ten wynosił 1,14. W ubiegłym roku wynosił on 0,671. A ma być jeszcze gorzej.
Nic dziwnego, że od blisko trzech dekad demografowie i twórcy polityki społecznej głowią się jak namówić Polaków do posiadania dzieci.

10 pomysłów na jednodniową wycieczkę blisko Poznania. Atrakc...

Nadzieja w lockdownie?

- Gdy w marcu ubiegłego roku ogłoszono lockdown w pierwszej chwili pomyślałam, że będzie dużo dzieci - mówi prof. Iwona Przybył z Zakładu Socjologii Jednostki i Relacji Społecznych. - Ale zaraz sama się poprawiłam - pandemia była subiektywnie bardziej odczuwana jak wojna, a w takich sytuacjach ludzie raczej odsuwają decyzje o rodzicielstwie lub w ogóle rezygnują z posiadania dzieci, niż decydują się na powiększenie rodziny.

Tę opinię podziela prof. Piotr Szukalski, który analizował płodność w dobie COVID-19. - Zawsze w czasach tzw. kryzysów społecznych można zaobserwować takie zjawisko - twierdzi. - I choć pandemia COVID była kryzysem społecznym innym niż te tradycyjnie pojmowane, to jednak przystosowanie do sytuacji polegające na odroczeniu świadomego poczęcia lub rezygnacji z niego nastąpiło - dodaje.

- Trzeba pamiętać, że w lockdownie nie można było organizować wesel, więc prawie nie było ślubów - zwraca uwagę Krzysztof Szwarc. - W Polsce nadal 75 procent dzieci rodzi się w małżeństwach. Choć ten odsetek spada, to jednak nadal czyni to z nas prawie europejskich rekordzistów.

W Grecji, która w Europie dzierży w tej materii palmę pierwszeństwa poza małżeństwami rodzi się jedynie 11 dzieci na 100.

- Gdyby nie przełożone lub odwołane śluby, gdy narzeczeni nie wyznaczyli kolejnej daty ceremonii, pewnie w kolejnych miesiącach narodzin byłoby więcej - podkreśla.

W Wielkopolsce, podobnie jak w całym kraju, zarówno dzietność, jak i czynnik reprodukcji netto spadły. Tym niemniej, podobnie jak w ciągu ostatnich piętnastu lat sytuują Wielkopolskę wśród tych województw (obok mazowieckiego i pomorskiego), w których dzieci jest najwięcej.

Niewidzialna Ulica w Poznaniu. Wystawa, która demonstruje pr...

Jest jednak jeden wyjątek. W Poznaniu oba te wskaźniki w roku 2020 były wyższe niż 2019 roku. - Zdroworozsądkowo powinien on występować albo na terenach najsilniej dotkniętych zakażeniami w pierwszych tygodniach epidemii (a zatem w okresie, w którym podejmowano decyzje o płodzeniu lub nie dzieci, które urodzić się miały pod koniec 2020 roku) - twierdzi prof. Szukalski. - Takie oczekiwania jednak nie sprawdziły się.

Poznań jest tego doskonałym przykładem. Dlaczego tak się stało? Czy w 2021 roku będzie podobnie? Na razie można jedynie snuć hipotezy.

Później, ale chętniej

Jak twierdzi prof. Irena E. Kotowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN kolejne pokolenia kobiet decyzje o posiadaniu pierwszego dziecka podejmują coraz później. Dziś zwłaszcza w środowiskach wielkomiejskich, takich jak Poznań wiek, w którym kobieta decyduje się zostać matką to 30-35 lat. I paradoksalnie, w kryzysowej sytuacji, jaką była pandemia ten właśnie fakt, na ogół budzący pewien niepokój demografów mógł zadziałać na korzyść, bo jak wynika z analiz prof. Szukalskiego decyzje o odsunięciu posiadania dzieci w większym stopniu dotyczyły kobiet najmłodszych czyli do 25 roku życia. Na decyzje trzydziestolatek pandemia wpłynęła w znikomy sposób.

Dr Krzysztof Szwarc uważa, że ten fakt mógłby mieć związek z sytuacją zawodową osób decydujących się na powiększenie rodziny. - Dopóki nie zapytamy rodziców, nie będziemy tego wiedzieć, ale zawsze powtarzam, że do podjęcia decyzji o posiadaniu rodziny potrzebne są trzy rzeczy: po pierwsze stabilna praca za godziwą płacę, po drugie stabilna praca za godziwą płacę i stabilna praca za godziwą płacę, a także związane z tym rozwiązane kwestie mieszkaniowe. Pandemia czy nie - na umowy zlecenia czy umowy krótkoterminowe częściej pracują ludzie bardzo młodzi, niż o kilka lat starsi. A brak stabilnego zatrudnienia jest jednym z głównych powodów odsuwania decyzji o posiadaniu dzieci.

Jednocześnie zastrzega, że autorami demograficznego sukcesu Poznania mogą być cudzoziemcy, na ogół zza wschodniej granicy, którzy pracują i mieszkają w Poznaniu.
- Jeszcze kilkanaście lat temu dziecko innej niż polska narodowości było w przedszkolu, czy szkole rzadkością - mówi. - Dziś nie ma placówki oświatowej, w której nie byłoby takiego dziecka. Z drugiej strony nie mamy danych, które mówiłyby o narodowości matek i dzieci rodzących się w Poznaniu. Gdybym miał obstawiać, skłaniałbym się ku tej hipotezie - mówi.

Tyle naprawdę dostają na konto emeryci i renciści. Zaglądamy...

Prof. Iwona Przybył uważa, że łatwiejszym - niż gdzie indziej w kraju - podejmowaniu decyzji o powiększeniu rodziny może sprzyjać fakt, że w Poznaniu zawirowania związane z pandemią, w tym także te w sferze ekonomicznej, dotknęły być może mniej niż inne miasta w kraju.
- Wszyscy odczuwaliśmy pandemiczne wstrząsy, jednak nie były one aż tak gwałtowne. Trzeba jednak podkreślić, że kobiety decydując się na dziecko biorą pod uwagę wiele różnych czynników i ich suma sprawia, że w tym czy w innym momencie kobieta uznaje, że nadszedł dobry czas by zostać mamą - mówi. - Statystykę zaś tworzy suma indywidualnych decyzji.

Te zaś czasami podejmuje samo życie.

Pandemiczne dzieci

- Na pewno nie wybieraliśmy momentu - mówi Patrycja, mama nastolatka, która w przeddzień Dnia Matki powitała na świecie Anię. - Już wcześniej bardzo sumiennie przestrzegałam zaleceń, dotyczących bezpieczeństwa, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, ograniczyłam kontakty do najbliższych, na spacer wychodziłam, gdy na ulicach było pusto, w sklepie bywałam sporadycznie. Nie będę ukrywać, że mi to doskwierało, ale poza tym wszystko było normalnie. Może dlatego, że od początku nie miałam najmniejszego problemu z dostępem do opieki lekarskiej. I tak pracuję w domu, na moją branżę pandemia, nie wpłynęła, podobnie jak na branżę męża. Nikt z mojego otoczenia nie chorował na COVID. Dziś myślę, że absolutnie idealnego momentu nigdy nie ma. Ten, dla nas osobiście, nie był jakoś wyraźnie gorszy od innych.

Obawa przed brakiem dostępu do opieki lekarskiej, wskazywana jako jedna z przyczyn odsuwania decyzji prokreacyjnych w badaniach prof. Szukalskiego, towarzyszyła Agnieszce, która po raz trzeci została mamą w kwietniu.
Z jej punktu widzenia zaletą okazał się home office.
- Mam nadzieję, że gdy za rok - tak jak planuję - wrócę do pracy, nadal częściowo będzie możliwa praca z domu. W czasie ciąży, każdej ciąży, pracowałam niemal do końca. Teraz bardzo mi pomagało to, że nie musiałam tracić czasu na dojazdy. Łatwiej było mi pogodzić wszystkie sprawy i pracując tyle samo, czułam się mniej zmęczona.

Prof. Iwona Przybył podkreśla, że elastyczny czas pracy dla mam sprawia, że decyzja o powiększeniu rodziny staje się znacznie łatwiejsza.
- Na tym właśnie polega zasadnicza różnica między krajami Europy zachodniej, w których kobiety rodzą znacząco więcej dzieci niż w Polsce - podkreśla prof. Przybył.

O ile w Polsce na jedną kobietą przypada 1,44 dziecka, o tyle w Danii, Szwecji, Irlandii wskaźnik ten wynosił 1,71, we Francji zaś, gdzie notabene rodzi się najwięcej pozamałżeńskich dzieci (stanowią ponad 60 procent wszystkich) 1, 86 procent.

- Kobietom nie chodzi o pieniądze - zaznacza prof. Przybył. - Jako najważniejsze czynniki, które wpływają na decyzję o posiadaniu dziecka panie od lat wskazują elastyczny czas pracy, osłony socjalne, a także, i to pragnę podkreślić, partnerski podział obowiązków. To ostatnie jest bardzo ważne. Podobnie, jak w przypadku dostosowywania warunków pracy do potrzeb mam, tak większy udział ojców dzieci w codziennych obowiązkach związanych z opieką nad nimi i wychowaniem sprzyja decyzjom o rodzeniu dzieci. Pomysł, żeby im zapłacić za zajmowanie się wyłącznie domem dziś się już nie sprawdzi.

- Kobiety chcą i pracować, i rodzić dzieci. A skoro tak - trzeba dostarczyć im takich rozwiązań, które im w tym pomogą - tłumaczy prof. Kotowska.

Rodzina jest fajna

Dr Krzysztof Szwarc zauważa, że obecnie młodzi ludzie przedłużają edukację, odsuwając jednocześnie związanie się z kimś na stałe i posiadanie dzieci.

- Skończyli studia, zaczynają pracować, wydaje się, że mogliby zakładać rodzinę. Zamiast tego często robią kolejny kierunek studiów czy podyplomówkę. Niekiedy dlatego, że jeszcze nie czują się dojrzali do poważnych, życiowych decyzji Czasem po to, żeby poprawić swoją sytuację na rynku pracy. Jeśli pracują na krótkookresowych umowach - wracamy do kwestii stabilnej pracy za godziwą płacę. Ale odnoszę także wrażenie, że dziś w masowym przekazie rodzina jest traktowana jako obciążenie i źródło problemów - mówi. - Wystarczy włączyć pierwszy z brzegu serial, by zobaczyć, że w fabule wiadomość o ciąży to tragedia. A przecież rzeczywistość tak nie wygląda. Nie chodzi o propagandę i lukrowanie. Sam mam trójkę dzieci i wiem, że życie dostarcza wielu cudownych przeżyć. Tylko mało się o tym mówi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek_
Dzietność Kobiet w Polsce 2007 = 1.31 a w 2019 =1.42 tak więc teza o zmniejszeniu się dzietności pomiędzy 2007 rokiem a 2019 jest fake news

Proszę oprawić artykuł
Dodaj ogłoszenie