W rodzinie Moderów nie było "ciśnienia" na karierę, był za to szacunek dla sportu i chęć zaszczepienia go w sercu Jakuba Modera

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Dziś już nie ma chyba nikt wątpliwości w Poznaniu, że bez Jakuba Modera nie byłoby Lecha w fazie grupowej Ligi Europy Łukasz Gdak
Tydzień temu na Enea Gali Sportu nagrodę dla trzeciego sportowca w Wielkopolsce odbierał za byłego piłkarza Lecha, a obecnie klubu Premier League z Brighton, Jakuba Modera jego starszy brat, Michał. Była więc okazja, by nie tylko podziękować kibicom, ale również opowiedzieć o tym jak duży wpływ na rozwój najdroższego piłkarza z polskiej ligi (Anglicy zapłacili za naszego reprezentanta rekordowe 11 mln euro) miała rodzina. Nie tylko usportowiona, ale pod wieloma względami wyjątkowa.

Cofnijmy się o cztery miesiące. Pewnego dnia do naszej redakcji przyszedł list od Jana Modera z Drawska. Zbieżność nazwisk nie była przypadkowa, bo Jan Moder to dziadek Jakuba. Okazało się, że 82-letni nestor rodziny jest stałym Czytelnikiem "Głosu Wielkopolskiego" i zwrócił nam uwagę, że mieliśmy nieprecyzyjną statystykę minut spędzonych przez jego wnuczka na boiskach ekstraklasy. Były pingpongista, sędzia PZTS i zapalony działacz tenisa stołowego doliczał do statystyk minuty z dodatkowego czasu gry. Stąd brały się różnice w wyliczeniach jego i naszych.

Sport to zdrowie
Dziadek Kuby nie zapomniał też oczywiście przysłać kuponów w naszym Plebiscycie na Najlepszych Sportowców i Trenera Wielkopolski w 2020 r. i łatwo się domyślić, kto otwierał jego zawodniczą dziesiątkę. Na wieść o tym, że wnuczek został laureatem bardziej się chyba ucieszył niż sam zainteresowany. Ciekawie też zareagował na sugestię, że kluczem do sukcesu w przypadku wnuczka było to, że mógł się on rozwijać harmonijnie i nigdy nie miał do czynienia z "Klubem Oszalałych Rodziców".

- Zgadzam się z tym, że Kuba nie odczuwał nadmiernej presji, ale moim zdaniem ważniejsze było ogólne nastawianie w naszej rodzinie do sportu. Wie pan, ja swego czasu jeździłem dużo po Europie i nauczyłem się, że sport to zdrowie. Zrozumiałem też, że ważniejsza od samego zwycięstwa jest możliwość rywalizacji. Dlatego w 106. edycjach turnieju tenisa stołowego w Krzyżu Wlkp., którego byłem inicjatorem i współorganizatorem, i w którym uczestniczyło już w sumie 6,5 tys. zawodników, przegrywający pierwszy mecz nigdy nie pakował się po porażce do domu. Miał do rozegrania tyle spotkań, co zwycięzca. Pewnie dlatego wszyscy lubili tak do nas przyjeżdżać - wspomina Jan Moder, znany w Drawsku i okolicy również z tego, że od wielu lat prowadzi kroniki sportowe.

Według niego propagowanie sportu i jego znaczenia to wciąż ważne i aktualne zadanie. - Wielokrotnie zdarzało mi się uczestniczyć w posiedzeniach rady gminy czy powiatu. Wtedy tłumaczyłem radnym, że podwyżka za wynajęcie hali, boiska czy innego obiektu wprawi ich w dobry humor i podreperuje budżet, ale nie będzie dobrą decyzją dla młodych pokoleń. Mówiłem, że jeśli wolą, by ich dzieci i wnuczkowie zamiast uprawiać sport, brali narkotyki, to niech jeszcze bardziej "żyłują" kluby, szkoły i kieszenie mieszkańców. I muszę panu powiedzieć, że to często działało na wyobraźnię tych ludzi - dodaje Moder, którego inny wnuczek, 18-letni Artur Lemieszka jest dobrze zapowiadającym się tenisistą stołowym, na co dzień trenującym w LKTS Luboń. - Mam nadzieję, że kiedyś zagra, tak jak Kuba, w seniorskiej reprezentacji - śmieje się senior Moderów i podkreśla, że zarówno syn Mariusz (tata Jakuba), jak i córka Anna dbają o to, by ich dzieci miały sportową pasję.

Co by było, gdyby...
...Kuba Moder nie został piłkarzem. To pytanie zadaliśmy starszemu o cztery lata od niego bratu Michałowi. - Sport rzeczywiście był w naszym życiu od dzieciństwa i to prawda, że jeździłem z rodzicami na treningi jako młody chłopak, a potem z nimi i z dziadkiem na mecze Kuby i to nie tylko do Poznania, ale również do Opola. Dziadkowi zdarzały się też wycieczki na Bułgarską pociągiem i tramwajem. Mimo to uważam, że gdyby kiedyś Kuba przyszedł do domu i powiedział, że czuje się wypalony i piłka nożna przestaje mu sprawiać satysfakcję, to nikt by się na niego obraził. Wszyscy by się z tym pogodzili i na pewno nie byłoby rozdzierania szat. Chociaż z drugiej strony to jak patrzę na jego postępy w ostatnich latach, to sam zaczynam żałować, że zabrakło mi determinacji i zaangażowania, bo byłbym dzisiaj zawodowcem, a nie amatorem w Lubuszaninie Drezdenko - tłumaczy Michał, który przyprowadził na pierwszy trening na boisku, zwanym w Drawsku Abisynią, swojego młodszego brata.

Nie tylko on uważa, że Kuba miał ponadprzeciętne zdolności. - Brat był dobry w każdym sporcie. Świetnie biegał, równie dobrze grał w pingponga i wyróżniał się w unihokeju. Nie chcę powiedzieć, że był skazany na sukces, ale też nie jest kompletnie zaskoczony, że trafił do najlepszej ligi świata. Czy poradzi sobie z nią mentalnie? Myślę, że tak, chociaż w zawodowym futbolu trudno prognozować przyszłość - dodaje Michał Moder.

Mało kto wie, że wspólnie z bratem jest on do dzisiaj rekordzistą nie istniejącej już skoczni narciarskiej, powstałej w gospodarstwie dziadka w Drawskim Młynie. - Obaj skoczyli po 61,5 m, ale u nas skoki były mierzone od momentu wyjścia z progu do... zatrzymania na końcu zeskoku. W czasach Małyszomanii, wspólnie z synem, wpadliśmy na pomysł, żeby urozmaicić chłopakom wolny czas w zimowe ferie. Pamiętam, że na skocznię wchodziło się po drabinie i w nartach-biegówkach skakało z niej po 50-60 dzieci. To była niesamowita sprawa i jedna z tych rzeczy, którą pamięta się do końca życia - przypomina Jan Moder.

Królowa Sportu przegrała z piłką
Pomocnik "Mew" z Brighton był tak wszechstronnie uzdolniony sportowo, że w wieku 11 lat mógł nawet zdradzić futbol dla Królowej Sportu. - Była rzeczywiście taka historia, kiedy Kuba miał 11 lat i wspólnie z tatą szukaliśmy dla niego sportu uzupełniającego. Chcieliśmy go zdynamizować i uplastycznić. Zaczął więc jeździć na treningi lekkoatletyczne do Krzyża Wlkp. Trener Jarosław Graś stwierdził, że Kuba ma predyspozycje biegowe i chciał go przeciągnąć na stronę lekkiej atletyki. Ostatecznie jednak wygrała z nią piłka nożna - przyznaje Arkadiusz Adach, pierwszy trener Kuby, który wspólnie z jego bratem i innymi osobami z Drawska chce w najbliższych miesiącach powołać akademię piłkarską. Dzięki niej być może w Drawsku odrodzi się też drużyna seniorska miejscowego Sokoła.

Szkoleniowiec Lubuszanina Drezdenko i kadry rocznika 2008 w WZPN do dziś szczegółowo monitoruje rozwój kariery swojego byłego podopiecznego i czasami wysyła mu maile z pomeczowymi wnioskami i filmikami, z nagraniami piłkarzy występujących na pozycji defensywnego pomocnika. - Ostatnio chyba nie robiłem tego przez dwa miesiące, ale w czasach gry w Lechu chciałem, by Kuba mógł na bieżąco korygować swoje błędy. Nawet na tym poziomie zawsze jest coś do poprawienia, tym bardziej, że dynamika dochodzenia do rywala jest inna w polskiej lidze niż choćby w Bundeslidze, a ja zawsze starałem się wzorować na szkole Juergena Kloppa - dodaje Adach.

Jego też zapytałem o to, czy Kuba to samorodek i bez wsparcia rodziny też by osiągnął poziom Premier League. - Na pewno u Moderów jego kariera to nie była sprawa życia i śmierci, ale nie mam złudzeń, że bez pomocy rodziców Kuba nie byłby tam, gdzie jest. Może mama Joanna mniej interesowała się sportem niż tata Mariusz, ale za to była świetna w kwestiach organizacyjnych. O ich zaangażowaniu w rozwój syna najlepiej świadczy fakt, że kiedy skończył on 15 lat przeprowadzili się z nim do Poznania. Nie wiem czy każdego z nas byłoby stać na takie poświęcenie - zastanawia się pierwszy trener Jakuba Modera.

Stare zdjęcia piłkarzy i trenerów Lecha Poznań. Dasz radę ic...

"Studio Kadra" po meczu Polska - Słowacja (1:2)

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dik

Głosu już nikt nie czyta. Mojego komentarza też. To tak jak z Lechem. Był klubem wielkopolski został Amicą Rutko tworem już nikt tego nie chce oglądać. Zacznijmy od zera ale z nacznymi barwami. Godność. Dla gistori klubu. NIE DLA INSTRUKCJI Z WRONEK

Dodaj ogłoszenie