Wielka wyprawa małego fiata

Marcin IdczakZaktualizowano 
Jazda fiatem 126 p może przysporzyć wiele radości, ale trzeba się do niego przyzwyczaić – uważa Arkady Paweł Albert Wójtowicz
16 194 km przejechał przez całą Afrykę Arkady Paweł Fiedler, wnuk podróżnika i pisarza Arkadego Fiedlera, a syn piszącego podróżnika i posła Arkadego Radosława Fiedlera. Czarny Ląd zaliczył „maluchem” z 1998 roku.

w podróż wyruszyłem z Port Damietta w Egipcie, a zakończyłem ją na Przylądku Dobrej Nadziei w Republice Południowej Afryki – wspomina Arkady P. Fiedler.

Dlaczego Afryka i w dodatku takim samochodem? – Kiedyś pracowałem za granicą. Gdy przyjechałem do Polski na urlop, postanowiłem spędzić go na objechaniu granic kraju „maluchem”. Ale to Afryka od zawsze mnie pociągała i marzyłem, aby tam pojechać w podróż. I tak postanowiłem połączyć obie przyjemności, czyli jazdę „maluchem” i wyprawa na Czarny Ląd – dodaje potomek podróżników z Puszczykowa.

Wspomina, że pierwszego fiata 126 p w rodzinie kupił jego dziadek. Później „maluchy” mieli jego rodzice – każdy swego. Właśnie jednego z nich odziedziczył Arkady Paweł. Jednak do Egiptu wyruszył innym, nowszym pojazdem.

– Miał być ten, którym przejechałem dookoła Polski, ale okazało się że remont będzie zbyt kosztowny i blacharz zaproponował mi innego. Kupiłem, ale wiele części zabrałem ze starego auta. Można powiedzieć, że dzięki temu udało się zachować ducha mojego pierwszego „malucha” – wyznaje Arkady P. Fiedler.

Paszport dla ''malucha”
W wyprawie towarzyszyła jemu ekipa filmowa. – Udział ekipy oznaczał załatwienie o wiele więcej spraw przed wyjazdem – opowiada Arkady Paweł. – Między innymi musieliśmy posiadać specjalne karty pojazdu Carnet de passage, który można nazwać paszportem samochodu.

Dokument taki można otrzymać po wpłaceniu kaucji, która przepada, jeśli samochód nie wróci do kraju. Dla fiata 126 p taki depozyt wynosił około 15 tysięcy złotych, nawet jeśli wart jest on tysiąc złotych. Na szczęście w tym przypadku Polski Związek Motorowy postanowił pomóc w wyprawie i wyłożył pieniądze (ostatecznie nie przepadły) na karnet „malucha” i samochodu ekipy filmowej.
Na początku wyprawę prześladował pech. Arkady Paweł i ekipa mieli dojechać do Turcji i przepłynąć promem do Egiptu. Na miesiąc przez wyjazdem okazało się, że połączenie zostało zawieszone. Czym prędzej załatwiono kontenery, w których samochody miały zostać przesłane drogą morską z Gdyni.

– Pierwszy etap wyprawy to wyjazd do Warszawy po dokumenty wozów i następnie do Gdyni – mówi Arkady Fiedler. – Jednak po drodze... „maluch” się zepsuł. Został na holu doprowadzony do portu i wsadzony do kontenera. Nie udało się go naprawić.

Miłe i mniej miłe niespodzianki
Już w Egipcie tamtejsi urzędnicy zaczęli mnożyć problemy, które uniemożliwiały odebranie fiata 126 p. Trzeba więc było wesprzeć niektórych pracowników finansowo, by w końcu można było zabrać kontener z samochodem. Ten został dociągnięty na pierwszą z brzegu stację benzynową, gdzie rozpoczęła się naprawa.

Na szczęście kierowca ekipy filmowej był dobrym mechanikiem. Polakom udało się wyciągnąć silnik i okazało się, że skrzywiła się tarcza sprzęgła. – Jako że lubię mieć wszystko wcześniej przygotowane, do Afryki pojechałem z kompletem części zamiennych – wspomina Arkady Fiedler.

Jak już „maluch” ruszył, podróżnik w dwa dni przejechał cały Egipt, aż do Asuanu. – Jazda fiatem 126 p może przysporzyć wiele radości. Jednak trzeba się do tego samochodu przyzwyczaić – uważa Arkady Paweł. – Zaletą jest to, że jedzie z szybkością około 70 km na godzinę, dzięki czemu można cieszyć się widokami.

Po przejechaniu Egiptu czekała go 5-dniowa przerwa, spowodowana oczekiwaniem na granicy na wizę sudańską. Problemem, oprócz biurokracji, był fakt, że wszystkie dokumenty zostały wydrukowane w języku arabskim. – Na szczęście poznaliśmy ludzi, którzy pomogli nam je nie tylko wypełnić, ale również przekroczyć granicę – wspomina Fiedler.

Sudańska gościnność
Już na początku wyprawy okazało się, że nie wszystkie obiegowe opinie o Afryce sprawdziły się. Na przykład Sudan, o którego mieszkańcach krąży wiele krytycznych sądów, przyjął polską ekipę niespodziewanie ciepło i serdecznie. Na każdym kroku spotykali przychylnych im ludzi.
A mężczyzna, który pomógł im na granicy, nawet zaprosił ich do swego domu – na kolację i nocleg. Zresztą z taką gościnnością w tym kraju spotykali się częściej. W jego stolicy – Chartumie – ludzie zaczepiali kierowcę „malucha” na ulicy. Cieszyli się, że gości w ich kraju, zwłaszcza że turystów w nim jak na lekarstwo. Polaków nie zdziwił więc fakt, że podróżnik z Puszczykowa był jedyną osobą, która zwiedzała jeden z najpiękniejszych zespołów piramid, znajdujących się w Maroe.

A „maluch” sprawował się rewelacyjnie – żadnych usterek czy kraks. Radość uczestników wyprawy była tym większa, że przed wyjazdem autko przeszło tylko kilka modernizacji. Mechanicy zamontowali aluminiową miskę olejową i przekładnię kierowniczą z modeli 126 bis (miały ją lepszą) oraz wzmocnili przeguby. – W Afryce, wiadomo, panował upał – zazwyczaj było około 50 stopni Celsjusza. Podobnie w samochodzie. Klimatyzacja jak to w „maluchu”, czyli opuszczone dwie szyby – śmieje się Arkady P. Fiedler.

Pędząc 10 km na godzinę
Po Sudanie następnym etapem podróży była Etiopia. Już przed wyjazdem podróżnik i ekipa filmowa wyrobili sobie wizy. Zmienił się krajobraz. Większa część trasy przebiegała szutrowymi drogami w górach. „Maluch” zdał egzamin nawet na wysokości 3500 m n.p.m. Co prawda najwyższy bieg, który można było wrzucić, to dwójka, ale pojazd dał radę.

W górach poruszał się tylko „na jedynce”. Na etiopskich drogach ruchu samochodowego raczej nie było – sporo natomiast pieszych ze zwierzętami. Aż pewnego dnia, tuż obok Polaka zatrzymał się bus. Okazało się, że podróżują nim rodacy, którzy uczestniczyli w programie ratującym wzrok milionom niewidomych Etiopczyków – „Oczy Etiopii”. Jak opowiadali podróżnikowi, wszystkiego się spodziewali w tym kraju, ale na pewno nie Polaka przemierzającego Afrykę „maluchem”.

Za Etiopią zaczynała się już tzw. Czarna Afryka. Szutrowe drogi kiepskiej jakości zastąpiły grzęzawiska i błoto, w których samochód tonął. Pierwsza na szlaku była Kenia, gdzie znajduje się jedna z najbardziej znanych tras wśród miłośników ekstremalnej jazdy, która prowadzi od granicy do miejscowości Marsabit.

Ma ona około 250 kilometrów, jednak coraz bardziej się zmienia. Swój pierwotny charakter, czyli jezdnię pełną błota, dziur, kolein zachowała w połowie. Na drugiej bardzo intensywnie pracują tureckie firmy, które kładą asfalt. Prawdopodobnie za rok lub dwa pokonanie tej trasy nie będzie niczym niezwykłym. Na wciąż ,,dziewiczym” odcinku „maluch” mógł czasami rozpędzać się do prędkości... 10 km/h.
To właśnie kraje środkowej Afryki przysporzyły największych wrażeń za kierownicą. Zdarzały się odcinki, których nie szło pokonać. – Na jednym z nich po ulewie droga stała się tak śliska, że nie mogłem utrzymać się na środku i co kilka metrów wpadałem do rowu – wspomina Arkady P. Fiedler.

Na pomoc ruszyła ekipa filmowa oraz okoliczni mieszkańcy. Wyciągnęli fiacika z pobocza. Podróżnik ruszył, przejechał kilka metrów, wpadł w poślizg i znów do rowu. Sytuacja powtórzyła się kilkanaście razy.

Kolej na Ameryki
Polacy tylko dwa razy popadli w konflikt z prawem. W Zambii okazało się, że nie opłacili podatku drogowego. Trzeba było więc odciążyć portfel o równowartość 300 zł. Za drugim razem kierowca ekipy filmowej zbyt się rozpędził. Przekroczył dopuszczalną prędkość o około 30 km/h i skończył jazdę w areszcie. Tamtejszy sąd ukarał go 110 dolarami grzywny.

Natomiast w Namibii sfatygowany już trochę „maluch” napotkał na swojej drodze ekipę polskich turystów. Jechali ogromnymi terenowymi toyotami, które były załadowane ekwipunkiem przygotowanym z myślą o afrykańskiej wyprawie. – Kiedy zobaczyli na drodze fiacika z rejestracją PZ, przystanęli i zaniemówili – wspomina Arkady P. Fiedler.

Jego podróż trwała 3,5 miesiąca, podczas których pokonał ponad 16 tysięcy kilometrów i przejechał przez 11 państw. Na dobre zaparkował „malucha” na Przylądku Dobrej Nadziei, 70 kilometrów za Kapsztadem.

A „maluch”? Obecnie jest w warsztacie. Ma być gotowy do kolejnej podróży. – Chcę nim przejechać z Alaski przez obie Ameryki – marzy Arkady p. Fiedler.

Jednak problemem może być koszt dostarczenia pojazdu do najzimniejszego stanu USA. Jest jednak sposób na obniżenie wydatków. – Najpierw z Polski przez Azję przejadę nim do krańców Rosji lub Japonii i promem dojadę na Alaskę – planuje podróżnik. – Tam go zostawię na rok i następnie zacznę praktycznie już trzecią podróż – zapowiada.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jj

.... słabe .... zero ryzyka i nieprzewidywalności ..... nic wspólnego z wyprawami Arkadego Fiedlera ....

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3